Agnieszka Hottowy, trener RTZ
pracowniartz@gmail.com, 600 618 576
Rekonsolidacja pamięci jest jedynym zbadanym dotąd procesem, który może doprowadzić do trwałego usunięcia niepożądanych skutków uczenia się. W poniższym tekście chciałabym przyjrzeć się możliwości świadomego wykorzystania tego procesu w praktyce RTZ, odwołując m. in. do inspiracji pochodzących z terapii koherencji. Chociaż twórcy tej ostatniej – Bruce Ecker i Laurel Hulley – wyraźnie odróżniają swoje podejście od terapii poznawczych, ich założenia są całkowicie zgodne z przyjmowanym w RTZ modelem ABCD. Za przyczynę ludzkich reakcji emocjonalnych i zachowań (w tym zgłaszanych przez klientów objawów) uznają oni bowiem subiektywne, wyuczone „konstrukcje rzeczywistości”; cała praktyka terapeutyczna koncentruje się wokół ich odkrywania i – w razie potrzeby – modyfikowania.
„Jakkolwiek negatywny byłby symptom dla danej osoby i jej otoczenia, to jest on zgodny z przynajmniej jednym, adaptacyjnym schematem rzeczywistości, zakodowanym w pamięci niejawnej w konkretnym momencie życia. Skoro oczekiwania wynikające z tego schematu pozwoliły jednostce lepiej przystosować się do otoczenia w przeszłości, to będzie on aktywny w teraźniejszości dopóty, dopóki nie zostanie odkryty, zintegrowany na poziomie świadomym i zrekonstruowany.”
Michał Jasiński, „Terapia koherencji jako synteza wniosków z konstruktywistycznej praktyki klinicznej i odkryć neuronauki”, Psychoterapia 4 (171) 2014
Wykorzystywane w terapii koherencji badania nad rekonsolidacją pamięci mogą moim zdaniem stanowić cenne uzupełnienie przyjmowanej w RTZ teorii uczenia się, wyjaśniając zjawiska, których w pełni nie tłumaczy teoria reedukacji Maultsby’ego. Z tego punktu widzenia chcę w niniejszym artykule poddać refleksji pewne elementy teorii i praktyki Racjonalnej Terapii Zachowania, bez szczegółowego omawiania podstaw RTZ, które zostały przedstawione w dostępnych podręcznikach (Maultsby, 2013; Maultsby i inni, 2019) oraz są przekazywane podczas szkoleń.
Żeby uniknąć niejasności terminologicznych, warto zaznaczyć, że w badaniach nad rekonsolidacją pamięci „pamięć” oznacza nie tylko wspomnienia określonych wydarzeń (pamięć epizodyczną), ale też pamięć proceduralną, czyli nawykowe instrukcje reagowania na bodźce (w tym instrukcje wykonywania różnych, codziennych czynności).
„Niejawna wiedza często nazywana jest wiedzą proceduralną, ponieważ składa się na nią wiedza o tym, jak przeprowadzić dane działanie (np. kiedy i jak zadowalać innych, żeby czuć się komfortowo, bezpiecznie) lub wiedza o tym, jak funkcjonuje świat.”
Bruce Ecker i inni, „Odblokowanie mózgu emocjonalnego”, s. 40
W terminologii RTZ odpowiednikiem pamięci proceduralnej czy schematów rzeczywistości są postawy (oraz przekonania, jeśli pamięć ta jest uświadomiona), czyli punkt B w modelu ABCD Emocji.
| Model ABCD Emocji w RTZ |
| A: spostrzeżenie; „zdarzenie aktywujące”, sytuacja; bodziec Może to być spostrzeżenie czegoś, co wydarzyło się na zewnątrz, ale i wewnątrz organizmu (np. ból lub przyjemność); zdarzeniem aktywującym A może być także nasza myśl, wyobrażenie, emocja lub nasze własne działanie – czyli wszystko, co potrafimy spostrzec (czego możemy doświadczyć).↓B: interpretacja spostrzeżenia (nadanie bodźcowi znaczenia): skojarzenia, myśli, przekonania, a także nieświadome postawy dotyczące zdarzenia A (oraz odpowiadające im wyobrażenia). Zgodnie z koncepcją Lazarusa, możemy wyróżnić: – ocenę pierwotną sytuacji (Co się dzieje? Czy to jest dla mnie potencjalnie sprzyjające, zagrażające czy bez znaczenia?) ; – ocenę wtórną (Jakie mam zasoby i możliwości działania? Co najlepiej w tej sytuacji zrobić?). Postawy obejmujące ocenę wtórną to również pamięć proceduralna, czyli utrwalona (zwykle nieuświadamiana) wiedza o tym, jak wykonywać różne czynności, także te zwykłe, codzienne (np. jak przechodzić przez drogę, wiązać sznurówki itd.). UWAGA: Ocena wtórna i impuls do określonego działania mogą pojawić się także później, po wystąpieniu odczuć emocjonalnych (w przypadku reakcji nawykowych często trudno te etapy rozdzielić).↓C: odczucia emocjonalne + towarzyszące im procesy fizjologiczne w organizmie, odczucia fizyczne i impulsy do działania.↓D: działanie (w tym także przerwanie lub zaniechanie jakiegoś działania). |
Poznając model ABCD, przeważnie skupiamy się na ocenie pierwotnej (czyli np. na takich myślach, jak: „Hałas w przedpokoju = włamywacz = niebezpieczeństwo, może mnie zabić!”), ponieważ ona najsilniej wpływa na nasze emocje; jednak w procesie kształtowania nawyków równie ważna jest ocena wtórna.
W terapii koherencji kładzie się szczególny nacisk właśnie na odkrycie oceny wtórnej.
Edukacja: tworzenie i konsolidacja postaw
W modelu edukacji emocjonalnej (modelu tworzenia nawyków) w RTZ zakłada się, że nieświadome postawy pierwotnie miały zwykle charakter świadomy i zwerbalizowany (był to tzw. „wgląd intelektualny”). Ponadto zakłada się, że wytworzenie postawy (i opartego na niej nawyku) wymaga zwykle wielu powtórzeń, czyli ćwiczeń przebiegających w wyobraźni lub podczas realnego (fizycznego) działania.
|
Edukacja (tworzenie nawyku) w RTZ |
| 1. Wgląd intelektualny: zdobycie informacji, co dla nas oznacza bodziec A i jak należy na niego reagować (pierwotna i wtórna ocena bodźca).
(Np. „Zarazki mogą wywołać chorobę, dlatego żeby być zdrowym, po przyjściu do domu trzeba dobrze umyć ręce.”) |
| 2. Ćwiczenie:
– umysłowe (w wyobraźni) – fizyczne (w codziennym życiu) Początkowo ćwiczenie wymaga uważności i ciągłego, świadomego odwoływania się do wglądu intelektualnego. (Np. dziecku początkowo trzeba za każdym razem po przyjściu do domu przypominać o myciu rąk; w samodzielnej pracy nad sobą możemy sobie tę czynność „zaprogramować w wyobraźni” lub znaleźć inny sposób na przypomnienie sobie o niej – kartka przy wejściu itd.) |
| 3. Wgląd emocjonalny.
Na tym etapie w mózgu zostaje zapisana nieświadoma, niezwerbalizowana postawa (pamięć utajona), która wywołuje te same reakcje, co wgląd intelektualny, lecz już bez świadomego wysiłku. Zaczynamy wówczas intuicyjnie „czuć”, czy reagujemy prawidłowo; jeśli się pomylimy, czujemy dyskomfort i zwykle poprawiamy się. (Jeśli coś nam po przyjściu do domu przeszkodzi w umyciu rąk, czujemy się „dziwnie”, „czegoś nam brakuje”, subiektywnie „coś jest nie tak”). |
| 4. Utrwalenie (konsolidacja) nawyku.
W gruncie rzeczy jest to konsolidacja postawy, która kieruje nawykowym zachowaniem (konsolidacja pamięci), tak, że zachowanie staje się stabilne i przewidywalne. |
Model ten jest zwykle trafny w przypadku świadomego uczenia się czynności i „sposobów widzenia zdarzeń” od innych ludzi, przekazywanych nam poprzez instrukcje słowne. Gdybyśmy jednak chcieli potraktować go jako uniwersalny model uczenia się, warto uczynić dwa zastrzeżenia.
Po pierwsze – nie zawsze „wgląd intelektualny” jest wyraźnie zwerbalizowany. Procesy warunkowania i inne (np. modelowania) mogą zachodzić zarówno z udziałem języka, jak i bez niego (np. u niemowląt i zwierząt), a niekiedy nawet poza świadomością.
„Wyuczony – to jest przechowywany w niejawnej pamięci – jest model mentalny tego, jak funkcjonuje świat (…). Zdolność mózgu emocjonalnego do niewerbalnego i niejawnego, ale bardzo precyzyjnego tworzenia znaczeń i modelowania świata jest wrodzona i zaczyna być wykorzystywana na bardzo wczesnym etapie życia. Przykładowo, niemowlęta w trzecim miesiącu życia tworzą modele oczekiwań dla danych okoliczności i postępują zgodnie z tym modelami (DeCasper i Carstens, 1981).” Bruce Ecker i inni, „Odblokowanie mózgu emocjonalnego”, s. 24, 26
Nadal aktualne pozostaje założenie, że w wyniku uczenia się bodźcom A zostaje nadane subiektywne znaczenie. Np. do warunkowania klasycznego dochodzi, gdy bodziec A pozwala organizmowi przewidzieć pojawienie się innego, istotnego bodźca i się na ten bodziec przygotować (Bąbel, 2006). Z kolei w przypadku warunkowania instrumentalnego, w podejściu behawioralnym mówi się, że „przyczyną zachowania są jego konsekwencje” (Bąbel, 2011). Brzmi to nieco dziwnie (jakby skutek pojawiał się przed przyczyną), w rzeczywistości jednak chodzi o oczekiwane konsekwencje (czyli przekonania/ niewerbalne postawy dotyczące tych konsekwencji). Na podstawie określonych doświadczeń organizm „dochodzi do wniosku”, co może w danej sytuacji zrobić, by osiągnąć określony cel. W humorystyczny sposób opisał ten mechanizm Robert Sapolsky („Dlaczego zebry nie mają wrzodów?”, s. 340 – omówienie badań W. Shultza z Uniwersytetu we Fryburgu):
„Weź małpę, która została nauczona pewnej sztuczki: pojawia się (…) dźwięk dzwonka, oznaczający, że kiedy zwierzę naciśnie dźwignię 10 razy, po 10 sekundach otrzyma nagrodę w postaci ulubionego pożywienia. (…) Neurony kory czołowej uaktywniają się w odpowiedzi na nagrodę. Ale najsilniejsza reakcja pojawia się wcześniej, w chwili, kiedy dzwoni dzwonek (…). To jest sygnał: ‘Wiem, co ten dzwonek znaczy. Znam zasady: JEŚLI nacisnę dźwignię, TO dostanę jedzenie. Umiem to. Będzie super.’”
Podczas uczenia się przez warunkowanie, organizm może oczywiście w swoich „wnioskach” popełnić błąd – tak samo jak wtedy, gdy uczymy się ś1)wiadomie przy pomocy języka. Np. badania Johna Garcii na szczurach wykazały, że wymioty łatwo mogą zostać skojarzone ze spożywanym wcześniej pokarmem (efektem będzie uwarunkowana reakcja obrzydzenia na ten pokarm), nawet jeśli ich rzeczywista przyczyna była inna. Z kolei jak pokazał Skinner w badaniach na szczurach i gołębiach, warunkowanie instrumentalne może prowadzić do kształtowania rozmaitych „zachowań przesądnych”, w których organizm błędnie uznaje własne zachowanie za przyczynę występujących po nim wydarzeń (np. otrzymania pokarmu).
„Aby przeprowadzić analizę przesądnych zachowań, dozownik [pokarmu – przyp. A. H.] zamontowano tak, aby pokarm spadał na tackę co piętnaście sekund. (…) Zwierzę – niezależnie od tego, co robiło – co piętnaście sekund dostawało nagrodę. (…) Każdy gołąb był umieszczany na kilka minut dziennie w klatce do eksperymentów (…).” Już po kilku dniach u badanych gołębi utrwaliły się rozmaite zachowania, które ptaki te przypadkowo wykonywały przed otrzymaniem pokarmu (np. chodzenie wokół klatki, kiwanie się, określone ruchy głową itd. – u każdego był to inny wzór). Gdy zwiększono odstępy między nagrodami, wyuczone zachowania jeszcze nasiliły się (Skinner, 1948, za: Hock, 2003, s. 111).
Także u ludzi występują przypadki takiego błędnego, często nieświadomego wnioskowania. Np. gdy martwimy się o bliską osobę, która potem wraca do domu cała i zdrowa, nasz mózg może „dojść do wniosku”, że to właśnie zamartwianie ochroniło tę osobę (Maultsby i inni, 2019).
W przypadku modelowania i uczenia się przez naśladownictwo, początkowego wglądu w procesie uczenia się może dostarczyć również obserwacja zachowania innego organizmu (i jego konsekwencji). Zjawisko to występuje nawet u niektórych płazów. Raczej nie powiedzielibyśmy, że np. kijanka doświadcza wglądu „intelektualnego”, a jednak obserwując inne kijanki przyswaja ona informację, która pełni identyczną funkcję (Ferrari i Chivers, 2008, za: Zimbardo, Gerrig, 2015).
W przypadku gatunków społecznych, istnieje tendencja do naśladowania członków grupy czy opiekunów nawet bez obserwowania wyraźnych pozytywnych skutków tych zachowań. Dziecko może np. zacząć spontanicznie myć ręce tylko dlatego, że tak postępują rodzice. Zachowanie to może się później utrzymać lub nie (m. in. w zależności od reakcji rodzicó2)w i tego, na ile czynność jest przyjemna). Nierzadko wyjaśniamy wprost, że robimy coś, ponieważ „taka jest tradycja”, „moja babcia tak robiła” albo po prostu „tak się robi”.
Po drugie – nie zawsze wytworzenie postawy i wglądu emocjonalnego wymaga wielokrotnych ćwiczeń. Procesy warunkowania zachodzą niekiedy skutecznie już po pierwszej próbie (np. uwarunkowanie reakcji lękowej w sytuacji traumatycznej, czy wspomnianej już niechęci do określonego pokarmu po zatruciu nim). Odmianą tego zjawiska jest imprinting – szybkie i trwałe wdrukowanie obrazu opiekuna oraz tendencja do podążania za nim (zjawisko wstępujące u wielu zagniazdowników oraz stadnych ssaków). Ciekawym wyjątkiem jest również uczenie się przez wgląd, czyli proces, w wyniku którego organizm samodzielnie odkrywa, jak może wykonać daną czynność (czy też jakie jest znaczenie danej sytuacji). W tym wypadku wgląd intelektualny staje się niemal od razu wglądem emocjonalnym, który nie wymaga dalszego ćwiczenia (lub wymaga bardzo niewielu ćwiczeń). Główny wysiłek organizm podejmuje przed uzyskaniem wglądu – jak w poniższym przykładzie.
„Wczoraj [córka] kilkanaście razy zakładała buty, ciągle wsuwając lewego bucika na prawą nogę. I tak zakładała i ściągała aż przy 20 razie po wnikliwej analizie dotarło do niej, że buty tak jak stopy różnią się od siebie i w końcu założyła je poprawnie, o czym całemu światu oznajmiła radosnym piskiem.”
z bloga So Simply Mom
Inne przykłady to momenty, w których dziecko pierwszy raz łapie równowagę na rowerku, albo osoba ucząca się pływać nagle czuje, że potrafi utrzymać się na wodzie (nie umiała tego jeszcze 5 minut wcześniej). Te nagłe „olśnienia” są wynikiem wielu operacji, których umysł danej osoby dokonuje wcześniej bez widocznego postępu. W teorii RTZ odpowiada im proces samoorganizacji, poprzedzony etapem chaosu (poszukiwania rozwiązania).
„Nierzadko pojawia się frustracja, bo wciąż nie mamy rozwiązania. Czasem chcemy nawet się poddać, odejść, zrezygnować – jest to najczęściej pomijany w opowieściach o kreatywności moment. Zamiast tego przeskakujemy do chwili, w której nas nagle olśniło. (…) Frustracja – na to przynajmniej wygląda – jest dla kreatywności korzystnym zjawiskiem. Jak to zwykle wygląda? Jesteśmy bardzo zawiedzeni. Że nie było w książkach odpowiedzi, że głowa nic nie potrafi sklecić, powoli stajemy się coraz bardziej pewni, że rozwiązanie jest poza zasięgiem. Wtedy właśnie mamy szansę doś3)wiadczyć cudu iluminacji. Jakiś czas potem, nagle, dosłownie w ciągu kilku sekund z totalnej frustracji przechodzimy do euforii i… pewności. Poczucie pewności jest tu niezwykle intrygujące. Nie tylko mamy rozwiązanie, ale też przepełnieni jesteśmy wewnętrzną pewnością, że jest ono świetne! Eureka!”
Miłosz Brzeziński, „Wy wszyscy moi Ja”, s. 318
Krótkie podsumowanie najczęstszych odstępstw od typowego przebiegu procesu edukacji przedstawiam w tabeli poniżej.
| Model edukacji w RTZ | szczególne warianty |
| 1. Wgląd intelektualny.
|
Może być niezwerbalizowany, a nawet nieuświadomiony.
Bywa poprzedzony etapem chaosu i poszukiwania rozwiązania |
| 2. Ćwiczenie:
– umysłowe (w wyobraźni) – fizyczne (w codziennym życiu) |
Po uzyskaniu wglądu, nie zawsze konieczne do wytworzenia postawy.
|
| 3. Wgląd emocjonalny. | Może wystąpić od razu z wglądem intelektualnym. |
| 4. Utrwalenie (konsolidacja) nawyku. |
W teorii RTZ zakłada się, że u człowieka wgląd intelektualny powstaje zwykle w lewej półkuli, natomiast postawy (pamięć niejawna) kodowane są głównie w prawej. Prawdopodobnie jednak różne rodzaje postaw zapisywane są w różnych obszarach mózgu, zarówno w prawej półkuli, jak i w strukturach podkorowych (kwestie te są obecnie przedmiotem wielu badań).
Reedukacja emocjonalna a rekonsolidacja postaw
Po skonsolidowaniu postaw, mamy tendencję do powtarzania nawykowych reakcji nawet wtedy, gdy realne konsekwencje naszych zachowań ulegają zmianie.
„System sztywny [zarządzający działaniem] realizuje działania, za które w przeszłości otrzymywane były nagrody. Jest automatyczny i nawykowy, działa na zasadzie sztywnego powiązania ‘bodziec-reakcja’. (…) Co istotne, gdy mózg już wygenerował wzorzec w tym systemie, działa on bardzo automatycznie – np. będzie prowadził do poszukiwania pożywienia mimo poczucia sytości, gdy tylko uruchomiony zostanie odpowiedni bodziec. Neurochemicznie system ten napędza dopamina. Gdy się pojawia, mózg odbiera obietnicę nagrody, uczucie ‘jeśli to zrobisz, będzie fajnie’ – niezależnie od tego, czy faktycznie zrealizowanie działania da jakąś nagrodę.”
Artur Król, Krótka koncepcja siły woli
Jeszcze w latach 90-tych XX wieku zakładano więc, że po zakodowaniu postawy są w zasadzie nieusuwalne – nawet jeśli dana osoba (lub inny organizm) przeżywa później wiele doświadczeń niezgodnych z tymi postawami.
„Mózg pracuje tak, jak najwyraźniej ukształtowała go ewolucja: dekady po uformowaniu się wiedzy emocjonalnej, ta niejawna wiedza jest uruchamiana w odpowiedzi na bieżące sygnały percepcyjne i prowokuje zachowania oraz emocje zgodnie z pierwotną adaptacyjna informacją. (…)
Główną konkluzją badań XX wieku nad mózgiem i pamięcią było to, że obwody neuronalne wiedzy emocjonalnej są niezmienne i stałe na całe życie, gdy tylko fizycznie uformują się w pamięci długotrwałej poprzez proces zwany konsolidacją. Wydawało się, że nie istnieje rodzaj neuroplastyczności, który byłby w stanie odblokować synapsy podtrzymujące skonsolidowane obwody pamięci niejawnej. Ten wniosek oparty był na rozległych badaniach nad wygaszaniem (…) poprzez powtarzanie doś1)wiadczeń przeciwstawnych względem pierwotnego doś2)wiadczenia. Neuronaukowcy oraz psychologowie od czasów Pawłowa zebrali liczne dowody na to, że nawet po całkowitym stłumieniu [uwarunkowanej] reakcji poprzez wygaszenie, oryginalna reakcja jest jedynie czasowo utajniona, a nie gruntownie usunięta z pamięci i można ją stosunkowo łatwo uruchomić na wiele różnych sposobów. (…) Badania wykazały, że trening wygaszania sprawia, że powstaje osobna wiedza w systemie pamięci, która jest fizycznie oddzielona od elementu wiedzy będącego przedmiotem terapii i że ta nowa wiedza rywalizuje z nim, ale go nie zastępuje.”
Bruce Ecker i inni, „Odblokowanie mózgu emocjonalnego”, s. 27-28, 41-42
Oznacza to, że dokonując zmiany możemy jedynie wypracować nowy nawyk „obok” pierwotnego. Jak pisze Andrzej Bernardyn w (bardzo skądinąd rzetelnym) artykule Cała prawda o nawykach:
„Jeśli (…) czynność Y stała się naszym nawykiem, nie możemy się jej pozbyć. Zostaje z nami do końca życia. Próba tłumienia nawyku kończy się zazwyczaj efektem odwrotnym do zamierzonego. (…). Dużo sensowniejszym rozwiązaniem jest nadpisanie starego nawyku – nowym. Zachowujemy ten sam wyzwalacz (bodziec X), najlepiej jeśli możemy też stworzyć podobną nagrodę i tworzymy konkurującą reakcję.”
W przypadku przekonań i postaw wywołujących cierpienie, założenie to prowadzi czasem do formułowania dość pesymistycznych wniosków.
„Nie istnieje proces ‘oduczania się’. Jeśli dziecko dojdzie do wniosku: ‘Nie można mnie kochać’, to wrażenie na zawsze w nim pozostanie, przynajmniej do pewnego stopnia. Nawet jeśli to odczucie zmaleje niemal do zera, łatwiej się go nauczyć ponownie, czasami kilkadziesiąt lat później. (…)
Niezwykle trudno jest zniszczyć sieci poznawcze, nawet przy bezpośrednim uczeniu się, które nakazuje zachowania wprost przeciwne. W laboratoriach prowadzących badania nad RFT [teorią ram relacyjnych] wykazano, że dawne, wygaszone myśli szybko się odradzają, gdy nowe sposoby myślenia napotykają przeszkody (Wilson i Hayes, 1996). Opracowano bardzo nowoczesne metody pomiarów utajonego poznania, dowodząc istnienia długotrwałych, a niekiedy zgubnych skutków warunkowania (…).”
Steven Hayes i inni, „Terapia Akceptacji i Zaangażowania”, s. 78, 81
„Terapeuci nieustannie są świadkami niesamowitej ‘odporności’ wiedzy emocjonalnej, która całe dekady po tym, jak została uformowana, nie zmienia się i nie ustępuje pomimo bezlitosnych nacisków na nastroje czy zachowania klienta. (…)
Konkluzja, że niejawna wiedza emocjonalna zachowywana jest na całe życie, oznaczała, że ludzie nigdy nie będą w stanie całkowicie uwolnić się od emocjonalnych uwarunkowań dzieciństwa (takich jak reakcje lękowe i niestabilne wzorce przywiązania), które będą ciągle do nich wracać i stanowić wielkie ograniczenie w codziennym życiu.”
Bruce Ecker i inni, „Odblokowanie mózgu emocjonalnego”, s. 43
Na gruncie RTZ rzadko formułuje się tak pesymistyczne stwierdzenia. Możliwość stworzenia nowego nawyku widziana jest jako droga do wyzwolenia spod władzy nawyku dotychczasowego; nowy nawyk – jeśli tylko jest wystarczająco intensywnie trenowany – stopniowo bowiem zaczyna uruchamiać się częściej, niż pierwotny. Niemniej jednak zakłada się, że pierwotna postawa nadal istnieje, tzn. istnieją połączenia między neuronami podtrzymujące ją, które mogą się w pewnych okolicznościach uaktywnić. Połączenia te porównuje się do dobrze wydeptanych ścieżek czy kolein na często uczęszczanej drodze; kluczem do zmiany ma być wytrwałe „wydeptywanie nowej ścieżki”.
Zakłada się też, że ze wzglę3)du na obecność pierwotnej postawy (starej „ścieżki”), ćwiczeniu nowego myślenia i zachowania towarzyszy dysonans poznawczo-emocjonalny. Zanika on dopiero po wykształceniu nowej postawy. W chwilach gdy nie jesteśmy uważni, typowym zjawiskiem na etapie ćwiczenia są również nawroty (potwierdziły to np. badania Prochaski i jego zespołu – ok. 95% zmian przebiega z przynajmniej jednym nawrotem).
Poniżej przypominam model reedukacji w RTZ.
| Re-edukacja w RTZ |
| 1. Nowy wgląd intelektualny – nowa interpretacja bodźca A (niezgodna ze starą postawą).
2. Ćwiczenie nowych myśli, emocji i zachowań: – umysłowe (w wyobraźni) – fizyczne (w codziennym życiu). Ćwiczeniu towarzyszy dysonans poznawczo-emocjonalny, ponieważ nowe myśli (w tym instrukcje działania) konkurują z dotychczasową postawą i dawnym wglądem emocjonalnym. Występuje również tendencja do nawrotów. 3. Nowy wgląd emocjonalny (efekt wytworzenia nowej postawy obok dotychczasowej). Na tym etapie nawroty są rzadsze, ale możliwe. 4. Utrwalenie (konsolidacja) nowego nawyku (nowej postawy). Zwykle nie obserwujemy nawrotów; ich możliwość pozostaje sprawa nierozstrzygniętą, podobnie jak hipotetyczna obecność dawnej postawy. |
Twórcy terapii koherencji piszą w takim wypadku o zmianie przeciwdziałaniowej (neutralizującej), podczas gdy efektem procesu rekonsolidacji ma być zmiana transformacyjna, prowadząca do usunięcia lub zmodyfikowania dotychczasowej postawy. Fakt, że zmiana transformacyjna jest możliwa, odkryto stosunkowo niedawno (na przełomie XX i XXI wieku). Przeprowadzone wówczas (i nadal kontynuowane) badania sugerują, że połączenia między neuronami nie są tak trwałe, jak się wydawało – przynajmniej nie przez cały czas; w określonych warunkach, przejściowo stają się one niestabilne i podatne na modyfikację.
„Konsolidacja wiedzy emocjonalnej [postaw] w pamięci nie jest, jak uważano przez stulecie, jednorazowym, skończonym procesem (…). Można ją czasowo przywrócić do nietrwałego, zdezintegrowanego stanu, który pozwoli na usunięcie jej (…) poprzez nabywanie nowej wiedzy, zanim nastąpi rekonsolidacja.”
Bruce Ecker i inni, „Odblokowanie mózgu emocjonalnego”, s. 47
Co istotne – w momentach, w których postawa jest podatna na usunięcie lub modyfikację, zmiana zachodzi szybko; nie wymaga długiego ćwiczenia. Zwykle wystarcza kilka świadomie przeżytych doświadczeń zaprzeczających jej („doświadczeń kontrastowania”), np. kilkakrotne zakłócenie oczekiwań wynikających z danej postawy.
„Po przejściu skutecznych doświadczeń kontrastowania, trwających tylko kilka minut, klient odkrywa, że (…) schemat wspierający dany objaw nie posiada już wcześniejszej realności ani siły. Pomimo tego, że schemat ten kształtował i ograniczał życie klienta przez dziesięciolecia, jego ucisk nagle zniknął i objawy, które podtrzymywał, po prostu ustąpiły (chyba że istnieje więcej niż jeden schemat wspierający dany objaw; w takim wypadku każdy z tych schematów musi być usunięty, aby objaw ustąpił).” (źródło j.w., s. 114)
Chyba wszyscy doświadczyliśmy kiedyś nagłej i trwałej zmiany przekonań w obliczu nowych informacji. Przykładem może przypadkowe odkrycie przez dziecko, że to rodzice, a nie święty Mikołaj kupują prezenty. Od tej pory nie miewa ono żadnych „nawrotów” wiary w świętego Mikołaja. Powrót do tej wiary jest niemożliwy, chociaż pozostaje jej wspomnienie (czasem też tęsknota za nią) oraz zdolność rozumienia innych osób, które nadal wierzą w świętego Mikołaja. Pamięć autobiograficzna dziecka pozostaje więc nienaruszona, jednak postawa się zmienia.
Inny przykład podaje Stephen Briers w książce „Pokonaj depresję, stres i lęk” (s. 73):
„Jeśli – stojąc na trampolinie nad basenem – upuścisz: a) zwykłą cegłę, b) cegłę tej samej wielkości, wykonaną z papieru, to która z nich spadnie do wody pierwsza? Jeśli lekcje fizyki to dla ciebie odległa przeszłość, to prawdopodobnie odpowiesz spontanicznie jak większość osób – szybciej spadnie zwykła cegła ze względu na większą wagę. W rzeczywistości to nieprawda. Siła grawitacji przyspiesza spadanie obu przedmiotów tak samo i ponieważ najważniejszą rolę [spowalniającą] odgrywa tu opór powietrza, a nie masa, oba spadną do wody w tym samym czasie. Czy to wyjaśnienie wciąż jest nieprawdopodobne? Co więc by cię przekonało? Być może zobaczenie tego na własne oczy?
Wieść głosi, że Galileusz przeprowadził takie doświadczenie na żywo, upuszczając kulę armatnią oraz muszkietową z Krzywej Wieży w Pizie. Od tej pory wiele razy powtarzano podobne eksperymenty i wyniki były zawsze zbliżone.”
„Zobaczenie na własne oczy” czegoś zaskakującego, co jest całkowicie sprzeczne z naszymi oczekiwaniami, wywołuje dysonans, stan niedowierzania, który zwykle motywuje nas do kilkukrotnego powtórzenia takiego doświadczenia. Jest wówczas duża szansa na to, że nasze oczekiwania zostaną trwale zmienione (chyba, że podczas sprawdzania stwierdzimy, że jednak dawne oczekiwania potwierdzają się). „W tych momentach to, co wydawało się prawdą, zostaje wreszcie rozpoznane jako własny błędny konstrukt. (…) Rezultatem tego jest fundamentalna zmiana w doświadczaniu percepcji świata przez daną osobę.” (B. Ecker i inni, 2012, s. 107). W języku potocznym popularność zyskało sformułowanie, zgodnie z którym pewnych rzeczy „nie da się odzobaczyć”. W terapii poznawczo-behawioralnej mechanizm ten bywa wykorzystywany przy planowaniu tzw. eksperymentów behawioralnych (do których jeszcze wrócimy).
Podobny proces rekonsolidacji dotyczy bardzo różnych typów pamięci, zakodowanych w różnych obszarach anatomicznych mózgu (według badań zespołu LeDoux także w ciele migdałowatym, dawniej uważanym za „oporne” wobec technik terapeutycznych). Poniższy przykład dotyczy proceduralnej pamięci ruchowej.
„W 2003 roku grupa badaczy pod kierunkiem Matthew Walkera opublikowała dane pokazujące, iż także ludzka pamięć proceduralna podlega procesom rekonsolidacji (…). Walker i wsp. nauczyli uczestników eksperymentu krótkiej sekwencji ruchów palcami dłoni. Następnie aktywowali skonsolidowaną pamięć polecając badanym powtórzyć wyuczone ruchy. Bezpośrednio po przypomnieniu wyuczonej czynności połowa uczestników eksperymentu miała za zadanie wykonać dodatkowe ruchy manualne (tzw. zadanie interferencyjne, ang. interference task), a druga grupa badanych nic nie robiła w tym czasie. Kiedy w późniejszym terminie przebadano obie grupy okazało się, że osoby, które po aktywacji pamięci wykonywały zadania interferencyjne, mają problemy z przypomnieniem sobie pierwotnie wyuczonej sekwencji.
Zadania interferencyjne stanowią popularną procedurę behawioralną stosowaną eksperymentalnie w celach zakłócania procesów konsolidacji. Walker i wsp. wykazali, że ta technika równie skutecznie upośledza już dobrze utrwaloną pamięć pod warunkiem, że się ją wcześniej aktywuje. Występowanie zjawiska rekonsolidacji ludzkiej pamięci zostało potwierdzone przez kolejne prace eksperymentalne, w których wykorzystano procedury interferencyjne (…).
Doświadczenia z udziałem zdrowych ochotników potwierdzają wcześniejszą hipotezę, że zasadniczą funkcją rekonsolidacji jest umożliwienie uaktualnienia aktywowanych treści pamięci w oparciu o nowe doświadczenia, które towarzyszą okolicznościom przypomnienia.”
Tego zjawiska możemy doświadczać częściej, niż się wydaje. W RTZ np. proces reedukacji pokazujemy na przykładzie polskiego kierowcy, który wyjeżdża do Anglii i uczy się tam jeździć w ruchu lewostronnym. Po odpowiednio długim i konsekwentnym ćwiczeniu, może on swobodnie prowadzić samochód zgodnie z przepisami angielskimi. Zakładamy przy tym, że nie utracił on dawnych nawyków potrzebnych do prawidłowego jeżdżenia w Polsce i w razie potrzeby może do nich wrócić – były one przecież dobrze utrwalone. A jednak przypadki osób, które przebywały w Anglii dość krótko, a po powrocie do Polski mają wyraźny kłopot z niektórymi elementami jazdy po polskich drogach, sugerują, że mogło u nich dojść do procesu rekonsolidacji i utraty pewnych elementów wcześniej wyuczonych postaw. Muszą więc w tym zakresie przejść w Polsce ponowną edukację. (Ponieważ inne postawy nie uległy wymazaniu, kierowcy ci mimo wszystko szybciej powracają do prawidłowej jazdy po polskich drogach, niż osoby, które uczą się prowadzenia samochodu od podstaw).
Co ciekawe, pierwsze wyniki badań sugerujących możliwość usunięcia skonsolidowanych postaw pojawiły się już w latach siedemdziesiątych XX wieku, zostały jednak wówczas zignorowane.
„Między 1968 a 1982 rokiem kilku badaczy zaraportowało o niewytłumaczalnych wyjątkach od nieusuwalności. (…) Emocjonalne i behawioralne reakcje, będące przedmiotem terapii, ustały bez możliwości powrotu. Te niezwykłe rezultaty sugerowały, że (…) prawdziwa eliminacja, usunięcie pierwotnej wiedzy z niejawnej pamięci najwyraźniej jest możliwe. (…) Stanowiło to bezpośrednie wyzwanie dla dominującego wówczas modelu (…). Jednakże tych kilka nietypowych badań spotkało się z niewielką uwagą ze strony badaczy i klinicystów. Zjawisko nie było więc dalej studiowane i założenie o nieusuwalności niejawnej pamięci utrzymało się.”
Bruce Ecker i inni, „Odblokowanie mózgu emocjonalnego”, s. 44-45
Ostatecznie dopiero w 2004 roku ustalono, jak przebiega proces rekonsolidacji i jakie warunki trzeba spełnić, żeby mogło do niego dojść (Pedreira i inni, 2004, za: B. Ecker i inni, 2012). Wnioski z tych badań przedstawiam w poniższej tabeli, używając terminologii typowej dla RTZ.
| Rekonsolidacja pamięci – warunki i etapy |
| 1. Uaktywnienie dotychczasowej postawy (wraz z wynikającymi z niej emocjami i impulsami do działania). Zwykle dzieje się to przez kontakt z bodźcem A (realny lub wyobrażony).
2. Uświadomienie i zwerbalizowanie postawy, tzn. jej zamiana na przekonanie (nie jest to warunek konieczny, lecz zwiększa szansę na zmianę). 3. Doświadczenie „kontrastowania”: zarejestrowanie – świadome lub nie – informacji niezgodnych z tą postawą, gdy ona nadal jest aktywna. 4. W trakcie okna rekonsolidacji kilkakrotne powtórzenie tego samego lub innych doświadczeń kontrastowania, tzn. kilkakrotne zarejestrowanie informacji niezgodnych z postawą (niekoniecznie tych samych, co w punkcie 3).* 5. Spontaniczny wgląd (właściwa rekonsolidacja) – mózg wybiera i zapisuje nowe informacje jako bardziej wiarygodne, wykasowując lub modyfikując dotychczasową postawę. * Do zmiany nie dochodzi, jeśli po otwarciu okna rekonsolidacji pojawiają się doświadczenia potwierdzające dawną postawę (wówczas to ona zostaje ponownie zapisana). |
Warto zwrócić uwagę na punkt 2. Uświadomienie postawy i jej zwerbalizowanie – choć zalecane zarówno w RTZ, jak i w terapii koherencji – nie jest niezbędne dla procesu rekonsolidacji. Proces ten zachodzi także u organizmów nieposługujących się językiem (takich jak np. nicienie, ślimaki czy kraby – za: Ecker i inni, 2012), a w przypadku ludzi nierzadko poza świadomością.
Główną korzyścią z uświadomienia postawy jest jednak zwiększenie szansy na doświadczenie dysonansu i „kontrastowania”. Często np. bywa tak, że dana osoba posiada informacje zaprzeczające danej postawie, tyle, że nigdy nie doszło do ich zestawienia z tą postawą, ponieważ zostały zapisane w innym systemie pamięci.
„Może się wydawać paradoksalne, że wielu klientów już posiada wiedzę, która przeczy schematowi. Nauka o mózgu wyjaśnia jednak tę sytuację: te dwa fragmenty wzajemnie wykluczającej się wiedzy są przechowywane oddzielnie, w dwóch systemach pamięci. Schemat wymagający symptomu istniał przez cały czas w niejawnej (nieświadomej) wiedzy emocjonalnej, podczas gdy wiedza z nim sprzeczna zazwyczaj jest nowsza i istnieje w pamięci świadomej jako oczywisty element tła. Tak więc nigdy nie dochodzi między nimi do spotkania poprzez doświadczenie ich jednocześnie i świadomie, co jest wymagane, aby sprzeczność stała się jawna i mogło dojść do usunięcia schematu. Na podstawie naszego doświadczenia klinicznego szacujemy, że ponad połowa wszystkich klientów (…) posiada wewnętrzną subiektywną wiedzę, która może być wykorzystana w celu zaprzeczenia ich schematowi wywołującemu symptom.”
Bruce Eecker i inni, „Odblokowanie mózgu emocjonalnego”, s. 132-133
Mechanizm też zaobserwowała również np. Francine Shapiro (2017, s. 96):
„Niezależnie, jaką wiedzę gromadzimy w ciągu życia, stare nieprzetworzone wspomnienia tkwią zablokowane w swoich własnych sieciach i nie łączą się z żadną adaptacyjną informacją. Właśnie dlatego weterani wojenni potrafią ze współczuciem słuchać historii wojennych swoich kolegów, jednocześnie myśląc o sobie jako ‘nieudacznikach’, nawet jeśli zachowali się podobnie we frontowych okolicznościach.”
Istnienie wielu różnych systemów (czy sieci) pamięci wiąże się z zależnością pamięci od kontekstu. W obecności różnych bodźców A zapisujemy odmienne wspomnienia i postawy, a nawet – o czym coraz częściej się pisze – rozwijamy odmienne, kontekstowe subosobowości.
„Robert Kurzban z University of Pensylvania (…) twierdzi, że nie ma jakiegoś pojedynczego ‘ja’, które kontroluje ciało. (…) Nie powinniśmy uważać mózgu za komputer, a raczej za… smartfon. Smartfon, w którym w tym samym momencie uruchomiono wiele aplikacji, zajmujących się czym innym i za co innego odpowiadających. (…) Jeśli więc zachowanie zależy od tego, które aplikacje są w danej chwili aktywne, może to prowadzić do zjawiska, że ci sami ludzie w różnych sytuacjach zachowują się bardzo różnie.”
Miłosz Brzeziński, „Wy wszyscy moi Ja”, s. 16
Każdy z nas doświadcza wielokrotnie w ciągu dnia przechodzenia pomiędzy różnymi „trybami”, których wspomnienia, przekonania, cele, wartości, emocje i zachowania mogą być różne. Jest zasadniczo zjawisko korzystne, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w różnych sytuacjach potrzebujemy różnych postaw i zachowań (w RTZ podkreśla się, że „wartość zdrowotną” przekonania można określać tylko w odniesieniu do konkretnej sytuacji A, a nie „w ogóle”). Jednak oznacza to również, że wiedza zapisana w konkretnym systemie pamięci nie musi być automatycznie komunikowana innym; nie zawsze potrafimy z niej skorzystać w obecności innego bodźca A.
Jako ilustrację przytoczmy proste badanie, w którym amerykańskim studentom zadano pytanie: „Do ilu zabójstw dochodzi w ciągu roku w stanie Michigan?” (za: Daniel Kahneman, 2012, s. 64)
„Trick polega na tym, czy osoba udzielająca odpowiedzi skojarzy, że w Michigan leży Detroid, miasto znane z wysokiej przestępczości. Amerykańscy studenci wiedzą o tym; zapytani o największe miasto w Michigan, odpowiedzą poprawnie, że jest nim Detroid. Jednak (…) znane fakty nie zawsze przychodzą nam do głowy, kiedy ich potrzebujemy. (…) Większość respondentów w badaniu Fredericka nie skojarzyła Detroit z pytaniem o stan.”
Poniżej inny przykład zależności pamięci od kontekstu.
„W badaniach przeprowadzonych w połowie lat 70. psychologowie Godden i Baddeley przeprowadzili interesujący eksperyment: podzielili badane osoby na dwie grupy – pierwszą wyposażyli w akwalungi, poprosili o zanurzenie się i zapamiętanie pod wodą słów z pewnej listy. Druga grupa również miała zapamiętywać słowa, ale na lądzie. Następnie obydwie grupy proszono o odtwarzanie tych słów – zarówno na lądzie, jak i pod wodą. Okazało się, że ci, którzy uczyli się pod wodą, skuteczniej przypominali sobie słowa podczas nurkowania w basenie. I odwrotnie – osoby uczące się na lądzie skuteczniej odtwarzały materiał w warunkach lądowych.”
Podobnie może się zdarzyć, że bez problemu odtworzymy nową wiedzę na egzaminie, lecz nie umiemy sobie jej przypomnieć ani z niej z niej skorzystać w codziennym życiu, w którym nadal „rządzą” wcześniejsze nawyki (doświadcza tego wielu studentów psychologii).
Jeśli zapisane w różnych systemach pamięci postawy są niezgodne ze sobą, kluczowe dla doświadczenia dysonansu i kontrastowania jest ich uaktywnienie w tym samym czasie. Mogłoby to wyjaśniać, dlaczego skuteczność terapii nierzadko wzrasta, gdy od zwykłej pracy z przekonaniami przechodzimy do pracy z subosobowościami („trybami” czy „częściami”), poprawiając komunikację między różnymi systemami pamięci. Do kontrastowania często dochodzi też z późnieniem, po sesji, kiedy dana osoba jest w „innym stanie mentalnym” i ma dostęp do innych danych, niż w chwili uświadomienia postawy.
Zdarza się również, że dotąd nie zarejestrowaliśmy informacji sprzecznych z postawą (w żadnym systemie pamięci), jednak takie informacje są dostępne w naszym codziennym życiu. Uświadomienie postawy i koncentracja na niej może nam pomóc zwrócić na nie uwagę i „zaktualizować dane”.
„W mózgu istnieją konkretne regiony i sieci przeznaczone do wykrywania niezgodności między bieżącym doświadczeniem a posiadaną świadomą lub niemal świadomą wiedzą. To dobrze znane wam uczucie, na przykład kiedy spotykacie znajomego i odnosicie wrażenie, że coś się zmieniło w jego wyglądzie, ale nie jesteście w stanie określić co i czujecie jak wasz umysł uparcie szuka, dopóki nagle nie odkrywacie, że nie ma już wąsów. (…)
Często zdarza się, że doświadczenia codziennego życia dostarczają wiedzy, która jest sprzeczna z modelem wspierającym symptom, ale ponieważ model ten jest nieświadomy (…) i odgrodzony od innych informacji, ta sprzeczna wiedza nie jest postrzegana jako sprzeczna z czymkolwiek, nie jest więc wykorzystywana i okazja do zmiany przemija.”
Bruce Eecker i inni, „Odblokowanie mózgu emocjonalnego”, s. 135, 108
Nasuwa się pytanie: skoro uświadomienie postawy często prowadzi do jej „testowania” i zmiany, dlaczego nie dzieje się tak w przypadku tych przekonań, które już są przez większość czasu świadome (są właśnie „elementem tła”) – nawet, jeśli dość łatwo można by było stwierdzić, że nie są zgodne z faktami?
Być może testowanie dotyczy przede wszystkim nowych myśli (i nowych informacji), a po przyjęciu przekonań jako „prawdziwych” i ich skonsolidowaniu z trudem rejestrujemy dane niezgodne z nimi – przynajmniej w danym systemie pamięci. W RTZ podkreśla się, że: „Najłatwiej spostrzegamy to, o czym jesteśmy przekonani (w co wierzymy) lub co wyobrażamy sobie, że istnieje.” (Maultsby, 2013, s. 136). Daniel Kahneman z kolei stwierdził: „Pewność, że mamy rację, zależy głównie od tego, czy umiemy połączyć to, co widzimy, w spójną opowieść – nawet, jeśli widzimy niewiele. Często nie bierzemy pod uwagę, że być może nie znamy jakichś ważnych faktów potrzebnych do trafnego osądu.” (2012, s. 120). Po „ustaleniu poglądu” nawet, gdy nowe informacje „przebijają się” do danego systemu pamięci, dysonans poznawczy często prowadzi do ich natychmiastowego odrzucenia. Z takim wyzwaniem nierzadko mierzymy się np. podczas psychoedukacji. W ten sposób odrzucono też pierwsze doniesienia o przypadkach rekonsolidacji pamięci. Ulubionym przykładem Maultsby’ego był z kolei powszechny opór przed przyjęciem danych świadczących o kulistości ziemi. Złudzenie, że coś „wiemy” uważał on za ważną przeszkodę w reedukacji. Poniżej fragment rozmowy z pacjentką (Maultsby, 2013, s. 130).
„Ja: Proszę mi powiedzieć: jak pani myśli, skąd bierze się u pani uczucie przygnębienia? Wygląda pani tak, jakby czuła ból. Jak pani sądzi, skąd się ten ból emocjonalny bierze?
Pacjentka: Zupełnie nie wiem.
Lubię tę odpowiedź! Przyznanie się do niewiedzy jest pierwszym krokiem do uczenia się. Zwykle nie jesteśmy zainteresowani dowiadywaniem się czegokolwiek, jeśli myślimy, że już to wiemy.”
Postawa otwartości i „niewiedzy” jest typowa dla dzieci, które dopiero konstruują swój „wirtualny świat”; są więc częściej niż dorośli zainteresowane eksplorowaniem otoczenia i zbieraniem danych (podobnie zachowują się młode różnych gatunków zwierząt). Milton Erickson sugerował więc wielu swoim pacjentom obserwowanie „z głębokim zastanowieniem” zwykłych, codziennych zjawisk, z którymi od dawna mieli do czynienia (za: Haley, 2018). Dopiero takie otwarte na nowe informacje podejście prowadziło do doświadczeń kontrastowania. Podobnie dzieje się czasami w wyniku praktyki uważności.
„Mobilizacja Systemu 2 [świadomego przetwarzania danych] następuje w chwili, gdy System 1 [intuicyjny, nieświadomy] nie zna odpowiedzi na pytanie (…). Nagły napływ świadomej uwagi odczuwamy też w sytuacji, gdy coś nas zaskoczy. System 2 aktywuje się w chwili, kiedy jakieś zdarzenie okazuje się sprzeczne z modelem rzeczywistości, który buduje w umyśle System 1. (…) Do wykrycia zaskakującego bodźca niezbędna jest jakaś część uwagi. Dopiero wtedy zaskoczenie aktywuje i ukierunkowuje świadomą uwagę: zaczynasz się przyglądać i przeszukujesz pamięć pod kątem historii, która nadałaby jakiś sens zaskakującemu zdarzeniu.”
Daniel Kahneman, „Pułapki myślenia”, s. 36

FB, grupa Trener Trenerowi Trenerem
Jeśli chodzi o nowy wgląd osiągany w punkcie 5 (właściwą rekonsolidację), nie można go wymusić (np. poprzez perswazję); można tylko stworzyć warunki sprzyjające jego pojawieniu się. Ponownie sięgając w RTZ do teorii chaosu, moglibyśmy go określić jako efekt samoorganizacji.
„Samo-organizacja jest to proces, poprzez który struktura lub wzorzec wyłania się wewnątrz otwartego systemu, bez sprecyzowania ze środowiska zewnętrznego.” (Barton, 1994, za: Wirga, DeBernardi, 2005)
|
proces rekonsolidacji pamięci |
proces samoorganizacji (w teorii chaosu) |
| wyjściowy stan uporządkowania w systemie | |
| 1. Uaktywnienie dotychczasowej postawy.
2. Uświadomienie i zwerbalizowanie postawy (niekoniecznie) |
|
| 3. Doświadczenie „kontrastowania” i dysonansu: otwarcie okna rekonsolidacji. | doświadczenie nieprzydatności, nieadekwatności dotychczasowej postawy w aktualnej sytuacji; początek chaosu |
| 4. Kilkakrotne powtórzenie doświadczeń kontrastowania. | wejście w etap chaosu, poszukiwanie nowych rozwiązań |
| 5. Spontaniczny wgląd (właściwa rekonsolidacja). | samoorganizacja i nowy stan uporządkowania |
Co ważne – wspomniana wcześniej zależność pamięci od kontekstu sprawia, że proces rekonsolidacji może doprowadzić do usunięcia lub zmiany danej postawy w konkretnym kontekście (w obecności konkretnego bodźca A), a w innych kontekstach taka sama postawa może pozostać nienaruszona. Czasami więc proces zmiany trzeba przeprowadzić osobno w różnych kontekstach.
„Mimo że zazwyczaj tylko kilka powtórzeń [kontrastowania] wystarczy, żeby doprowadzić do trwałego usunięcia, niektóre schematy wspierające symptom (…) istnieją w pamięci w sposób złożony, uwzględniający kilka różnych systemów pamięci, które odpowiadają kilku różnym kontekstom. Rozważnie jest zatem rozszerzyć krok 3 (powtarzanie doświadczenia kontrastowania) na tak długi okres, jak jest to możliwe i na tyle kontekstów, ile jest możliwych poprzez wykorzystanie zadań pomiędzy sesjami.”
Bruce Ecker i inni, „Odblokowanie mózgu emocjonalnego”, s. 115
Dotyczy to jednak również zmiany stopniowej (neutralizującej) – także tu pracujemy nad postawami i przekonaniami uaktywniającymi się w konkretnej sytuacji A, a później w razie potrzeby staramy się doprowadzić do generalizacji zmiany.
Poniżej przedstawiam podsumowanie podstawowych różnic między zmianą neutralizująca a transformacyjną (opartą na rekonsolidacji pamięci).
|
zmiana stopniowa (neutralizująca) oparta na ćwiczeniu nowego nawyku |
zmiana transformacyjna oparta na rekonsolidacji pamięci |
| wymaga systematycznego ćwiczenia, tym dłuższego, im silniej utrwalony był pierwotny nawyk
(zastrzeżenie: zdarza się, że ćwiczenie zapewnia doświadczenie kontrastowania i w jego trakcie dochodzi do nagłej zmiany transformacyjnej) |
zachodzi w wyniku niewielkiej ilości powtórzeń doświadczeń kontrastowania
(zastrzeżenie: niektóre zmiany wymagają dodatkowo ćwiczenia nowych umiejętności, tzn. opierają się na rekonsolidacji + dodatkowej edukacji) |
| większa świadoma kontrola nad procesem nauki („to ja dokonuję zmiany”) | znacznie mniejsza świadoma kontrola nad procesem rekonsolidacji (wymaga otwartości, zaufania do procesu i cierpliwości; „pozwalam, by zmiana się dokonała”) |
| podczas ćwiczeń wystarczy koncentracja na nowych, pożądanych myślach i zachowaniach | podczas doświadczeń kontrastowania wymaga uaktywnienia również pierwotnej postawy (co może się wiązać z doświadczeniem bólu emocjonalnego) |
| dysonans doświadczany jest jako utrudnienie w ćwiczeniu | dysonans jest zjawiskiem pożądanym – umożliwia zmianę |
| efekt: nowe postawy powstają obok dotychczasowych i konkurują z nimi | efekt: nowe postawy zastępują stare (stare postawy i ich konsekwencje znikają lub zmieniają się w nowe) |
| nawet po długim ćwiczeniu możliwe nawroty; odpowiada maksymalnie stadium utrzymania w modelu Prochaski | brak nawrotów; odpowiada stadium zakończenia w modelu Prochaski |
| w razie potrzeby zawsze możliwy powrót do dawnej postawy | niemożliwy jest powrót do dawnej postawy (trzeba się jej nauczyć na nowo) |
Z przedstawionego zestawienia nie wynika, że stwarzanie warunków sprzyjających procesom rekonsolidacji jest zawsze „lepsze”, niż praca nad zmianą neutralizującą. Czasami można świadomie wybrać drugą opcję, bo np. jest mniej kosztowna emocjonalnie. Ponadto, także podczas pracy nad zmianą neutralizującą może spontanicznie zajść proces rekonsolidacji. Jest on potencjalnie możliwy zawsze, gdy doświadczamy dysonansu – czy to ”tradycyjnego” poznawczego, czy opisywanego w terapii koherencji „dysonansu doświadczeniowego”, czy też poznawczo-emocjonalnego (w modelu Maultsby’ego).
Sądząc po „objawach”, w praktyce RTZ procesy rekonsolidacji pamięci zachodzą dość często. Na ogół mamy okazję zauważyć je podczas pracy z przekonaniami (RSA), ale zdarzają się także w trakcie ćwiczenia, a niekiedy edukacji (tzn. psychoedukacji dotyczącej modelu ABCD, semantyki, procesów zmiany itd.) oraz podczas pracy nad motywacją. Nasuwa się pytanie, w jaki sposób na różnych etapach praktyki RTZ można zwiększyć ich prawdopodobieństwo. Spróbuję na nie odpowiedzieć niżej – na tyle, na ile pozwalają na to dostępne informacje.
Psychoedukacja w RTZ
Psychoedukacja rozumiana jako dostarczanie nowych informacji nie zawsze wchodzi w konflikt z dotychczasowymi przekonaniami, a więc nie zawsze wymaga reedukacji (czy rekonsolidacji). Często jednak u osób uczących się RTZ występują np. przekonania niezgodne z modelem ABCD.
„Nowi pacjenci zwykle natychmiast rozumieją model ABCD Emocji; jednakże jest on dla nich nowy i pozostaje w konflikcie z ich dawnymi, wypełnionymi magią przekonaniami na temat emocji. (…) Na początku dawne przekonania często hamują terapeutyczne uczenie się. By się nimi uporać, same teoretyczne rozważania mogą nie wystarczyć.” (Maultsby, 2013, s. 132).
Możemy ułatwić uaktywnienie dotychczasowych przekonań, a następnie doświadczenie „kontrastowania” m. in. poprzez:
- Słuchanie klienta, sprawdzanie, jakie zagadnienia są w tej chwili dla niego ważne i dopasowanie do tego poruszanych treści.
- Pytanie o to, co klient już wie/ co myśli na temat danego zagadnienia.
Poniżej piękny przykład wydobycia modelu ABCD (bez jego nazwania) i całej lewej strony RSA w terapii narracyjnej, z zastosowaniem pracy z trybami (subosobowościami).
„Przedstawię wam Madeline, która miała osiem lat, gdy spotkałyśmy się po raz pierwszy. Madeline przyszła do mnie porozmawiać o tym, jak ‘Głupi Robal’ wpływa na jej życie. Głupi Robal przeszkadzał jej się koncentrować w szkole i sprawiał, że Madeline miała kłopoty z robieniem nowych rzeczy. (…)
Alice: Co ten Głupi Robal mówi ci o tobie samej?
Madeline: Mówi mi, że nic nie potrafię i próbuje powstrzymać mnie od próbowania.
Alice: W jaki sposób powstrzymuje cię od próbowania?
Madeline: Mówi mi: ‘Nie dasz rady tego zrobić. To zbyt trudne. Nawet nie ma co zaczynać, bo nie dasz rady tego zrobić.’ (…) Ryczy na mnie i krzyczy, i jest złośliwy. (…)
Alie: Kiedy ci mówi takie rzeczy? Przez cały czas czy tylko czasami?
Madeline: Tylko czasem, ale zwykle wtedy, kiedy nauczyciel zadaje mi jakąś pracę i na zajęciach sportowych. (…)
Alice: Jak ten Głupi Robal działa? Czy wiesz, kiedy nadchodzi? Czy jakoś cię ostrzega?
Madeline: Czasem wiem, że przyszedł, bo skręca mnie w brzuchu.
Alice: Czyli najpierw atakuje twój brzuch. Czy tak?
Madeline: Nie. Najpierw jest w mojej głowie i mówi różne rzeczy, a potem idzie do brzucha.
Alice: I co się wtedy dzieje?
Madeline: Wtedy to już koniec, bo kiedy skręca mnie w brzuchu, nie potrafię nic robić ani myśleć.
Alice: Czyli on najpierw działa na twoje myśli, a potem na brzuch?
Madeline: Tak.”
Alice Morgan, „Terapia Narracyjna. Wprowadzenie”, s. 26-28
- Gdy pojawiają się wątpliwości, wspólne dociekanie, zadawanie pytań (dialog sokratejski) zamiast bezpośredniej perswazji. Poniżej przykłady.
„Przedstawiona niżej prosta interwencja skłania zwykle nawet opornych pacjentów do samodzielnego odkrycia, że w rzeczywistości od dawna wiedzą, iż zmieniając zdanie, natychmiast zmieniają swoje emocje (…).
Ja: Czy znalazłeś się kiedyś w następującej sytuacji: złościsz się, ponieważ jesteś przekonany, że jakieś ważne dla ciebie sprawy potoczyły się inaczej, niż twoim zdaniem powinny się były potoczyć? W pewnym momencie odkrywasz, że się pomyliłeś – w rzeczywistości wszystko było tak, jak chciałeś i jak twoim zdaniem powinno być?
Pacjent: Tak, miałem takie krępujące doświadczenie.
Ja: Dobrze. Każdy prawdopodobnie kiedyś tego doświadczył. Powiedz mi, czy w dalszym ciągu byłeś zły po odkryciu swojej pomyłki?
Pacjent: Oczywiście, że nie.
Ja: Wyjaśnij mi, jak mogłeś przestać się zdenerwować, jeżeli TO – sytuacja zewnętrzna – było tym, co cię zdenerwowało? Skoro sytuacja zewnętrzna wcale się nie zmieniła, jak mogłeś się uspokoić?”
Maxie Maultsby, „Racjonalna Terapia Zachowania”, s. 136
- Bezpośrednie przekazywanie nowych informacji tylko za zgodą klienta + pytanie, co klient o nich sądzi (podejście stosowane np. w Dialogu Motywującym). Dodatkowe pytania, typowe da RTZ:
– Z czym klient się nie zgadza, co mu „nie pasuje”? (zachęta do wyrażenia „oporu”);
– Z czym się klient zgadza, co się odnosi do niego i znanych osób?
- Propozycja powracania do omówionych zagadnień (materiałów, notatek lub nagrań z sesji) oraz obserwowania, które założenia potwierdzają się w codziennym życiu (a które nie).
„Jeżeli moje odkrycia są słuszne, oczekuję, że niepsychotyczny pacjent dostrzeże ten fakt podczas późniejszego słuchania nagrania. Ponadto zauważy, jak bezużyteczne – a czasem nawet absurdalne – są jego alternatywne wyjaśnienia autodesktrucyjnych zachowań.” (Maultsby, 2013, s. 140).
Psychoedukacja, która początkowo przebiega bez wyraźnego dysonansu, może również w przyszłości dać efekt w postaci rekonsolidacji, jeśli nowe informacje zostaną „skontrastowane” z uaktywnionymi później postawami. Z pewnością wielu z nas doświadczyło momentów, w których nagle (czasami po wielu latach) uświadomiliśmy sobie osobiste znaczenie otrzymanej przez nas kiedyś informacji.
Racjonalna Samoanaliza (RSA)
a. Bezpieczeństwo i optymalny poziom pobudzenia
Wiele okazji do uruchomienia procesów rekonsolidacji zdarza się podczas pracy nad RSA. Pomocne jest tu typowe dla RTZ zalecenie, by pracować „na gorąco” (tzn. zaraz po sytuacji A, gdy pojawiły się analizowane emocje i zachowania), a jeśli to niemożliwe – po powrocie do sytuacji A i własnych reakcji w wyobraźni. To zapewnia uaktywnienie postaw (krok 1 w procesie rekonsolidacji).
Warto tu jednak uczynić pewne zastrzeżenie: uaktywnienie postaw i wynikających z nich emocji sprzyja zmianie pod warunkiem, że emocje utrzymywane na możliwym do tolerowania poziomie. W przeciwnym razie może dojść do upośledzenia procesów uczenia się; niemożliwe jest wówczas rejestrowanie nowych informacji oraz 1)doświadczenie dysonansu i „kontrastowania”. Co więcej, przekroczenie pewnego poziomu bólu emocjonalnego może stać przytłaczające, dezorganizujące, a nawet traumatyzujące/ retraumatyzujące. Mowa tu o emocjach o natężeniu 9-10 (niekiedy również 8) na skali 0-10.
„Wzmożenie aktywowanej pamięci doznań lękowych przez nasilenie przekaźnictwa noradrenergicznego może tłumaczyć obserwowane przypadki nasilenia objawów PTSD w trakcie leczenia przy zastosowaniu technik ekspozycyjnych (…). Stosowana przez terapeutów kognitywno-behawioralnych konfrontacja z okolicznościami traumy aktywuje pamięć urazu. Jeżeli aktywacji tej towarzyszy nadmierne pobudzenie noradrenergiczne, to zamiast zamierzonego efektu może dojść do dalszego utrwalenia objawów PTSD (…). Podobne procesy mogą zachodzić w trakcie spontanicznej aktywacji pamięci traumy (odtwarzanie traumy – flashbacks, koszmary senne), w konsekwencji prowadząc do długotrwałego utrzymywania się objawów i oporności na podejmowane działania terapeutyczne.”
„Większość klientów terapii koherencji nie ma problemów z przeżywaniem doświadczeń emocjonalnych, które powstają w trakcie procesu terapeutycznego. Niektórzy, jednakże, wymagają ‘dostatecznie małych kroków’ w głąb ujawniającego się materiału, aby ograniczyć intensywność emocjonalną do poziomu, który nie jest destabilizujący lub przytłaczający. Potrzeba takiej szczególnej uwagi ujawnia się zazwyczaj szybko, na przykład poprzez zaobserwowanie, że klient ulega dysocjacji (staje się zdezorientowany, sztywnieje, jego oczy staja się szklane, zaczyna szybko oddychać) (…) Warto zapytać po każdym kolejnym etapie pracy: ‘Jak się czujesz, doświadczając tego?’ lub na dalszym etapie pracy: ‘Jak się będziesz czuł zostając z tym2)doświadczeniem po tym, jak opuścisz dzisiaj mój gabinet?”
Bruce Ecker i inni, „Odblokowanie mózgu emocjonalnego”, s. 96-97
Chociaż brakuje dokładnych danych określających optymalne natężenie emocji podczas pracy terapeutycznej, w większości podręczników terapii poznawczo-behawioralnej czy np. Terapii Schematów podaje się zakres około 4-7 na skali 0-10 (patrz np. Stevens, Roediger, 2019). Przy wyższym poziomie czasami korzystniejsze jest przekierowanie uwagi na inne zagadnienia czy np. skupienie się jedynie na prawej stronie RSA.
Istnieją również techniki pozwalające zmniejszyć natężenie przeżywanych emocji bez utraty kontaktu z nimi. Jedną z najprostszych jest zmiana perspektywy i wyobrażenie sobie, że to nie „ja”, lecz inna osoba (lub jakaś „część mnie”) przeżywa dane doświadczenie. Maultsby korzystał niekiedy z tego podejścia w celu „wydobycia” nieświadomych postaw bez prowokowania nadmiernego bólu emocjonalnego u pacjentów. Poniżej przykład dialogu z kobietą po próbie samobójczej.
„Ja: Proszę sobie wyobrazić, że opowiadam pani o mojej sąsiadce. Pewnego dnia pani Jones wróciła do domu. Jak zwykle zastała tam pijanego męża, który znów ją pobił. Wtedy po raz pierwszy w życiu pani Jones spróbowała popełnić samobójstwo. I jak później powiedziała, w ogóle nie może zrozumieć, dlaczego to zrobiła, ponieważ zawsze uważała się za osobę tak lękającą się śmierci, że nigdy nawet nie pomyślałaby o tym, by próbować się zabić. Mimo to, jak stwierdziła, zrobiła to zupełnie nie myśląc.
Czy pani Jones próbując popełnić samobójstwo działała tak, jakby o czymś myślała? Jak pani sądzi, jakie postawy mogły spowodować, że próbowała się zabić bez chwili namysłu?
Pacjentka: To trudno powiedzieć. Nie widzę tutaj żadnego sensu.
Ja: Och, nie zgadzam się. W każdym intencjonalnym działaniu jest jakiś logiczny sens. (…) Czy pani uważa, że pani Jones mogła sobie myśleć: ‘Jestem taka szczęśliwa, mam ochotę wyjść i kupić sobie nową sukienkę’? Sądzi pani, że mogła tak pomyśleć?
Pacjentka (śmiejąc się): Nie, jestem pewna, że nie miałaby takich myśli.
Ja: Bardzo dobrze. Jak pani uważa, co mogła sobie myśleć i co spowodowało, że logiczne wydawało jej się popełnienie samobójstwa? Czy uważa pani, że mogła myśleć o tym, jak to wspaniale jest żyć?
Pacjentka: Nie, o tym także nie mogła być przekonana.
Ja: Dobrze. Jeżeli nie mogła być o tym przekonana, to jakie pani zdaniem mogły być jej przekonania? Proszę po prostu posłużyć się swoją wyobraźnią.
Pacjentka: Mogła myśleć: ‘Po co mam żyć?’.
Ja: Zgadza się, mogła myśleć: ‘Po co mam żyć?’. Czy coś jeszcze?
Pacjentka: Tak naprawdę nie przestaje się o tym myśleć.”
Maxie C. Maultsby, „Racjonalna Terapia Zachowania”, s. 156-157
Bardzo często technikę tę spontaniczne stosują dzieci, „umieszczając” różne własne subosobowości i ich przeżycia na zewnątrz (np. w zabawkach). Dlatego np. w Terapii Schematów w pracy z dziećmi zwykle stosuje się figurki lub pacynki – patrz przykład. Podobną techniką jest np. wykonywanie rysunków, lepienie figurek itd. (więcej przykładów – np. w książce Lisy Spiegel „Wszystkie części mile widziane”, poświęconej terapii IFS w pracy z dziećmi i młodzieżą).
W pracy z osobami dorosłymi i starszą młodzieżą często też korzystamy z takich technik, jak:
– „udostępnianie” poszczególnym wyobrażonym postaciom odrębnych krzeseł (jak w terapii gestalt),
– zapisywanie wewnętrznych dialogów między subosobowościami (także pisanie listów),
– prowadzenie dialogów „w głowie” (w wyobraźni),
– proszenie innych osób (w tym terapeuty) o odegranie konkretnych postaci, by można było z nimi porozmawiać.
Uzyskana dzięki temu zmiana perspektywy (i zwiększenie dystansu) sprawiają, że cierpienie przestaje być wszystkim, czego dana osoba doświadcza, ponieważ uruchomione zostają również inne systemy pamięci. Zwiększa to również szansę na doświadczenie kontrastowania.
Zamiast pozwalać, by zalewały go przytłaczające emocje, pacjent uczy się odseparowywania się od intensywnych reakcji danej części (…) Uczucie lub reakcja wciąż są wyczuwalne, ale ze zredukowaną intensywnością, która idzie w parze ze zdolnością do podtrzymywania ciekawości i zainteresowania (…).
Często wystarczy zachęcić pacjenta do używania języka części i zastąpienia słów ‘jestem przerażony’ stwierdzeniem ‘jakaś część mnie jest przerażona’, by przygnębiające uczucia zelżały. (…)
Gdy pacjentka uskarża się na: ‘nadmierne pobudzenie’, ‘zbyt wiele szumu w mojej głowie’, terapeuta może ją zachęcić, żeby zobaczyła co się stanie, gdy poprosi części, by ‘odrobine się odsunęły’ lub ‘dały pani trochę więcej przestrzeni’. ‘Proszę im wytłumaczyć, że jeśli nieco się odsuną, będzie mogła im pani skuteczniej pomóc.’”
Janina Fisher, „Terapia osób, które przetrwały traumy złożone, s. 84-85, 132, 296, 339
„Wiele osób myśli, że jedynym sposobem doświadczenia silnych emocji jest wskoczenie w sam ich środek, intensywne ich odczucie i przejście przez nie (…). Focusing uczy, że zmiana przychodzi łatwiej, jeśli jest się w relacji ze swoimi uczuciami. A nie można tworzyć relacji z czymś, w czym jest się zanurzonym po czubek głowy!
Pomyśl o swoich emocjach jak o wielkim jeziorze. Masz wybór: możesz zanurzyć się w nim lub siedzieć obok na brzegu. (…) Eugene Gendlin często mówił w trakcie swoich sesji: ‘Jeśli chcesz się dowiedzieć, jak pachnie zupa, lepiej nie wkładaj do niej głowy!’ Jeśli masz relację z uczuciem w swoim ciele, możesz go posłuchać, a ono może podzielić się z tobą swoja opowieścią. Jeśli jesteś w nim zanurzony, wtedy nie ma słuchacza, który mógłby wysłuchać tej historii. (…)
Focusing polega na dotrzymywaniu towarzystwa swoim uczuciom, aby mogły przekazać nam swoją wiadomość. Najlepiej można to zrobić z pozycji bycia obok, a nie identyfikowania się z nimi.”
Ann Weiser Cornell, „Focusing. Mądrość ciała”, s. 37, 67
Podobną techniką jest spojrzenie w wyobraźni na siebie z boku – z perspektywy innej osoby.
„Zamiast skupiać się bezpośrednio na własnych emocjach – czuję się poniżony, bezwartościowy, boję się i tak dalej – przyjmujemy punkt widzenia osoby z zewnątrz. Takie przesunięcie akcentów pozwala, aby nasz stosunek do własnej osoby mógł być pełen uwagi i życzliwości, gdyż łatwiej jest nam wtedy dostrzec własne ograniczenia i niedoskonałości. Dzięki temu możemy potraktować siebie tak, jak zrobiłby to nasz drogi przyjaciel lub kochający rodzic.”
Kristin Neff, „Jak być dobrym dla siebie”, s. 293
Poza samą zmianą perspektywy, istotnym czynnikiem łagodzącym ból emocjonalny (lub pomagającym go tolerować) jest tutaj postawa empatii czy współczucia wobec doświadczanego przez daną „część mnie” czy „przeze mnie widzianego z zewnątrz” cierpienia. Warto więc być uważnym na to, w jakim „trybie” jesteśmy, gdy wykonujemy taką pracę. Czy rzeczywiście jest on wspierający („Mogę teraz dać sobie chwilę na zrozumienie swoich reakcji i samopomoc”), czy może np. krytyczny („Nie powinienem tak reagować i muszę to natychmiast zmienić!”), czy lekceważący („Przesadzam, przecież w ogóle nie ma się czym przejmować!”). Pomocny, wspierający tryb charakteryzuje się: zainteresowaniem, uważnością, akceptacją, otwartością i przede wszystkim – życzliwością (w przypadku silnego cierpienia przechodzącą w empatię czy współczucie).
W razie potrzeby inspiracji mogą dostarczyć np. techniki pracy z trybami pochodzące z Terapii Schematów (np. G. Jacob i inni, 2019), Terapii Skoncentrowanej na Współczuciu (CFT – np. E. Wahl, 2019; Neff, 2018) oraz wielu innych podejść, takich jak np. Analiza Transakcyjna, System Wewnętrznej Rodziny (IFS) czy terapia opracowana przez Janinę Fisher (2019).
Myśl o relacji z samym sobą jest często czymś nowym dla klientów. Na pytanie: ‘Jaki rodzaj relacji chcesz mieć z samym sobą lub samą sobą?’ klienci często reagują zmieszaniem lub jest to dla nich momentem olśnienia. (…)
Gdy dana osoba postrzega siebie jako kogoś, kto istnieje/istniał w innym kontekście, ma możliwość praktyki nawiązywania więzi z tym ‘ja’ w bardziej elastyczny i potencjalnie bardziej współczujący sposób. Na przykład, postrzeganie siebie jako młodszego, bardziej podatnego na zranienie dziecka lub mądrzejszą, bardziej doświadczoną starszą osobę może umożliwić danemu klientowi, który zazwyczaj reaguje zdecydowanie krytycznie lub zawstydzająco, potraktowanie pozostałych wersji ‘ja’ w inny sposób. Pojawia się tutaj sposobność, aby poćwiczyć traktowanie podatnego na zranienie dziecka z czułością lub przyjąć mądrość i łagodność od bardziej doświadczonego ‘ja,’ które może istnieć w skonceptualizowanej przyszłości.”
Jenna LeJeune, 2016, www.actwithcompassion.com (tłum. Paweł Dyberny, uczesieact.pl )
Kolejnym wariantem pracy z subosobowościami jest pozostanie przy „swoich” przeżyciach, lecz z otwarciem się na wyobrażone emocjonalne wsparcie. Może ono przyjmować bardzo różne formy u różnych osób (a nawet u tej samej osoby w różnych sytuacjach).
„Człowiek jest istotą społeczną i potrzebuje w życiu obecności takich osób, które są dla niego źródłem siły i wsparcia – wierzą w niego, szanują go i mają do niego zaufanie. Ludzie ci niekoniecznie muszą być na wyciągnięcie ręki, gdyż siła wyobraźni umożliwia nam odtworzenie sytuacji wsparcia. Chodzi przy tym zarówno o realnie istniejące osoby, jak i fikcyjne bądź wyobrażone, na przykład bohatera ulubionej książki lub – często w przypadku dzieci – niewidzialnego przyjaciela. (…) Tę technikę stosował bohater kreowany przez nagrodzonego za tę rolę Oscarem Toma Hanksa w filmie ‘Poza światem’ (‘Cast Away’). Najlepszego przyjaciela na bezludnej wyspie przypadkiem znalazł w Wilsonie – piłce siatkowej marki Wilson, którą z bezsilności uderzył krwawiącą dłonią.”
Agata Cieślar, Sieć wsparcia
W Terapii Simontonowskiej przywołuje się w wyobraźni tzw. Wewnętrzną Mądrość. Zwykle dzieje się to na etapie szukania rozwiązań (nowych myśli) po prawej stronie RSA, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by rozpoczynać w jej obecności pracę z lewą stroną.
Poniżej podobna technika pochodząca z Terapii Skoncentrowanej na Współczuciu (Wahl, 2019, s. 73-74):
„Gdy już mamy obraz naszego bezpiecznego miejsca, to wyobraźmy sobie, że tam właśnie spotykamy się z osobą, która naprawdę nam współczuje. To może być postać realna, z naszego życia, ale równie dobrze może to być ktoś zupełnie wymyślony, bohater książki czy filmu lub postać historyczna.
Nie musi to być istota ludzka, może łatwiej nam będzie wyobrazić sobie zwierzę, a może nawet powietrze, kolor. Jak będzie wyglądać? Co w wyglądzie tej istoty będzie najważniejsze? Jakie uczucia pojawiają się, gdy ją widzimy? (…)
Wyobrażamy sobie, jak taka istota chodzi, porusza się, co i w jaki sposób mówi. Jakim tonem głosu mówi? Czy używa słów albo sformułowań , które są dla niej charakterystyczne? Co potrzebujemy od niej usłyszeć? (…)
Ta istota ma wiedzę, wgląd, porzuciła chęć obwiniania. Jak czujemy się w obecności kogoś takiego? (…)
Jak to jest doświadczać okazywanego przez kogoś ciepła?”
Wielu ludzi w trudnych sytuacjach intuicyjnie kontaktuje się w wyobraźni z bliskimi osobami, niekiedy też nieżyjącymi. Wewnętrzne wsparcie bywa również symbolizowane przez „ja z przyszłości” oraz – oczywiście – przez wyobrażenia religijne. Arnold Lazarus w pracy z dziećmi korzystał czasem z wyobrażeń Batmana i innych superbohaterów, by pomóc im uporać się z lękami (patrz: „Wyobraźnia w psychoterapii” tego autora, rozdział 6).
Jednakże nie u wszystkich osób wyobrażenia otrzymywanego wsparcia mają działanie kojące.
„Zwykle CFI [wyobrażenia otrzymywanej opieki – Compassionate Focused Imaginery] powodują odpowiedzi umysłowe większego spokoju (…) i odpowiedzi psychofizjologiczne obniżenia lęku-stresu. Niemniej jednak u osób z przywiązaniem wysoko niepewnym i negatywną wizją siebie (…) ekspozycja na CFI może przeciwnie powodować paradoksalny wzrost lęku.” (Rockliff i inni, 2008, za: Liotti, Farina, 2016). Badania neuroobrazowania wykazały, że w ostatnim przypadku technika ta prowadzi do aktywizacji odmiennych rejonów mózgu, niż u osób, które reagują na nią pozytywnie. Giovanni Liotii i Benedetto Farina wiążą te reakcje z przywiązaniem zdezorganizowanym i traumatyczną historią rozwoju. Osoby, które tak reagują mogły np. doświadczać krzywdy ze strony kogoś, kto początkowo dawał opiekę czy czułość. W innych przypadkach mogą nie mieć wspomnień otrzymywanego wsparcia i nie nauczyły się na nie odpowiadać.
„Często pytam [pacjentów], czy mogą przypomnieć sobie kogoś, przy kim czuli się bezpiecznie w dzieciństwie. Wielu z nich jak skarb przechowuje wspomnienie tego jednego nauczyciela, sąsiada, trenera, kramarza albo pastora: kogoś, kto okazywał, że mu zależy, i to wspomnienie często jest ziarnem, z którego może wykiełkować umiejętność ponownego zaangażowania. (…)
Jeśli przechowujesz w sobie wspomnienie bycia bezpiecznym przy kimś, nawet dawno temu, ślady tego uczucia można w dorosłym życiu rozgrzać na nowo (…) Jeśli jednak nie masz głęboko wdrukowanych wspomnień, w których czujesz się kochany i bezpieczny, odpowiadające na ludzką dobroć receptory w mózgu mogą się po prostu nie wykształcić.
[Przypis:] To spostrzeżenie zostało potwierdzone w pracy neurologa Jaaka Pankseppa, który odkrył, że u młodych szczurów nielizanych przez matki w pierwszym tygodniu życia nie wykształcały się receptory opoidowe w przedniej korze obręczy, części mózgu zaangażowanej w odczuwanie więzi i poczucie bezpieczeństwa. (…)
Badania, które przeprowadziłem razem z Judy Herman i Chrisem Perry’ym wykazały, że ludzie, którzy jako dzieci czuli się niechciani i którzy nie pamiętali, żeby w trakcie dorastania czuli się bezpiecznie przy kimkolwiek, nie odnoszą pełnych korzyści ze standardowej psychoterapii, prawdopodobnie dlatego, że nie mają żadnych wspomnień o byciu zaopiekowanym, które mogliby uaktywnić.”
W takich przypadkach bezpieczniej jest wybrać wcześniej omawianą perspektywę, w której klienci dają wsparcie „sobie” lub „swoim częściom”, zamiast je otrzymywać. Perspektywa ta pozwala im bowiem zidentyfikować się z najbardziej stabilną „częścią siebie”, która nie została uszkodzona przez traumę i pomogła im przetrwać (Fisher, 2019). Janina Fisher nazywa ją „częścią związaną z normalnym życiem”; w innych nurtach miewa inne nazwy (np. w Terapii Schematów jest to tryb Zdrowego Dorosłego).
„Tylko część związana z normalnym życiem, która ma możliwość korzystania z szerszej perspektywy oferowanej jej przez korę przedczołową, jest zdolna do bardziej zaawansowanej konceptualizacji, do nadawania znaczenia pozornie paradoksalnym uczuciom, przekonaniom czy instynktownym odruchom całego systemu. (…) Właśnie to dorosłe ‘ja’ ma umiejętność obdarzania troską i okazywania jej oraz instynktownego dążenia do bezpieczeństwa, normalności i stabilności (…).”
Janina Fisher, „Terapia osób, które przetrwały traumy złożone”, s. 134-135, 43
Założenie, że zasoby te są czymś naturalnym i potencjalnie zawsze dostępnym, poetycko wyraził Mark Epstein (“Trauma codzienności”, s. 191):
„Największe odkrycie Buddy polegało na pokazaniu, że ludzki umysł jest ze swej natury relacyjnym schronieniem potrzebnym do przepracowania traumy. (…) Wrodzona wiedza relacyjna matki jest wmontowana w umysł każdego człowieka. Przesłonięta nawykami myślowymi, egoistycznymi dążeniami, prymitywnym lękiem (…) ta bezkresna świadomość wciąż w nas tkwi, jest na wyciągnięcie ręki. Oto niewyczerpane źródło, zawsze obecne, zawsze dostępne dla tych, którzy chcą je odnaleźć pod warstwami codziennej traumy.”
Silnie straumatyzowani klienci mogą nie mieć świadomości wrodzonej zdolności wspierania siebie (i innych), identyfikując się głównie ze swoim cierpieniem (tzn. z systemami pamięci ukształtowanymi w traumatycznych sytuacjach). Jeśli terapeuta również przyjmie ten pogląd i będzie próbował zastąpić dorosłą, współczującą, wspierającą „część” klienta/ klientki, istnieje ryzyko uruchomienia lęków charakterystycznych dla zdezorganizowanego przywiązania.
„Jeśli terapeuta pełni funkcję zastępcy części związanej z normalnym życiem, zaczyna od niego zależeć cały system – a to tylko podsyca zdezorganizowane przywiązanie. Gdy pacjent jako całość staje się zależny od terapeuty, narasta przekonanie części walczącej, że terapeuta stanowi zagrożenie, a jednocześnie wzmaga się strach przed porzuceniem, żywiony przez część pragnąca więzi. Części wpadają w błędne koło – terapeuta również. Bez powściągliwości i ciągłego utwierdzania się w przekonaniu, że pacjent sam wie, co robić, by przetrwać (a właściwie jest w tej dziedzinie ekspertem), a my musimy jedynie go nauczyć, jak zarządzać wewnętrznymi impulsami rozbudzanymi przez relacje z ludźmi, nie pomożemy pacjentom przetrwać zawieruchy wywołanej związanym z traumą zdezorganizowanym przywiązaniem. (…)
Większość metod psychoterapeutycznych opiera się na przekonaniu, że ‘leczenie’ to wynik procesu relacyjnego: gdy zostaniemy zranieni przez osobę, z którą tworzymy relację niezapewniającą nam poczucia bezpieczeństwa, nasze rany mogą zostać wyleczone jedynie w warunkach bezpieczeństwa relacyjnego. A jeśli więź z sobą samym jest czynnikiem wpływającym na nasze dobre samopoczucie w większym stopniu niż poczucie więzi łączącej nas z innymi osobami? (…)
Nawet wtedy, gdy pacjent się upiera, że nie ma żadnego dorosłego ‘ja’ ani części związanej z normalnym życiem, terapeuta musi niezłomnie wierzyć, iż jest inaczej. Dopóki kora przedczołowa pozostaje nienaruszona, pacjent jest zdolny do wykazania się ciekawością, uważną świadomością, współczuciem, kreatywnością, pewnością siebie, odwagą oraz zaangażowaniem (Schwartz, 2001). Jeśli istnieje jakakolwiek dziedzina życia pacjenta, w której funkcjonuje on normalnie, to musi za to odpowiadać jakiś aspekt jego osobowości. (…) Czy pacjentka choć raz okazała współczucie innej osobie? A może zdarzyło się jej, że inni zwracali się do niej w poszukiwaniu wsparcia lub rady? (…)
Nawet pacjenci, którzy upierają się, że nie potrafią zrozumieć dziecięcych części i nie wiedzą, jak się z nimi obchodzić, szybko uzyskują dostęp do ‘specjalistycznej wiedzy’, gdy zostaną poproszeni o wyobrażenie sobie siebie w roli przybranego rodzica dzieci lub nastolatków, które doświadczyły traumy albo kierownika ośrodka opiekuńczego dla straumatyzowanej młodzieży.”
Janina Fisher, „Terapia osób, które przetrwały traumy złożone”, s. 274-275, 265-266, 350
Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę nad kwestią relacji klienta z terapeutą w RTZ. Większość osób jest w stanie bezpiecznie i z pożytkiem dla siebie korzystać ze wsparcia innych. Rozwijanie wspierających relacji jest ważnym elementem Dwuletniego Planu Zdrowienia, pochodzącego z Terapii Simontonowskiej, a wykorzystywanego również w RTZ. Jeśli klient doświadcza silnego bólu emocjonalnego, obecność empatycznego terapeuty może więc być bardzo pomocna. Ponieważ jednak celem RTZ jest przygotowanie klienta do samopomocy, zawsze warto poinformować go o możliwości rozwijania wewnętrznego wsparcia, a także szukać zasobów, które w tej sferze już posiada; ewentualnie dostarczyć mu instrukcji, jak może samodzielnie sobie pomagać.
Oczywiście, nie wszyscy klienci są otwarci na pracę z subosobowościami w przedstawionej wyżej formie. Niektórzy początkowo reagują tak, jak to opisał Richard Schwartz: „’To wszystko są jakieś banialuki. Co on mówi? Że niby mam wewnątrz siebie całą flotę małych ludzi, którzy mogą odpowiadać na moje pytania? Co on sobie myśli? Że jestem wariatką?’ Nikogo nie winię za nutę sceptycyzmu. Sam taki początkowo byłem.” (2018, s. 19).
Niekiedy wystarczy zmodyfikować technikę (np. mówić raczej o „wewnętrznych głosach”, niż „postaciach”) lub podkreślić jej metaforyczny charakter. Wyodrębnianie poszczególnych (pod)systemów myślenia czy pamięci, „z których każdy ma własną osobowość, własne umiejętności i ograniczenia”, Daniel Kahneman nazwał „użyteczną fikcją”, której nie należy traktować dosłownie.
„W kręgach profesjonalnych, w których się poruszam taki język uznawany jest za śmiertelny grzech, bo próbujemy wtedy wyjaśniać myśli i działania za pomocą myśli i działań ‘ludzików’ zamieszkujących naszą głowę. (…) Chciałbym wyraźnie podkreślić, że mówimy o postaciach fikcyjnych.. (…) Można zapytać: jaki jest sens wprowadzania fikcyjnych postaci do poważnej książki? (…) Nasz umysł – szczególnie system 1 – wydaje się mieć wyjątkowy talent do budowania i interpretowania opowieści o aktywnych uczestnikach zdarzeń mających własną osobowość, nawyki i umiejętności.” (s. 41-43)
Można również sięgnąć po inne sposoby uaktywniania dodatkowych systemów pamięci (niedotkniętych w tym momencie cierpieniem). Jednym z nich – możliwym do zastosowania, gdy sytuacja A minęła – jest utrzymywanie podczas wypełniania RSA świadomości tego, co dzieje się teraz.
Standardowo, gdy powracamy do sytuacji A w wyobraźni, „ożywiamy” swoje doświadczenia z tamtej chwili; czasami jednak lepiej nie „zanurzać się” w tym doświadczeniu całkowicie, lecz jednocześnie zwracać uwagę na bodźce docierające aktualnie z zewnątrz (to, co możemy zobaczyć/ usłyszeć/ poczuć) lub np. na odczucia z własnego ciała.
Poniżej jedna ze znanych, często stosowanych technik, do której można powracać podczas wypełniania lewej strony (za: B. Stevens, E. Roediger, 2019, s. 226):
Wymień trzy rzeczy, które w tej chwili widzisz.
Wymień trzy rzeczy, które w tej chwili odczuwasz.
Wymień trzy dźwięki, które w tej chwili słyszysz.
Czy wyczuwasz jakiś zapach?
Możemy też, „wsłuchując się” w swoje ciało, zastosować elementy technik relaksacyjnych (np. znaną w RTZ oddechową Technikę Natychmiastowej Redukcji Stresu lub inne, oparte np. na rozluźnianiu mięśni). Celem nie jest tu całkowite zrelaksowanie się i odwrócenie uwagi od niezdrowych postaw, lecz utrzymywanie stanu „podwójnej świadomości”; dzięki niej odkrywamy, że chociaż dana sytuacja wiązała się dla nas z silnym stresem, przez większość czasu przydarzają nam się całkiem inne doświadczenia.
- „Pytanie za 100 punktów brzmi: Co dokładnie jest nie tak z bieżącym tu i teraz…? (…)
- Jeśli na twojej liście znalazły się pozycje typu: wredna żona, popsuty samochód czy ogólna niesprawiedliwość dziejowa, to właśnie spisałeś sobie swoje iluzje. (…)
Ponieważ jesteś zajęty czytaniem tego tekstu, przypuszczam, że w tym momencie ani żona nie jest wredna ci nad uchem ani też nie dzieje się żadna niesprawiedliwość dziejowa, która wymaga twojej natychmiastowej uwagi. Samochód też pewnie stoi pod domem lub w serwisie, a nie trąbi na ciebie złośliwie zza kanapy.”
Miriam Babula, Jak się zatrzymać w Tu i Teraz, czyli gdzie się podziewa twój spokój i szczęście?
Niektóre osoby stwierdzają, że nad trudnymi tematami szczególnie dobrze pracuje im się w określonych okolicznościach lub miejscach (np. w ogrodzie, na łonie natury) lub np. przy ulubionej muzyce. To właśnie te okoliczności dają im poczucie wsparcia i szerszego kontekstu. Jeżeli nie są one w danej chwili dostępne, zawsze można je przywołać w wyobraźni. Na tym polega m. in. stosowana w wielu nurtach technika Bezpiecznego Miejsca.
Z kolei jeśli nadal jesteśmy w sytuacji A i czujemy się przytłoczeni, możemy w wyobraźni „wyjść poza nią” – w inne miejsce lub inny czas (Bezpieczne Miejsce to jeden z wariantów). Osoba z mojego bliskiego otoczenia zwierzyła się kiedyś, że najbardziej pomocne zdanie, jakie usłyszała, gdy została mamą, brzmiało: „Cokolwiek by się nie działo, czymkolwiek byś się nie martwiła – to minie.”
Sięgając po przykłady skrajne: twórca logoterapii Viktor Frankl wspominał wielokrotnie, że w najtrudniejszych chwilach cierpienia w obozie koncentracyjnym szczególnie pomocne dla niego i podtrzymujące chęć dalszego życia były plany na przyszłość.
„Gdybyśmy porozmawiali z kimś, kto przeżył prawdziwą tragedię albo pokonał wielkie trudności, dowiedzielibyśmy się, że w krytycznych momentach wyobraźnia była jego największym przyjacielem.
Viktor Frankl (…) posługiwał się wyobraźnią, żeby nie ulec największej rozpaczy. Wyobrażał sobie na przykład, że spotyka żonę i odwiedza matkę. Że wspina się po górach, co było jego ulubionym hobby. A nawet wyobrażał sobie, że bierze gorącą kąpiel, a potem wygłasza odczyt dla licznie zgromadzonej publiczności. W ten sposób, jak mawiał, jego własna ambicja ratowała go przed ostatecznym zwątpieniem. (…)
Umiejętność odcięcia się od stresu i skierowania wyobraźni na coś, co sprawia nam przyjemność, pozwala powrócić do własnej wolności i źródła autentycznego sensu.”
Alex Pattakos, „Więźniowie własnych myśli”, s. 189-190
Można się zastanawiać, czy takie użycie wyobraźni nie jest już konstruowaniem prawej strony RSA. Zapewne tak; w praktyce, pracując nad RSA często wielokrotnie poruszamy się między lewą i prawą stroną. Właśnie takie przechodzenie prowadzi do doświadczeń kontrastowania. Gdybyśmy np. na samym początku nie uaktywnili pewnych zdrowych myśli, w ogóle nie wpadlibyśmy na to, że RSA może nam pomóc.
b. Odkrywanie postaw (lewa strona RSA)
Zakładając, że wymienione wcześniej warunki (poczucie wewnętrznego wsparcia i możliwe do tolerowania natężenie emocji) są spełnione, na kolejnych etapach wykonywania RSA zdarza się wiele momentów, w których możemy się zatrzymać, by pogłębić zrozumienie własnych reakcji i w ten sposób zrealizować punkt 2 procesu rekonsolidacji (uświadomienie postaw, czyli ich zamianę na przekonania).
W procesie tym niezbędna jest akceptacja własnych myśli; w instrukcjach do RSA podkreśla się, by zapisywać je „bez cenzurowania”. Akceptacja jest jednak pojęciem wieloznacznym – może oznaczać kilka różnych postaw:
1. Może to być po prostu przyznanie, że jako „omylne istoty ludzkie” miewamy nieracjonalne myśli. Tak często postępuje się w tradycyjnym podejściu poznawczym. „Niezdrowe” myśli i postawy bywają w nim traktowane jak przeciwnik (a nawet wróg), którego mamy zidentyfikować i pokonać (mówi się o ich „zwyciężaniu”, „rozprawianiu się z nimi” itd.).
2. W „trzeciej fali” terapii behawioralnych – zwłaszcza w terapii Akceptacji i Zaangażowania (ACT) – nieprzyjemne myśli bywają z kolei uważane za naturalny „szum w tle”, z którym nie warto walczyć ani próbować go zmienić (ale też nie warto się nim specjalnie zajmować). Ilustracją tego podejścia są rozmaite metafory, takie jak np. Radio Lęk, demony na łodzi, pasażerowie autobusu czy niechciany gość na imprezie (patrz też R. Harris, 2018).
3. Jeżeli jednak uznamy myśli za wyuczone zachowania, możemy założyć, że nawet te „niezdrowe” muszą subiektywnie pełnić jakąś użyteczną funkcję (nie są więc ani wrogami, ani przypadkowymi, nieatrakcyjnymi gośćmi). Takie założenie przyjmuje się m. in. w konstruktywistycznej terapii koherencji. Oznacza to, że jeśli pracujemy np. z lękiem, zakładamy, że istnieją postawy/ przekonania, zgodnie z którymi ten lęk jest potrzebny. Znanym przykładem z praktyki RTZ, potwierdzającym to założenie może być profesor Nelson, pacjent Maultsby’ego, cierpiący z powodu licznych katastroficznych myśli i uogólnionego lęku. W trakcie terapii okazało się, że u podłoża różnych jego obaw leżały postawy: „Świat jest z gruntu groźnym miejscem, które tylko czyha, by chwycić mnie w swoje szpony. [więc] Lepiej być przygotowanym i czujnym, niż pozwolić się zaskoczyć.” W efekcie, „Profesor był przekonany, że tylko dzięki jego stałej czujności (…) i ‘szczęśliwemu losowi’ ukończył szkołę średnią i Uniwersytet Yale z wyróżnieniem oraz osiągnął ponadprzeciętny sukces zawodowy.” (Maultsby, 2013, s. 205).
Poniższy przykład pochodzi z kolei z praktyki Rafaela Santandreu, także ucznia Alberta Ellisa (z książki „Twój umysł na detoksie”, s. 67-68).
„Maria… zgłosiła się z problemem uogólnionego, chronicznego lęku. (…) W dniu trzeciej sesji otworzyłem drzwi gabinetu i ujrzałem Marię spoglądającą na mnie podejrzliwie. Szybkim krokiem weszła do pokoju i usiadła, krzyżując ręce i patrząc w podłogę. Zapytałem:
– Jak tam, Mario? Jak minął tydzień?
– Bardzo źle, jestem na ciebie obrażona. – wbiła we mnie wzrok.
– Obrażona? Za co? – zapytałem, mocno zaskoczony.
– Bo już wiem, co chcesz ze mną zrobić! – odpowiedziała.
My, psychologowie, jesteśmy przyzwyczajeni do wysłuchiwania różnych uwag, ale w tym momencie się pogubiłem. Nie mogłem sobie wyobrazić, do czego odnosił się ten atak.
– Tak? Co masz na myśli? – zapytałem.
– Chcesz ze mnie zrobić jakiegoś lekkoducha! – odpowiedziała, bardzo zagniewana.
To był dla mnie moment iluminacji, bo wreszcie zrozumiałem, gdzie tkwiła przeszkoda powodująca, że terapia była nieskuteczna wobec niektórych osób. (…) Maria, jak wielu ludzi, miała głęboko uwewnętrznione przekonanie, że musi się zawsze o wszystko martwić. W jej filozofii życiowej nieustanna troska o wszystko była czymś dobrym! Obawiała się przestać, gdyż uważała, że osunie się w skłonność do brania wszystkiego lekko, a w końcu w przepaść niedbania o nic, i nastąpią najstraszniejsze nieszczęścia.”
Możemy więc np. wierzyć, że lęk chroni nas i naszych bliskich (lub świadczy o naszej miłości), złość ma moc zmieniania rzeczywistości (i świadczy o tym, że nie jesteśmy obojętni), a poczucie winy jest niezbędne, żeby można było nas zaakceptować, ponieważ jest oznaką moralnej wrażliwości. Bywa też, że dany sposób myślenia pozwala nam utrzymać własne poczucie tożsamości i przynależności do określonej kultury/ rodziny/ grupy („dzięki temu wiem, kim jestem”). W konsekwencji „produkowanie” kolejnych myśli wywołujących lęk, złość czy poczucie winy wydaje się koniecznością.
Wiele tego rodzaju postaw pochodzi z wczesnych okresów życia. W humorystyczny sposób opisali je twórcy Analizy Transakcyjnej.
„Baśnie robią dzieciom głupi kawał. Uczą, że jeśli się chce, by przydarzyło się coś dobrego, najpierw trzeba wystarczająco się nacierpieć i na to zasłużyć. Na przykład jeśli chce się poślubić księcia, jest kilka interesujących możliwości. Można ciężko pracować, cierpieć, siedzieć w popiele i płakać, czekając, aż dobra chrzestna wróżka przybędzie i zabierze na bal. Można też zjeść zatrute jabłko albo ukłuć się zatrutym wrzecionem (…). Później, w dorosłym życiu, nasze wewnętrzne Dziecko trzyma się magicznego przekonania i wciąż stara się, żeby to jakoś zadziałało. Jeśli jeszcze nie działa, może trzeba cierpieć dłużej, żeby zasłużyć na ratunek. ”
Ian Steward, Vann Joines, „Analiza Transakcyjna dzisiaj”
Istotna jest tu nie tylko wiara w potrzebę cierpienia, ale też nadzieja na magiczne, idealne rozwiązanie. Pewne jego warianty to np. wiara w sprawiedliwy świat lub przekonanie, że „kiedyś” (jak się wystarczająco postaramy, spełnimy pewne warunki…) nadejdzie życie pozbawione bólu i strat.
„Nie istnieje rodzic (a nawet trudno sobie takiego wyobrazić), który w jakiś sposób nie przekazałby swojemu potomstwu wskazówki: ‘Jeśli będziesz robił to, co ci każę, wszystko będzie dobrze.’ Dla dziecka znaczy to: ‘Jeśli będę robił to, co mi każą, będę chroniony mocą magii i spełnią się wszystkie moje marzenia.’ Jego wiara w tę zależność jest niezachwiana, a jeśli nie [tzn. jeśli się nie potwierdza – przyp. A.H.], to nie dlatego, że owa magiczna moc zniknęła, lecz ponieważ samo dziecko złamało magiczne reguły.”
Eric Berne, „Dzień dobry… i co dalej?”, s. 193
Do tej kategorii należy również „idealizm” stojący za nieracjonalnym rozumieniem powinności w RTZ (Jeżeli czegoś wystarczająco chcę i jest to moim zdaniem słuszne, powinno nastąpić.”; „Jeśli tak się nie dzieje, muszę się złościć – może mój protest sprawi, że to się w końcu stanie!).
Tych kluczowych postaw często nie jesteśmy świadomi, nawet, kiedy są aktywne; w rubryce B pojawiają się jedynie związane z nimi, bardziej „powierzchowne” myśli automatyczne (np. muszę…).
„Jądro idealizowanych, wyobrażonych rozwiązań stanowi głęboko niejawne, niekwestionowane założenie lub konstrukt, że wymarzony rezultat jest możliwy. Ten konstrukt (…) jest tak utajony i fundamentalny, że łatwo jest go terapeucie przeoczyć.”
Bruce Ecker i inni, „Odblokowanie mózgu emocjonalnego”, s. 151
Pomocne może być wówczas zastosowanie dodatkowych technik.
W RTZ często wykorzystuje się inspirowany analizą behawioralną „bilans zysków i kosztów” („BZiK”), czyli rozważenie pozytywnych i negatywnych konsekwencji danego zachowania. Ponownie trzeba podkreślić, że chodzi tu o oczekiwane (niekoniecznie faktyczne!) konsekwencje – to, co „czujemy”, że się wydarzy, jeśli zareagujemy w określony sposób. Maultsby bardzo wyraźnie odróżniał subiektywną prawdę od faktów, wskazując, że to ta pierwsza decyduje o naszych emocjach i działaniach. Proponował więc pacjentom następujące zadanie:
„Gdy pacjent wybierze problem, na którym pragnie skupić się w terapii, często polecam mu, by przez kolejne trzy dni zapisywał pierwsze odpowiedzi, które przyjdą mu do głowy na następujące trzy pytania:
(1) Czy dostrzegasz coś dobrego w twoim problemie?
(2) Jakich pożądanych rzeczy nie możesz robić z powodu tego problemu?
(3) Jakiego aspektu swojego problemu najbardziej się boisz lub się z jego powodu złościsz?
Potem analizuję odpowiedzi pacjenta, by stwierdzić, która emocja – nadzieja, lęk czy złość – jest prawdopodobnie główną siłą napędową w jego obecnym problemie.”
Maxie Maultsby, „Racjonalna Terapia Zachowania”, s. 121
Osoba, która jest na tyle zmotywowana, by pracować nad RSA, zwykle jest już przynajmniej częściowo świadoma odpowiedzi na pytania 2 i 3 (inaczej bywa wcześniej, w fazach prekontemplacji czy kontemplacji w modelu Prochaski). Skoro mimo to zmiana nie zachodzi, kluczowe jest poszukanie odpowiedzi na pytanie nr 1 o oczekiwane pozytywne konsekwencje danej reakcji (Co dobrego się dzięki temu dzieje? Czego niedobrego unikam? Czy myśli o tych konsekwencjach motywują mnie do C lub D?).
Bilans („BZiK”) I
| Korzystne konsekwencje analizowanej reakcji (C i D): Co dobrego się dzięki temu dzieje? Czego niedobrego unikam?:
– ….. – ….. – …. |
Niekorzystne konsekwencje/ koszty opisanej reakcji (C i D): Co tracę? Co się dzieje niekorzystnego?:
– ….. – …. – …. |
| Czy myśli o tych konsekwencjach zmotywowały mnie do C lub D? (Jeśli tak, dopisz te myśli do B.) |
Czasami bardziej produktywna okazuje się analiza oczekiwanych (wyobrażonych) konsekwencji zmiany, czyli zastąpienia C i D nowymi ZC i ZD.
Bilans („BZiK”) II
„Jeśli zareaguję w ten nowy sposób, to….”
Pozwól myślom i obrazom spontanicznie się pojawić.
| Co stracę/ co niedobrego się stanie?
Jakie będą niekorzystne konsekwencje (koszty) takiej reakcji? – ….. – ….. – …..
|
Co zyskam? Co się wydarzy dobrego?
Jakie będą pozytywne konsekwencje takiej reakcji?:
– …. – ….. – …… |
| Czy któraś z tych myśli sprawiła, że wybrałeś reakcje C i D? Jeśli tak, dopisz ją do rubryki B. | Myśli o pozytywnych konsekwencjach zmiany mogą pomóc w tworzeniu nowych przekonań w rubryce ZB. |
Wchodzenie w sytuację A w wyobraźni, z nowymi emocjami i działaniami jest często stosowane w RTZ podczas ćwiczeń RWE – tyle, że celu utrwalania prawej strony; tutaj natomiast chodzi o uzupełnienie strony lewej. W terapii koherencji jest to jedna z kluczowych technik, nazywana „pozbawieniem (deprywacją) objawu”. Poniżej – przykład pracy z człowiekiem czującym się bardzo niepewnie podczas spotkań w pracy i unikającym wyrażania swoich opinii i pomysłów.
„Terapeuta poprosił Richarda, aby wyobraził sobie, że znajduje się na jednym z codziennych spotkań w pracy i zgłasza kilka krótkich, użytecznych uwag, czując się pewnym swojej wiedzy. (…)
Oto co nastąpiło wówczas:
Klient: Teraz czuję się naprawdę niekomfortowo, ale – w inny sposób.
Terapeuta: Dobrze, pozwól sobie na to uczucie – na tę inną niewygodę. [pauza] Zobacz, czy jakieś inne słowa nasuwają ci się w związku z tym nieprzyjemnym uczuciem.
K: Teraz mnie nienawidzą.
T: ‘Teraz mnie nienawidzą’. Dobrze. Kontynuuj. Sprawdź, czy to naprawdę niewygodne uczucie powie ci, dlaczego teraz cię nienawidzą.
K: [Pauza] Yyy. Rany, To dlatego, że… teraz jestem… aroganckim dupkiem… jak mój ojciec… kompletnie niewrażliwy, wszystkowiedzący egocentryk.
T: Czy chodzi ci o to, że poczucie pewności siebie, gdy mówisz, przemienia cię w aroganckiego dupka, takiego jak twój ojciec?
K: Tak, dokładnie. O rany.
T: I jak się z tym czujesz? Z tym, że jesteś do niego podobny?
K: To potworne! Przysięgałem sobie, że nigdy taki nie będę!”
Bruce Eecker i inni, „Odblokowanie mózgu emocjonalnego”, s. 91-92
Ostatecznie, gdybyśmy chcieli wpisać dane z pracy z Richardem do formatu RSA, wyglądałyby mniej-więcej tak:
RSA
| A: Jestem na jednym z codziennych spotkań w pracy. Przychodzi mi do głowy pomysł dotyczący tematu, który jest aktualnie omawiany. | ZA = A |
| B: | ZB: |
| 1. To dobry pomysł.
2. [Nieuświadomiona postawa]: Jeśli poczuję się pewnie i powiem to co wymyśliłem, to będzie znaczyło, że jestem taki jak mój ojciec – arogancki, niewrażliwy dupek, wszystkowiedzący egocentryk. Ludzie mnie za to znienawidzą. To byłoby potworne! Przysięgałem sobie, że nigdy taki nie będę. Nie mogę do tego dopuścić! Nie powinienem czuć się pewny siebie – nigdy. ↓ [Świadome myśli automatyczne]: Co ja tam wiem? Kim niby jestem, żeby myśleć, że wiem, co jest słuszne? To może być błąd. Uważaj – nie wychylaj się! |
To dobry pomysł. Mogę się nim podzielić.
|
| C: niepokój | ZC: |
| D: milczę, rezygnuję z przedstawienia swoich pomysłów.
|
ZD: pewnie zgłaszam swoje uwagi
[Wyobrażone konsekwencje ZB i ZD pozwalają odkryć nieświadomą postawę] |
| B (II): Kompletnie nawalam w pracy. Już taki jestem – niekompetentny i niepewny siebie. (Efekt → wzmocnienie myśli automatycznych z punktu B). |
ZB (II):
|
Przy wypełnianiu bilansu można stosować również inne „doświadczeniowe” techniki, np. zdania niedokończone („Jeśli zareaguję się w ten sposób, to….”) lub wspominaną już wyżej pracę z trybami/ subosobowościami – np. wyobrażony dialog z tą subosobowością, która uważa, że dotychczasowy sposób reagowania jest potrzebny (np. „Co chcesz osiągnąć?”, „Przed czym mnie/ siebie chronisz?”, „Co się twoim zdaniem stanie, jeśli przestaniesz?”), przy zachowaniu postawy ciekawości i otwartości (postawa krytyczna mogłaby prowadzić do tłumienia „niezdrowych” treści).
„Budując dialog na podstawie założenia, że każda z części jest instynktownie zmotywowana do tego, by chronić oraz nieść pomoc, pacjent i terapeuta komunikują częściom, że żadna z nich nie będzie obarczana winą ani karana za próby ‘niesienia pomocy’ na swój własny sposób. (…) Gdy celem jest usprawnienie komunikacji i rozwój relacji opartych na zaufaniu, nie można traktować żadnych części jak ‘czarne charaktery’. (…) Nie wolno przy tym oczerniać nawet tych, które podejmują szkodliwe działania. (…)
Wszystko, czego potrzeba, to chęć ‘zobaczenia’ części, usłyszenia ich obaw i uczuć oraz obudzenia w sobie ciekawości, jeśli na współczucie jest jeszcze za wcześnie. (…)
I tak zachowania niebezpieczne, które w psychiatrii zwykło się określać ‘autodestrukcyjnymi’, należałoby uznać raczej za desperackie dążenie do przetrwania, sposób na poradzenie sobie z uczuciami wstydu, gniewu i strachu, powstrzymania natrętnych wspomnień i koszmarów sennych lub próby wykorzystania substancji endogennych lub egzogennych do przywrócenia równowagi systemowi nerwowemu rozregulowanemu traumą. (…)
Zamiast bezpośrednio zajmować się skłonnościami samobójczymi, nadużywaniem substancji czy samookaleczaniem rozumianym jako zagrożenie dla życia, terapeuta powinien zacząć od okazania ciekawości: jaki problem pacjent próbował rozwiązać w ten sposób? Co wyzwalało w nim ten impuls? Na jakie rezultaty liczy, podejmując te działania? Czy wcześniej udawało mu się tym sposobem osiągnąć ulgę?””
Janina Fisher, „Terapia osób, które przetrwały traumy złożone”, s. 41, 202, 261, 383
Innym sposobem na pogłębienie świadomości własnych postaw jest zastosowanie techniki „strzałki w dół”. Ponieważ nie jest ona przedstawiana w podręcznikach do RTZ (choć bywa w praktyce wykorzystywana), podaję niżej typowe przykłady.
- I. „Nie zdam tego egzaminu.”
(emocje: lęk na poziomie 8, chęć rezygnacji z podejścia do egzaminu)
I co się wtedy stanie? Co to będzie dla mnie znaczyło?
Jeśli nie zdam tego egzaminu, to…
↓
„Okaże się, że jestem do niczego.”
I co się wtedy stanie? Co to będzie dla mnie znaczyło?
Jeśli okaże się, że jestem do niczego, to…
↓
„Rodzina będzie się za mnie wstydzić.”
I co się wtedy stanie? Co to będzie dla mnie znaczyło?
Jeśli rodzina będzie się za mnie wstydzić, to…
↓
„Nikt mnie nie będzie kochał. Zostanę sam. Tak jak wtedy, gdy… [pojawia się wspomnienie].
Nie mogę do tego dopuścić! Lepiej nie iść na ten egzamin!”
- II. „W tej sytuacji muszę się obwiniać. Nie mogę przestać!”
(skutek: opór przed pracą nad poczuciem winy)
A gdybym przestała? Co w tym złego?
Gdybym uznała, że to nie była moja wina, to…
↓
„To musiałabym uznać, że nie miałam kontroli nad tym, co się stało.”
Co w tym złego?
Gdybym uznała, że nie miałam nad tym kontroli, to…
↓
„To by znaczyło, że świat jest złym i strasznym miejscem. Zupełnie bym się załamała. Nie mogę się z tym pogodzić! Już lepiej obwiniać siebie i wierzyć, że mam kontrolę!”
Technika ta bywa pomocna również w odnajdywaniu ukrytego znaczenia nieracjonalnej nadziei.
III. „Muszę ciężko pracować i zostawać po godzinach.”
Dzięki temu…
↓
„Zarobię dużo pieniędzy!”
Dzięki temu…
↓
„Rodzina w końcu zacznie mnie szanować.”
Dzięki temu…
↓
„Przestaną mi mówić, co mam robić. Będę wolna! Nareszcie będę robiła, co chcę i będę szczęśliwa!”
Watro zauważyć, że podczas udzielania odpowiedzi w przykładzie pierwszym pojawiło się bolesne wspomnienie. Pojawienie się nacechowanego emocjami wspomnienia zwykle oznacza, że aktualna sytuacja A została oceniona jako podobna do tej, w której doświadczyliśmy w przeszłości czegoś ważnego. Zwykle wiąże się z tym postawa: to się teraz może powtórzyć.
„W czasie świąt zapach barszczu z uszkami bądź makowca może być impulsem, by nasz mózg odtworzył wspomnienie ukochanej babci czy sytuacji sprzed kilkudziesięciu lat. Już dane odbierane za pomocą jednego zmysłu – wzroku, słuchu lub dotyku – mogą doprowadzić do wydobycia trwałego śladu pamięciowego, który dotyczy większej całości.” (Hohol, 2015).
Zapisując myśli w rubryce B, warto więc zwracać uwagę na pojawiające się wspomnienia i wyobrażenia (nie tylko wzrokowe), bo to w nich może się ukrywać znaczenie, jakie nadajemy sytuacji. Tymczasem często osoba poproszona o obserwowanie i notowanie „myśli” skupia się tylko na słowach. Warto więc wyjaśnić, że myśli to zarówno słowa, jak i obrazy. (Trzeba jednak brać pod uwagę, że po takiej instrukcji mogą pojawić się wspomnienia traumatyczne albo inne nasilające emocjonalny ból, warto więc monitorować poziom dystresu – patrz uwagi niżej.)
Przykładowo, ktoś może odczuwać silny lęk przed „kompromitacją” podczas nadchodzącej prezentacji w pracy. Nigdy nie przeżył takiej sytuacji, jako pracownik ma dobrą opinię, więc reakcja wydaje się przesadna. Jednak gdy dopuszcza do świadomości pojawiające się obrazy, odkrywa np. wspomnienie sytuacji z czasów szkolnych, gdy miał 10 lat, odpowiadał przy tablicy i został skrytykowany i wyśmiany. Z punktu widzenia ukształtowanego wówczas systemu pamięci lęk okazuje się w pełni uzasadniony.
Niekiedy związek aktualnych reakcji ze wspomnieniem dawnego zdarzenia jest mniej oczywisty dla postronnego słuchacza, jednak logiczny z punktu widzenia przynajmniej jednego systemu pamięci klienta. Autorzy „Odblokowania mózgu emocjonalnego” (Ecker i inni, 2012) opisują przypadek klientki – aktorki cierpiącej od 13 roku życia z powodu tremy. W trakcie prób do głównej roli pojawił się u niej koszmarny sen, w którym jechała rozpędzonym, przechylającym się autobusem. Po przywołaniu tego obrazu podczas sesji, pojawiło się wspomnienie rzeczywistego zdarzenia z dzieciństwa (s. 158).
„ Pewien obraz nasuwał jej się uporczywie – obraz tego, co widziała jako ośmiolatka z tylnego siedzenia rodzinnego samochodu – jej pijany ojciec prowadził z nią, jej matką i siostrą jako pasażerami chwiejny, zataczający się pojazd, rozpędzony w stronę mostu, który można było dostrzec w oddali. (…) Samochód otarł się o boczną barierkę; czuła, że zaraz umrze. (…) Tym, co czyniło przeżycie traumatycznym, było – konkretnie – poczucie bezsilności i braku możliwości ochronienia siebie w tej sytuacji.”
W dalszej pracy terapeuta skupił się właśnie na przekonaniu klientki o własnej bezsilności, braku wsparcia i niezdolności wydostania się z niebezpieczeństwa, co doprowadziło m. in. do obniżenia poziomu lęku przed występami (chociaż ten temat nie był bezpośrednio poruszany). Później: „zapytał Brendę, czy wiedziała, w jaki sposób (…) zbliżający się spektakl przypominał i przywoływał wspomnienie zbliżania się samochodem do mostu. (…) Wyjaśniła, że te doświadczenia były ‘takie same, ponieważ gdy znajduję się na moście lub na scenie – nie mogę zejść.’” (s. 164).
Jest to dość częste zjawisko, że różne wspomnienia łączą się ze sobą w sieć, tak, że uaktywniają się jednocześnie. W języku teorii chaosu powiedzielibyśmy, że tworzą jeden „fraktal”. Zmiana znaczenia jednego z nich (tzn. związanych z nim postaw) zmienia również subiektywne znaczenie pozostałych.
„Kiedy pracujemy nad jakimś lękiem (albo dramatyzowaniem), pracujemy jednocześnie nad pozostałymi lękami, ponieważ wszystkie one są połączone (…). Oznacza to, że pacjenci często mówią mi o niespodziewanych zmianach na lepsze w obszarach, o których nigdy nie rozmawialiśmy, i które uległy samoistnej poprawie. Na przykład osoba, która przyszła na terapię, aby uporać się z porzuceniem przez partnera, pojawia się pewnego dnia i mówi mi, że przestała się bać prowadzić samochód.”
Rafael Santandreu, „Twój umysł na detoksie”
Zazwyczaj w RTZ pracujemy z materiałem pojawiającym się spontanicznie. Jeśli jednak jest taka potrzeba (bo np. klient jest zaniepokojony swoją „dziwną” reakcją), możemy delikatnie pomóc w pojawianiu się wspomnień, np. pytając, w jakich sytuacjach w przeszłości dana osoba reagowała podobnie. Poniżej fragment instrukcji do tzw. wyobrażeniowej zmiany skryptów – jednej z technik stosowanych w Terapii Schematów. Podany przykład dotyczy pracy ze schematem Izolacji Społecznej – poczuciem wyobcowania i „niedopasowania” do innych ludzi.
„Pozwól pojawić się wspomnieniom sytuacji, kiedy byłeś dzieckiem i czułeś się inny oraz wyizolowany przez inne dzieci. Kiedy masz czas w samotności, usiądź w wygodnej pozycji w ciemnym pokoju. Pamiętaj, aby nie przywoływać wyobrażeń na siłę. Po prostu zamknij oczy i pozwól im napływać. Przypomnij sobie, kiedy czułeś się inny i gorszy. Możesz zacząć od obrazu obecnej sytuacji, która aktywizuje uczucia społecznej izolacji.
Często wspomnienia, które się pojawiają, to zdarzenia, kiedy byłeś wyśmiewany, poniżany, dokuczano ci, byłeś sam, odłączony od innych, niepasujący.”
Jeffrey Young, Janet Klosko, „Program zmiany sposobu życia”, s. 145
Uwaga: w tej technice nie chodzi o pogrążanie się w bolesnym wspomnieniu, a jedynie dostrzeżenie go i przyglądnięcie mu się po to, by móc zrozumieć wyuczone wówczas postawy (i w razie potrzeby je zmienić). Przyjmujemy przy tym punkt widzenia „świadka” – współczującej osoby obserwującej zdarzenie z zewnątrz, z perspektywy teraźniejszości.
„We wczesnych stadiach terapii pacjentom znacznie lepiej służy pogodzenie się z minionymi przeżyciami przy jednoczesnym niezatracaniu poczucia teraźniejszości niż szczegółowe rozpamiętywanie przeszłości, które pociąga za sobą nieumyślne wywoływanie jej ukrytych elementów. (…).
Nie ma konieczności przywoływania przez pacjenta szczegółowych wspomnień narracyjnych na temat traumatycznych doświadczeń; wystarczy, że ma wewnętrzne przeczucie dotyczące przeżyć swojej dziecięcej części. Poznawszy to ‘przeczucie” czy też zarys historii pacjenta, terapeuta będzie mógł wraz z nim ustalić, czego doświadczyły dziecięce części bez przeciążania systemu nerwowego pacjenta czy nadwerężania jego zdolności do znoszenia silnych emocji.”
Janina Fisher, „Terapia osób, które przetrwały traumy złożone”, s. 77, 90
W obecności trudnych wspomnień, możemy też zastosować dodatkowe metody utrzymywania „podwójnej świadomości”, wspomniane już w punkcie a. („Optymalny poziom pobudzenia”). Poniżej przykład z artykułu Rusa Harrisa, terapeuty ACT (2019).
„Naciśnij stopami mocno na podłogę (lub skorzystaj z innej strategii zakotwiczania np. oddychania przeponowego), zauważaj obecność wspomnienia, ale także swoje ciało, a oprócz tego zauważaj, co widzisz, słyszysz, dotykasz, smakujesz, czujesz nosem itd. (…)
Uważny ruch fizyczny: szczególnie pomocny, gdy klienci ‘zastygają’ lub przyjmują postawy powiązane z ‘wyłączeniem się’ lub ‘odcinaniem’. W obecności wspomnienia praktykuj uważne rozciąganie się, chodzenie, picie, poruszanie się, zmianę postaw, poruszanie głową lub ramionami, uderzanie stopą o ziemie, ściskanie razem nadgarstków itd. (…)
Eksploruj uważnie, co dzieje się w różnych częściach ciała w obecności wspomnienia – w sferze wrażeń, postawy, działań, ruchów, uczuć. Eksperymentuj z nowymi reakcjami na te fizyczne zdarzenia np. czuły dotyk, okazanie troski, ruch fizyczny, inny rytm oddechu itd.”
Inna opcja to takie manipulowanie wspomnieniem (obrazem), które mniejsza jego „ciężar emocjonalny”. Można np. wyobrazić je sobie jako film na ekranie telewizora (może on być nawet czarno-biały). Można też wyobrazić sobie, że wspomnienie znajduje się w pomieszczeniu, do którego zaglądamy z zewnątrz przez uchylone drzwi.
„Możesz zacząć od spojrzenia na nie przez szczelinę w drzwiach. Otwórz drzwi szeroko dopiero wtedy, gdy poczujesz, że zdołasz znieść tę scenę.
Możesz też cofnąć się na bezpieczną odległość, powiedzmy dwadzieścia metrów, i stopniowo zbliżać się do wspomnienia.”
Bruce Stevens, Eckhard Roediger, „Emocjonalne pułapki w związkach”, s. 227
Zdarza się też, że pojawiające się wyobrażenia nie są wspomnieniami przeżyć danej osoby w rzeczywistym, fizycznym świecie, lecz doświadczeń „przeżytych w wyobraźni” (np. pod wpływem opowieści lub obserwacji innych osób). Poniżej często spotykany przykład.
„Wiele osób doświadcza tak silnego lęku przed wsiadaniem do samolotu, że wybiera raczej mozolną, dwudniową podróż samochodem, niż dwugodzinny lot. Gdyby przepytano te osoby, prawdopodobnie okazałoby się, że ponad 99% z nich nigdy nie uczestniczyło w wypadku lotniczym ani nawet nie doświadczyło silnej turbulencji. (…) Omawiana postawa wytworzyła się poza ich świadomością, uwarunkowana poprzez mimowolne, bezwiedne ćwiczenie umysłowe podczas takich aktywności, jak oglądanie filmów, w których pokazano wypadki lotnicze, czytanie w gazetach o takich wypadkach czy fantazjowanie o tym, jak straszne muszą być dla pasażerów ostatnie momenty, zanim samolot rozbije się o ziemię. Osoba myśląca w ten sposób szybko wykształca postawę, która wiąże lot z nieuniknioną katastrofą. W konsekwencji za każdym razem, kiedy tylko poruszany jest temat latania, powracają wszystkie katastroficzne wyobrażenia i scenariusze, które ćwiczyła w swoim umyśle.”
Maultsby i inni, „ABC twoich emocji” (2019), s. 124

Maxie C. Maultsby, Racjonalna Terapia Zachowania, s. 113
Maultsby pisał: „Osoby wiecznie się czymś zamartwiające obawiają się zdarzeń wyobrażonych, które nie nastąpiły i prawdopodobnie nigdy nie nastąpią. Wiedzą one – albo przynajmniej podejrzewają – że reagują w sposób przesadny.” Jeśli jednak lęk się pojawia, oznacza to, że system pamięci ukształtowany pod wpływem wyobrażonych katastrof wcale nie spostrzega swojej reakcji jako przesadnej. Dlatego: „Co prawda osoby z fobią często mówią: ‘Wiem, że mój lęk jest głupi; naprawdę nie powinienem się tak bać’; jednak natychmiast niweczą potencjalnie pomocne efekty tych racjonalnych myśli, dodając: ‘Ale ja po prostu czuję, że właśnie ten samolot, którym polecę, ulegnie katastrofie’.” (Maultsby, 2013, s. 114).
Bardzo ciekawy przypadek nakładania się wspomnień przeżyć „rzeczywistych” i wyobrażonych podaje Francine Shapiro (twórczyni terapii EMDR).
„Aaron maił 50 lat, gdy zgłosił się na terapię, by poradzić sobie ze wspomnieniami dawnego studenckiego protestu w sprawie wojny w Wietnamie. (…) Podczas przetwarzania wspomnienia pobicia pojawiły się inne skojarzenia. Podzielił się ze swoim terapeutą czymś, czego nigdy nikomu nie powiedział, bo bał się, że ludzie uznają go za szalonego. Otóż czasami myślał, że może miał jakieś poprzednie życie, w którym umarł w obozie koncentracyjnym. (…) Całe życie doś1)wiadczał flashbacków i koszmarów nocnych pełnych wyrazistych i krwawych szczegółów życia i śmierci w jednym z obozów. (…) Kiedy obraz bycia w obozie został obrany za cel przetwarzania (…) Aaron wydał stłumiony okrzyk i powiedział: ‘O Boże, to nie ja – to wspomnienia mojego wujka!’ Przeżywał i odczuwał jako własne historie opowiadane przez wujka, widział w nich siebie, faktycznie czuł, wąchał, odbierał smaki i słyszał wszystko żywo i wyraźnie. Jest to doskonały przykład tak zwanej zastępczej traumatyzacji, wskutek której u ludzi może się rozwinąć pełne PTSD w efekcie samego słyszenia o wydarzeniu. Zdarza się to często u małych dzieci.”
Francine Shapiro, „Zostawić przeszłość w przeszłości” , s. 135
Zdarza się też, że wspomnienie zostaje „zaszyfrowane” w innych obrazach, np. symbolicznych. Dopiero po ich zauważeniu i wyartykułowaniu odkrywamy ich znaczenie.
„Pamiętam, jak w jednym ze snów kobieta sięga do pudełka i gdy wyciąga z niego swą dłoń, widzi w niej maleńkiego ptaszka, którego kochała jako dziecko. Wciąż żyje. Siedzi na jej dłoni, a ją zalewa poczucie winy, bo widzi, że ptaszek jest wychudzony z głodu. Gdy skrapia go swymi łzami, przemienia się w promieniejącego małego chłopca, który mówi: ‘Ja tylko chciałem zaśpiewać swą pieśń’.”
Marion Woodman, „Świadoma kobiecość”
W podanym przykładzie łatwo domyślić się związku obrazu ze wspomnieniami rzeczywistych, dawnych zdarzeń. Jednocześnie widać, że tak naprawdę zawsze pracujemy z tym, co dzieje się teraz: z wykształconymi kiedyś postawami, które nadal są aktywne i powodują np. odtwarzanie dawnej sytuacji braku wsparcia.
Pozostaje pytanie, czy w RTZ jest także miejsce na bezpośrednie stawianie przez terapeutę hipotez odnośnie postaw klienta? Maultsby niekiedy robił to np. w ramach psychoedukacji – jak w poniższym przykładzie (2013, s. 204).
„Ja: (…) W ciągu tygodnia nie pozbędzie się pan nawyku magicznego lęku trenowanego przez całe życie. Niech pan tego nie oczekuje. Ja nie czynię cudów.
Pacjent: Magiczny lęk? Dlaczego pan mówi, że to magiczny lęk?
Ja: Przecież ten termin najlepiej oddaje mechanizm pańskiego zamartwiania się. Widzi pan, magiczny lęk wynika z wiary, że poprzez zamartwianie się można z góry zapobiec wystąpieniu niepożądanych zdarzeń. To jest właśnie to, co prawdopodobnie pan robi. Założę się, że gdy tylko przyłapie się pan na braku niepokojenia się, natychmiast się pan niepokoi możliwością tego, że mógł pan coś przegapić, czym ‘należało’ się martwić. Pacjent: Tak, to prawda. Trafił pan w dziesiątkę.
Ja: Jest tak dlatego, że rzeczy, których najbardziej się pan boi tylko rzadko – jeśli w ogóle – przydarzają się panu. Błędnie interpretuje pan ten fakt myśląc, że oznacza on, iż pański lęk jakoś pana chroni. W konsekwencji boi się pan nie bać się. W RTZ taki motywowany strachem lęk nazywamy lękiem magicznym.”
Hipotezy takie bywają trafne, ponieważ ludzkie postawy są wynikiem społecznego uczenia się lub sposobu, w jaki samodzielnie uczy się ludzki mózg i powtarzają się u różnych osób; wzorce, z którymi przychodzi klient, występują zwykle w jakimś stopniu u większości ludzi (nie wyłączając terapeuty). Jest to podstawa empatii i poczucia wspólnoty z innymi ludźmi.
Istotne są tu jednak dwie kwestie. Po pierwsze – nie należy narzucać swoich interpretacji klientowi, pamiętając, że to on pozostaje ekspertem od własnych przeżyć (które niekoniecznie muszą pasować do „typowego modelu”). Czasami bardziej pomocne od mówienia wprost o kliencie bywa pokazanie wzorców, które występują u innych; może się zdarzyć, że w części z nich klient rozpozna siebie.
Po drugie – proces rekonsolidacji ma szansę rozpocząć się tylko wówczas, gdy dana osoba naprawdę „poczuje” swoją postawę. Sama intelektualna analiza nie zapewnia tego, chociaż może ukierunkować uwagę danej osoby i przygotować grunt pod przyszłe uświadomienie.
Niezależnie od zastosowanej techniki – zrozumienie intencji i postaw, które stoją za problematycznymi reakcjami, bywa bardzo wyzwalającym (choć nierzadko też szokującym) doświadczeniem. Odkrycie własnej „prawdy” przynosi trzy podstawowe korzyści. Po pierwsze – pomaga nam zrozumieć siebie i uwolnić się od wtórnego cierpienia, związanego z negatywną oceną własnych emocji i zachowań (np. poczucia winy czy lęku o siebie).
„Jakie są powody, dla których większość ludzi poszukuje psychoterapii? Zwykle są to ich trwałe niepożądane zachowania, które chcieliby kontrolować, ale których – jak im się wydaje – kontrolować nie są w stanie. (…) Często mówią: ‘Po prostu nie rozumiem siebie. Wiem, że to, co robię jest nienormalne, ale nie mogę przestać tego robić. Czy to nie jest chore?’.”
Maultsby, „Racjonalna Terapia Zachowania”, s. 132
„Odczuwamy radość za każdym razem, gdy klient mówi: ‘Zawsze myślałem, że coś jest ze mną nie tak. Po raz pierwszy widzę, że reagowałem na to, czego doświadczyłem – i reagowałem w sposób, który teraz okazuje się całkiem sensowny. Co za ulga wiedzieć, że nie muszę się o siebie martwić!”
Bruce Eecker i inni, „Odblokowanie mózgu emocjonalnego”, s. 125
Jako ilustrację tego procesu zamieszczam dwa przykłady. Pierwszy to tzw. analiza łańcuchowa, pochodząca z naszych warsztatów RTZ. Odkrycie nieuświadomionej postawy w punkcie B (I) spowodowało natychmiastową ulgę i zmianę w postawie w nr 3 w punkcie B (II).
| A (I): Córka dzwoni i prosi o zaopiekowanie się dzisiaj wnukiem. | |
| B (I):
Jeśli się nie zgodzę, może zrobić z dzieckiem coś nieodpowiedzialnego. (→ Nie mam wyboru, muszę się zgodzić). [nieuświadomiona postawa, związana z bardziej uogólnionym przekonaniem: „Córka jest nieodpowiedzialna.”] |
|
| C (I): niepokój | |
| D (I) = A (II): zgadzam się i na szybko przeorganizowuję plany na ten dzień | |
| B (II):
1. Znowu mnie wykorzystała. 2. Manipuluje mną. 3. Mam słaby charakter, skoro się zgodziłem.(świadome przekonanie, wywołujące największy ból emocjonalny) |
ZB (II):
Nie jestem „słaby”, kierowała mną troska o wnuka. (= to świadczy o mnie dobrze!) |
| C (II): niezadowolenie, złość, poczucie winy (złość na siebie, smutek) | ZC (II): spokój, ulga, akceptacja siebie |
Poniżej z kolei przykład pochodzący z Systemu Wewnętrznej Rodziny, oparty na pracy z subosobowościami („częściami”).
„Esther to dwunastoletnia dziewczynka o chasydzkich korzeniach, borykająca się z zaburzeniami lękowymi (…) Esther rozwinęła obsesję na punkcie chorób i śmierci. Martwiła się o każdy kaszel, kichnięcie i burczenie w brzuchu. Miała trudności ze snem i problemy ze skupianiem się na szkolnych zajęciach. (…)
– A wiec jest w tobie jakaś ‘Zmartwiona’? – spytałam.
– O, tak, i to ogromna – odpowiedziała – Nie umiem przestać zamartwiać się wszystkim. Myślę, że będę miała zawał serca, czasami rozmywa mi się wzrok i ciągle się martwię, że dostanę raka. (…)
– A więc wiemy już, że masz dużą część, która się martwi. Spróbuj zamknąć oczy i sprawdzić, gdzie w ciele czujesz tę ‘Zmartwioną’ – nakierowałam ją.
Esther zamknęła oczy, milczała przez chwilę, po czym powiedziała – czuję ją w brzuchu.
– Świetnie, a może wiesz, jak ta część wygląda? – spytałam.
– Nie, ale ona do mnie mówi! – Esther powiedziała z zaskoczeniem. (…)
– Świetnie. Pozwól jej więc powiedzieć to, co chciałaby, żebyś wiedziała.
Po kilku chwilach Esther otworzyła oczy i powiedziała z niedowierzaniem: – Powiedziała, że mnie kocha! Terapeuta, do którego chodziłam, powiedział mi, że ten lęk mnie nienawidzi i musimy znaleźć sposób, aby się go pozbyć. A ona mówi mi, że mnie kocha i próbuje na swój sposób mnie chronić.”
Lisa Spiegel, „Wszystkie części mile widziane”, s. 88-92
Po drugie – chociaż niektóre korzyści odkrywane dzięki analizie okazują się złudne (np. oparte na myśleniu magicznym czy nieaktualnych danych), inne, dotąd nieuświadomione, są całkowicie realne.
„Miałam kiedyś klientkę, której mąż był wielbicielem odpoczynku na łonie natury. Ona bała się węży i dzięki temu była zwolniona z obowiązku towarzyszenia mu w wyprawach. Z różnych powodów nienawidziła tych wypraw, jednak jak w wielu innych sytuacjach w swoim małżeństwie czuła, że nie ma prawa po prostu odmówić. Dopóki nie przetworzyłyśmy jej wspomnień związanych z bronieniem własnego zdania, jej lęk nie mógł ustąpić.”
Francine Shapiro, Zostawić przeszłość , w przeszłości, s. 109
Poniżej kilka przykładów z praktyki RTZ.
- Kobieta, która chce pracować nad częstym złoszczeniem się na męża odkrywa, że mąż bierze pod uwagę jej zdanie właśnie wtedy, gdy się złości, a nie reaguje na jej spokojniejsze komunikaty.
- Klient, który „nie może się zmusić” do wcześniejszego wstawania rano i ćwiczenia, uświadamia sobie, że wcześniejsze wstawanie wymagałoby też wcześniejszego kładzenia się spać, a właśnie późnym wieczorem, gdy dzieci śpią ma jedyny czas w ciągu dnia, gdy może pobyć ze sobą, wyciszyć się i zrelaksować.
- Osoba niezadowolona z codziennego „marnowania czasu” na oglądanie mało wartościowych programów telewizyjnych (zamiast realizowania swoich pasji) uświadamia sobie, że oglądanie telewizji jest jedyną aktywnością, którą jej rodzina wykonuje wspólnie.
Takie odkrycia pomagają w rozpoznaniu własnych potrzeb i podjęciu decyzji, czy zmiana jest faktycznie pożądana, a jeśli tak – jak dokładnie powinna wyglądać (tzn. co należy zapisać w rubrykach ZC i ZD), żeby nie utracić ważnych, pozytywnych skutków dotychczasowych nawyków.
„Za przykład niech nam posłuży paskudny nawyk, taki jaki miałem ja (…) – chodzenie do stołówki i kupowanie czekoladowego ciastka każdego popołudnia. (…)
Stwierdziłem, że moim zachowaniem nie kieruje głód. (…) Tak naprawdę wcale nie pragnąłem ciastka – chodziło o chwilę oderwania się od pracy i możliwość pobycia z ludźmi.
Napisałem więc plan: o 15.30 każdego dnia podejdę do czyjegoś biurka i pogadam przez dziesięć minut z kolegą.”
Charles Duhigg, „Siła nawyku”, s. 395-404
Trzecią korzyścią z zatrzymania się i przyglądania odkrytym postawom jest szansa na zestawienie ich z wiedzą zapisaną w innych systemach pamięci lub z nowymi doświadczeniami. Czasami – jak już wspomniano – prowadzi to do spontanicznego doświadczenia „kontrastowania” (punktu 3 w procesie rekonsolidacji). Np. w przypadku sformułowania wprost „dziecięcej” wiary w magiczne, idealne rozwiązanie: „Gdy rozwiązania, które składają się na idealny szczęśliwy koniec, zostają uświadomione, zazwyczaj są z miejsca podatne na podważenie przez posiadana wiedzę klienta (…) Klient (…) natychmiast zdaje sobie sprawę z żywej, sprzecznej [z postawą] wiedzy – jego dorosłej wiedzy, która mówi mu, że spodziewany efekt nie jest realny. To doświadczenie kontrastowania powstaje bez żadnego przeciwdziałaniowego przekazu od terapeuty, sugerującego, że wymarzony rezultat jest nieosiągalny.” (B. Ecker i inni, 2012, s. 149, 151-152)
Wiedza zaprzeczająca postawie może pojawić się w formie słów lub obrazów/ wspomnień. Np. osoba, która przeżyła traumę, może unikać myślenia o niej i bodźców skojarzonych z traumą (np. prowadzenia samochodu po wypadku, czy dalszych wyjazdów po doświadczeniu trzęsienia ziemi na wakacjach). Po ujawnieniu postawy „byłam zupełnie bezradna, jestem słaba, nie mogę się nigdy więcej narażać”, nagle przypomina sobie własne działania, które pomogły jej przeżyć (a może jeszcze wspierać innych). W krótkim czasie może nawet dojść do pełnej rekonsolidacji. Pojawia się postawa: „Skoro wtedy sobie poradziłam/ poradziłem, to wiem, że sobie poradzę!”. Od tego momentu, oczywista wydaje się wiara i zaufanie do siebie. Świadomość przeżycia traumy z obciążenia staje się zasobem. Ustępuje też unikanie w sferze behawioralnej (np. dana osoba zaczyna znów prowadzić samochód lub decyduje się na zagraniczny wyjazd).
Poniżej kilka innych przykładów z praktyki RTZ.
- Klientka pomiędzy sesjami wypełniła „BZiK” dotyczący intensywnego zamartwiania się. Jedna z pozycji po stronie pozytywnych konsekwencji brzmiała: „Zamartwianie się pomaga mi radzić sobie z lękiem.”
T: W jaki sposób to pani pomaga?
K (po chwili namysłu): No, bo jak jestem w takim złym stanie… to lekarz się mną bardziej przejmuje, i wtedy mnie lepiej leczy. (chwila milczenia). Hmm… Chyba jednak nieeee…
- Natychmiastowa, spontaniczna reakcja na zapisane przekonanie:
| B: Już taka jestem. Nie mogę się zmienić. To za trudne. (= Nie warto nawet próbować, to tylko marnowanie energii.) | A kto to, k…, powiedział?! (Przecież wiem, że mogę!)
|
Jeśli postawy zapisane z lewej strony wykształciły się w sytuacjach społecznego odrzucenia, osamotnienia czy braku empatii w kontaktach z innymi, samo przyglądanie się im ze współczuciem i intencją pomocy (lub w obecności kogoś wykazującego taką intencję) może stworzyć naturalne doświadczenie kontrastowania. Daje to szansę na rekonsolidację postaw związanych z wzorcami przywiązania.
Jak już jednak wspomniano – nie zawsze do takiego spontanicznego kontrastowania dochodzi natychmiast. Najpierw różne systemy pamięci muszą dostrzec odkrytą postawę i zestawić ją z posiadaną wiedzą. Bruce Ecker i Laurel Hulley radzą więc:
„Gdy już dotarłeś do emocjonalnej prawdy objawu [tzn. kluczowych postaw], zostań tam. Rozbij namiot. Załóż tam obóz.”
Często do kontrastowania dochodzi dopiero podczas czytania zapisanych myśli lub słuchania, jak czyta je terapeuta, albo podczas słuchania nagrania z sesji. Niekiedy osoby, którzy w międzyczasie przeszły w inny „tryb”, są zdumione widząc/ słysząc własne słowa („Naprawdę, ja to powiedziałem?” lub „Ona [ta „część”] to powiedziała?!”). Dlatego tak istotne jest sporządzanie notatek lub nagrań i powracanie do nich, także między sesjami (chyba, że konfrontowanie się z nimi bez wsparcia terapeuty jest zbyt przytłaczające, wówczas robi się to na kolejnej sesji.)
Poniżej przykład.
| B:
Zawsze muszę sobie dać radę sama. Nie mam żadnego wsparcia. Rodzina nie bierze mnie pod uwagę. (Pojawiają się wspomnienia sytuacji zgodnych z tym przekonaniem.) → Nie warto nawet prosić o pomoc, bo i tak jej nie dostanę. |
ZB:
(W ciągu najbliższych godzin spontanicznie pojawiają się wspomnienia otrzymanego od rodziny wsparcia.)
→ To nieprawda! Mam wsparcie! Mogę porozmawiać z rodziną. |
Pomocne jest też zachowywanie świadomości odkrytych postaw przy wchodzeniu w sytuacje podobne do A, ponieważ daje szansę na zestawienie ich z bieżącymi obserwacjami. Możemy wówczas:
– świadomie reagować nadal w dotychczasowy sposób, lecz z nową z uważnością na konsekwencje,
– zachować się na próbę w nowy sposób, również z uważnością na realne konsekwencje (eksperyment behawioralny),
– obserwować inne osoby w podobnej sytuacji, ich zachowania i konsekwencje.
Poniżej kolejny fragment dotyczący pracy ze wspomnianym wyżej klientem w terapii koherencji, cierpiącym z powodu braku pewności siebie.
„Po poinformowaniu, że wykonał zadanie wielokrotnego czytania karty i rozpoznawania celu swoich objawów, Richard chciał opisać sytuację, która go uderzyła.
‘Byłem na spotkaniu organizacyjnym w pracy i przyszło mi na myśl dobre rozwiązanie problemu, który był omawiany. Ale przeszedłem do ‘Co ja tam wiem?’ i milczałem… Chwilę później ktoś inny się odezwał i zaproponował to samo rozwiązanie, wypowiadając je całkiem pewnie. To mną wstrząsnęło i natychmiast rozejrzałem się po pokoju – zobaczyłem, że wszyscy wyglądają na zadowolonych, że ten facet przedstawił użyteczne rozwiązanie. To było dziwne, oczekiwałem czegoś zupełnie innego, gdybym to ja odezwał się z taką pewnością jak on.’”
Bruce Eecker i inni, „Odblokowanie mózgu emocjonalnego”, s. 109
Takie doświadczenia otwierają „okno rekonsolidacji”, chociaż zwykle nie prowadzą od razu do zmiany postawy. Aby do niej doszło, potrzebne jest kilkakrotne powtórzenie kontrastowania (krok 4). Ponownie więc użyteczne jest jak najpełniejsze uświadomienie dokonanych odkryć i zanotowanie ich (np. jako szkicu w rubryce ZB), a potem uważne powracanie do notatek/ nagrań.
W RTZ notatki Richarda mogłyby np. wyglądać tak (w terapii koherencji stosuje się inny wzór zapisu):
RSA
| A: Jestem na jednym z codziennych spotkań w pracy. Przychodzi mi do głowy pomysł dotyczący tematu, który jest aktualnie omawiany. | ZA = A
|
| B: | ZB: |
| 1. To dobry pomysł.
2. [Nieuświadomiona postawa]: Jeśli poczuję się pewnie i powiem to co wymyśliłem, to będzie znaczyło, że jestem taki jak mój ojciec – arogancki, niewrażliwy dupek, wszystkowiedzący egocentryk. Ludzie mnie za to znienawidzą. To byłoby potworne! Przysięgałem sobie, że nigdy taki nie będę. Nie mogę do tego dopuścić! Nie powinienem czuć się pewny siebie – nigdy. ↓ [Świadome myśli automatyczne]: Co ja tam wiem? Kim niby jestem, żeby myśleć, że wiem, co jest słuszne? To może być błąd. Uważaj – nie wychylaj się! |
1. To dobry pomysł. Mogę się nim podzielić.
2. Na ostatnim spotkaniu organizacyjnym w pracy przyszło mi na myśl dobre rozwiązanie problemu, ale przeszedłem do ‘Co ja tam wiem?’ i milczałem. Chwilę później odezwał się [X] i zaproponował to samo rozwiązanie, wypowiadając je całkiem pewnie. Rozejrzałem się po pokoju – ku mojemu zaskoczeniu wszyscy wyglądali na zadowolonych. ↓
???
|
| C: niepokój | ZC: |
| D: milczę, rezygnuję z przedstawienia swoich pomysłów. | ZD: pewnie zgłaszam swoje uwagi |
Zapis po prawej stronie (punkt 2) przypomina tradycyjną „debatę z B”. Główna różnica polega na tym, że w tym momencie nie dążymy do sformułowania ostatecznej, zdrowej myśli ani „wyperswadowania sobie” niezdrowej, lecz po prostu notujemy swoje spontaniczne myśli, wspomnienia czy spostrzeżenia, a potem powracamy do nich, by podtrzymać stan dysonansu.
Poniżej fragment rozmowy Richarda z terapeutą, który zaproponował powrót w wyobraźni do zdarzenia opisanego w punkcie 2 po prawej stronie (s. 111 – polecam pełen opis, bez skrótów).
„T [miękko]: Cały czas wydawało ci się, że powiedzenie czegoś z pewnością siebie może być uczynione tylko w dominujący sposób – tak, jak robił to twój ojciec. Jednak teraz nagle widzisz, że to może odbyć się zupełnie inaczej i ludziom to nie przeszkadza. […]
K: Taak, no tak.
T: Hmm…. [Cisza przez około 20 sekund] Więc jak to jest? (…)
K: To jest jakieś dziwne. To tak jakby istniała część świata, której wcześniej nie dostrzegłem, mimo że była tuż obok przez cały czas. (…)
T: Jak to jest, widzieć i czuć teraz obie części? (…)
K: [Pauza, a po nim nagły, radosny śmiech] To dosyć śmieszne. Znaczy – co? Jak mogłem tak myśleć? (…)
T: Masz na myśli – jak mogłeś sądzić, że mówienie z pewnością siebie albo przedstawianie jakichś dobrych pomysłów, które masz, mogłoby sprawić, że będziesz postrzegany jako arogancki, nieczuły i dominujący – tak jak twój ojciec – i że będziesz za t nienawidzony?
K [śmiejąc się ponownie] Tak!”
W przytoczonym przykładzie widać, że dzięki kilkakrotnemu powtórzeniu kontrastowania dochodzi do pełnej rekonsolidacji (punkt 5 procesu). Efekty terapeuta sprawdza na kolejnym spotkaniu (s. 116).
„Podczas czwartej sesji, tydzień później Richard powiedział: ‘Coś się naprawdę zmieniło. Czuję się naprawdę inaczej w pracy, ale nie tak, jak sobie zawsze wyobrażałem, że będę się czuł, jeżeli zdołam przestać się tak wahać. Zawsze sądziłem, że będę się czuł niezwykle pewny siebie, jak jakiś geniusz, ale tak nie jest. Zmiana polega tyko na tym, że nie czuję się już niepewnie. To duża ulga, ale nie ma bicia dzwonów ani fanfar. Właściwie, to dosyć zwyczajne. Kiedy mam coś do powiedzenia albo dodania, po prostu to mówię i nie jest to problem.
Terapeuta odpowiedział: ‘Hmm. To rzeczywiście spora zmiana. Cieszę się, że to słyszę.’ Zniżając ton, terapeuta dodał: Ale powiedz mi, kiedy masz coś do powiedzenia i po prostu to mówisz, co z zagrożeniem, że będziesz jak twój wszechwiedzący ojciec? Co z byciem za to nienawidzonym? I co ze strachem przed tym wszystkim i jak istotne jest dla ciebie chronienie się przed tym?’ (…)
Richard zastanowił się nad pytaniem, wpatrując się w terapeutę w milczeniu przez kilka sekund, po czym odpowiedział: ‘Cóż, nie wiem, co ci odpowiedzieć. Jedyne, co mogę powiedzieć, to że już mnie to nie martwi. I kiedy słyszę, jak to mówisz, wydaje mi się trochę dziwne, że to kiedykolwiek… Znaczy: to w ogóle był mój problem?’” (s. 116-117)
Osoby, które znają model stadiów zmiany Prochaski i jego współpracowników, zauważą, że przedstawiony efekt pasuje do opisu stadium zakończenia.
c. Sprawdzanie przekonań
Kolejnym momentem, w którym często spontanicznie dochodzi do kontrastowania (a czasem do pełnej rekonsolidacji) jest zadawanie 5 Pytań Zdrowego Myślenia. Częściowo ze względu na ich treść, a częściowo dlatego, że wówczas kilkakrotnie powracamy do postawy/ przekonania i uważnie się jej przyglądamy.
Pytanie pierwsze („Czy to jest oparte na oczywistych faktach?”) naturalnie prowadzi do wydobycia danych niezgodnych z postawą. Poniżej kilka przykładów RSA (lub jej fragmentów), z zaznaczonymi wglądami, które pojawiły się właśnie dzięki 1 pytaniu. Chodzi o spontaniczne odkrycia odczuwane przez daną osobę jako „oczywiste” (chociaż wcześniej niezauważane).
- RSA cytowanego już wcześniej klienta, którego córka poprosiła o opiekę nad wnukiem.
| A: Córka dzwoni i prosi o zaopiekowanie się dzisiaj wnukiem. | ZA = A
|
| B:
Córka jest nieodpowiedzialna. Jeśli się nie zgodzę, może zrobić z dzieckiem coś nieodpowiedzialnego. → Nie mam wyboru, muszę się zgodzić. |
ZB:
W sprawie dziecka córka jest odpowiedzialna. Przeżyło z nią 6 lat ;-)! Tym razem też zadba o niego, nawet jeśli nie pomogę. → Mam wybór! |
| C: niepokój | ZC: spokój |
| D: Zgadzam się i na szybko przeorganizowuję inne plany na ten dzień.
|
ZD: Mówię spokojnie, że na dziś mam już inne plany. (Gdy nie ma lęku o wnuka, pojawia się możliwość świadomego wyboru – innego dnia mógłbym się zgodzić.) |
| B: [Współpracownice] czekają, aż zrobię to za nie. To nie w porządku!
C: złość |
ZB: Nigdy mnie o to nie prosiły. To jest tylko moje odczucie!
C: ulga |
3.
| B:
Spóźnianie się mnie uczłowiecza, oznacza, że nie jestem sztywna. Przychodzenie zawsze na czas jest nieludzkie. [pojawiają się negatywne wspomnienia dotyczące punktualnych osób. Głębsza postawa: Jeśli będę punktualna, stanę się taka jak one i będę krzywdzić ludzi. To o wiele gorsze, niż stres związany ze spóźnianiem się!] |
ZB:
[Pojawiają się nowe wspomnienia] Znam ludzi, którzy się spóźniają i są fajni. = Spóźnianie się jest ludzkie, ale to nie jest cecha konstytutywna. [Mogę przyjść na czas i nikogo przez to nie skrzywdzić!]
|
| A: droga z przystanku na zajęcia.
B1. Muszę sobie teraz zapalić, bo potem nie będzie czasu. Potem będzie mi się bardzo chciało, nie będę mogła skupić się na zajęciach. |
ZA = A
ZB1. Jeśli będę skupiona, nie będzie mi się chciało palić (wskazuje na to doświadczenie). W razie potrzeby zawsze będę mogła wyjść. |
| (…) | (…) |
| B3. To jest chyba niewykonalne, żeby rzucić palenie. | ZB3. Skoro inni potrafią rzucić palenie, to ja też mogę. |
5.
| B:
Jak pisałam pracę magisterską, to nie robiłam tego systematycznie, a wyszło całkiem nieźle. → Mogę to zrobić tak, jak wtedy. Nie ma potrzeby nic zmieniać! |
ZB:
[Pojawiają się dokładniejsze wspomnienia]. Efekt był niezły, ale w trakcie wcale nie byłam szczęśliwa!
|
6.
| B:
Jestem do niczego. Nadaję się tylko do sprzątania i siedzenia w domu. |
ZB:
Noo, nie! Gdybym oceniała inną osobę z takim bilansem życiowym jak ja, powiedziałabym, że jest super. |
7.
| B:
Nie potrafię nauczyć się jeździć samochodem bez instruktora. |
ZB:
Zdarzało mi się jeździć samodzielnie i poradziłam sobie! |
Nie zawsze jednak pytanie nr 1 daje tak dobry efekt. Dla wielu osób jest ono trudne i czasami można przy nim „utknąć”. Zdarza się, że osoba, z którą pracujemy, stanowczo stwierdza, że dane przekonanie „dla niej jest prawdą”, „po prostu nie może wierzyć w coś innego” – mimo, że przekonanie wcale nie spełnia Pierwszej Zasady Zdrowego Myślenia. Może to być kwestia niedostatecznej edukacji (niewiele osób przeszło trening weryfikowania przekonań zgodnie z kryterium faktów); może też jednak oznaczać, że dana osoba nie chce/ obawia się podważać swoją wizję rzeczywistości (najwyraźniej nie odkryliśmy ważnej postawy, według której ta wizja jest jej potrzebna). Często lepiej wówczas pominąć pierwsze pytanie i przejść do pozostałych czterech albo zamiast nich zrobić „BZiK”. Ta druga opcja jest moim zdaniem nawet bardziej produktywna, jeśli przy odpowiedziach na pytania 2-5 pojawia się wahanie („trochę pomaga, trochę nie”), ponieważ „BZiK” dostarcza bardziej szczegółowych danych.
Jak zwykle przy „BZiK”-u, można dodatkowo sięgnąć po pracę z trybami (subosobowościami), metodę intuicyjnego kończenia zdań lub „strzałkę w dół”.
Bilans („BZiK” I)
| 1. Dzięki temu, że wierzę w tę myśl….
(Co dobrego się dzieje? Przecz czym się chronię/ czego niedobrego unikam?) – …. – ….. – …… |
2. Przez to, że wierzę w te myśl…
(Co negatywnego dla mnie się dzieje, kiedy w to wierzę? Jakie są koszty?) – ….. – ….. – ….. |
Bilans („BZiK” II)
| 1. Gdybym przestał/ przestała w to wierzyć….
(Co złego by się stało?) – …. – ….. – …… |
Gdybym przestał/ przestała w to wierzyć…
(Co wydarzyłoby się dobrego?) – ….. – ….. – ….. |
Do sporządzania „BZiK”-a można również wykorzystać hipotetyczne nowe myśli, które mogłyby się znaleźć po prawej stronie. Mogą to być np. myśli zgodne ze zdrową semantyką albo zaproponowane przez samego klienta, który „chciałby tak myśleć, ale jakoś nie może się do tego przekonać”. Przykładowo: klient wierzy, że w danej sytuacji „powinien był postąpić inaczej”, a chciałby wierzyć, że „postąpił najlepiej, jak był stanie w tamtym momencie”. W takim wypadku, odpowiednio przeformułowujemy „BZiK” II.
Co ważne – nie wymuszamy zmiany przekonania, a jedynie sprawdzamy, czy taka zmiana byłaby korzystna (z punktu widzenia różnych systemów pamięci klienta).
„BZiK” II
Jeśli uwierzę, że postąpiłem najlepiej jak umiałem, to….
| – Co złego się stanie? Jakich kosztów się obawiam?:
– …. – ….. – …… |
Co zyskam? Co się zmieni na lepsze?
Jakie będą pozytywne konsekwencje?: – ….. – ….. – ….. |
Dodatkowo można zastosować ćwiczenie wyobrażeniowe, w którym zestawiamy obraz siebie z dotychczasowym przekonaniem i jego konsekwencjami, z obrazem siebie i swojego życia po zmianie przekonania na nowe. Istotne jest zestawienie obydwu obrazów w jednym polu uwagi. Jest to modyfikacja ćwiczenia stosowanego czasem w terapii koherencji.
| Obraz 1 – wierzę w przekonanie:
„Powinienem był zrobić więcej, postąpić inaczej.”
Jak wygląda moje życie z tym przekonaniem? |
Obraz 2 – wierzę w przekonanie:
„Postąpiłem najlepiej, jak byłem w stanie”.
A jak wygląda moje życie z tym przekonaniem? |
d. Tworzenie nowych myśli (prawa strona RSA)
Przeanalizujmy teraz wariant, w którym przekonanie zostało uznane za niezdrowe i chcemy wypracować nowe, na które nie mamy jeszcze pomysłu. Wiele osób uczących się RTZ zgłasza, że brakuje im konkretnego „przepisu” na tworzenie nowych przekonań. Być może ten podrozdział będzie dla nich w jakimś stopniu pomocny (choć na pewno nie wyczerpie tematu).
Zacznijmy jednak od tego, że zgodnie z teorią chaosu poczucie „nie wiem, jakie jest rozwiązanie” i wrażenie zagubienia to naturalne, a nawet pożądane zjawisko. Oznacza, że dana osoba dostrzegła bezużyteczność dotychczasowych postaw, a jej umysł szuka nowych dróg. Jeśli ten proces nie zostanie zakłócony, zwykle pojawi się rozwiązanie. „Jeśli chaos jest tolerowany, progres (wzrost) nastąpi.” (Wirga, DeBernardi, 2005, materiały szkoleniowe „Od chaosu do samoorganizacji”). Analogicznie – nikt raczej nie oczekuje od studenta, że w ciągu dwudziestu minut wymyśli ostateczny tytuł swojej pracy magisterskiej. Wiemy, że taki pomysł zwykle wymaga wielu operacji umysłowych, często powiązanych z aktywnością w świecie zewnętrznym (np. rozmowami z innymi ludźmi, przeglądaniem literatury). Efektów tych działań nie widać od razu. Kluczowa jest więc cierpliwość i zaufanie do procesu, brak przywiązania do wyniku i tolerowanie dyskomfortu klienta (większość z tych postaw jest pomocna także w autoterapii).
„Jeśli zmiana ma być sensowna, odpowiedzi muszą pochodzić z głębi nas samych, a to przyjdzie z czasem. Jeśli będziemy próbowali przyspieszyć proces i wyspekulować odpowiedzi, raczej nam się nie uda dokonać trwałej zmiany. Musimy żyć z niewiedzą, poddać się procesowi i wniknąć w naszą nieświadomość.”
Bruce Lloyd, „Powrót z wygnania”, w: „Jak uporać się z naszą traumą”, s. 84
Poniżej jeszcze bardzo – moim zdaniem – trafna uwaga pochodząca z podejścia prowokatywnego.
„Kiedy pracujesz prowokatywnie, zawsze pamiętaj, że możesz uzyskać opóźnioną reakcję. (…) Bądź… przygotowany na to, że klient może nie być natychmiast bardzo zadowolony z twojej pracy. Daj mu trochę czasu. Niektórym specjalistom od pomagania prościej jest to powiedzieć niż zrobić. Ponieważ wielu z nas jest uzależnionych od wdzięczności – jesteśmy niczym miniatury Jezusa i Maryi. Kochamy wdzięcznych klientów, którzy mówią: ,Och, to było cudowne! To było wyjątkowe! Bo Ty, Mój Coachu, jesteś taki nadzwyczajny! Tak mi teraz dobrze. Byłem chory, a teraz jestem uzdrowiony! Moje problemy minęły, dzięki tobie.’ (…) Większość z nas strasznie leci na natychmiastowe efekty. A w pracy prowokatywnej nie zawsze je dostaniemy.”
Jaap Hollander, „Jak popieprzyć by polepszyć. Coaching Prowokatywny 3 – w działaniu”
Rolą terapeuty nie jest więc natychmiastowe podsunięcie klientowi idealnego rozwiązania. Chociaż od osób praktykujących RTZ zazwyczaj oczekuje się umiejętności proponowania klientom nowych myśli, ważniejsze może się okazać stwarzanie takich warunków, które sprzyjają procesom samoorganizacji (i rekonsolidacji). Maultsby pisał: „Pacjenci najlepiej pamiętają wglądy poczynione samodzielnie” , a także: „Słuchaj swojego pacjenta, a w 90% przypadków powie ci, jakie jest rozwiązanie jego problemu.”

rys. Agnieszka Zapart, Obrazkoterapia
Pracę nad nowymi przekonaniami możemy rozpocząć od najprostszego pytania: Jakie myślenie w tej sytuacji byłoby dla ciebie zdrowsze? Pewne ukierunkowanie, ograniczające chaos zapewniają oczekiwane efekty wpisane w punktach ZC i ZD. Jeżeli to nie wystarcza, istnieją metody pomagające znaleźć przydatne informacje i pomysły:
– zapisane w różnych systemach pamięci klienta (lub w autoterapii – w pamięci własnej),
– dostępne na zewnątrz,
– skonstruowane dzięki nowym doświadczeniom (realnym lub wyobrażonym).
Podział na te trzy źródła informacji jest umowny (częściowo zachodzą one na siebie).
Jedną z technik, w których wykorzystuje się zasoby pochodzące z własnych systemów pamięci danej osoby, jest proponowane przez Maultsby’ego udzielanie odpowiedzi na zapisane w rubryce B pytania retoryczne. Poniżej kilka przykładów.
„Ja: Zadawała sobie pani pytanie: ‘Po co mam żyć?’ A czy odpowiedziała pani na to pytanie?
Pacjentka: Nie, nie odpowiedziałam. (…)
Autentyczne pytania są szczerymi prośbami o informację. To dlatego ludzie prawie zawsze starają się udzielić na nie odpowiedzi (nawet, jeśli ta odpowiedź brzmi: ‘Nie wiem’). Natomiast pytanie retoryczne nie jest prawdziwym pytaniem. Jest ono zakamuflowanym przekonaniem ujętym w formie pytania. (…)
W praktyce klinicznej jednym z najczęstszych zwodniczych pytań retorycznych, którym pacjenci doprowadzają się do rozpaczy, jest: ‘Jak mogłem popełnić takie głupstwo?’. Zwykle ukrywa ono przekonanie: ‘Nie powinienem był popełniać takiego głupstwa’. To przekonanie wyzwala gniew i niepożądane wyobrażenia dotyczące siebie i innych. Tymczasem spójrzmy, co by się stało, gdybyśmy udzielili obiektywnej odpowiedzi na to pytanie. Obiektywna odpowiedź na: ‘Jak mogłem…?’ brzmi: ‘Łatwo. Zrobiłem to tak łatwo, że nawet nie zdawałem sobie sprawy, że to robię, dopóki tego nie zrobiłem.’ (…) Teraz powróćmy do pani Morrsey.
Ja: Rozumiem. Nie odpowiedziała pani na postawione pytanie, ponieważ w rzeczywistości nie było ono pytaniem. Było to zwodnicze pytanie retoryczne. Innymi słowy, było to pytanie fałszywe albo też pseudo-pytanie kryjące silne, chociaż niewypowiedziane przekonanie. Myślę, że pani pytanie retoryczne ukrywało przekonanie: ‘Nie mam po co żyć’. I to przekonanie wyzwoliło odczucia emocjonalne i czynności fizyczne, które były logiczne i właściwe dla osoby nie mającej naprawdę po co żyć. Jednakże czy faktycznie nie miała pani po co żyć?
Pacjentka: Nie, proszę pana. Jest moja córeczka, dla której mam po co żyć. Wtedy tego nie dostrzegałam.
Ja: Dobrze! Właśnie dlatego trzeba odpowiadać na wszystkie stawiane sobie pytania. Inaczej sprawiają one, że czuje się pani i reaguje tak, jakby oczywiste kłamstwa były oczywistymi faktami.”
Maxie C. Maultsby, „Racjonalna Terapia Zachowania”, s. 156-158
„Zapomnij na chwilę, że mówiąc: ‘Co za matka tak krzyczy na swoje dziecko?’, chcesz ją jedynie skrytykować. W zamian wyobraź sobie, że zadajesz sobie to pytanie całkowicie naukowo. Ze szczerą ciekawością. (…)
‘Co za matka tak krzyczy? Hmmm… pomyślmy…’ (…)
I zaczynasz szukać odpowiedzi. Jak detektyw Monk albo Sherlock Holmes na podstawie przesłanek, które masz przed sobą lub które możesz wydedukować. (…) Zaczynają Ci świtać pierwsze odpowiedzi (a nie oceny) (…). Na przykład dość łatwo sobie wyobrazić, że matka małego berbecia będzie solidnie niewyspana i zmęczona.”
Emilia Mielko, Jak w ciągu chwili przejść od ostrej krytyki do wyrozumiałości?
„’Czemu nigdy nie przychodzisz na obiad za pierwszym razem, kiedy cię wołam?’ Czemu tak trudno nakłonić cię do pozmywania naczyń?’ (…) No właśnie: a gdyby te pytania potraktować nie jak skargi, ale prawdziwe pytania?”
Stuart Shanker, „Self-Reg”
Pytania retoryczne, wyobrażenia i inne formy myśli można również zamieniać na twierdzenia (identyfikować ukryte za nimi przekonania). Wówczas możemy zastosować najbardziej znaną metodę terapii poznawczo-behawioralnej, czyli bezpośrednie sprawdzanie:
– Co dana osoba już wie na „przerabiany” temat? Jakie zna fakty?
A następnie:
– Czy potrzebne jej są jakieś dodatkowe informacje? Jeśli tak, jak może je zdobyć?
Potem przychodzi czas na wnioski dotyczące pożądanej reakcji, np. możliwych działań.
W RTZ pytania te często w naturalny sposób pojawiają się po 1 Pytaniu Zdrowego Myślenia. Pamiętam np. pracę z kobietą, która bała się latania; jednym z jej przekonań w punkcie B było: „Pod tą podłogą nic nie ma!”. Ta myśl generowała przerażające obrazy pustki i braku oparcia. Poniżej fragment naszego dialogu.
T: Czy ta myśl jest parta na oczywistych faktach?
K: Tak!
T (z entuzjazmem): Nie 🙂
Po wyjaśnieniu, jaki jest fizyczny mechanizm pozwalający samolotowi latać, klientka stworzyła nowy, uspokajający obraz samolotu podtrzymywanego od dołu przez „poduszkę powietrzną”. (Oczywiście w przypadku klienta niezainteresowanego nowymi informacjami, taka „dyrektywna” interwencja byłaby przeciwskuteczna.)
Osoby cierpiące z powodu lęku zwykle przeceniają prawdopodobieństwo niebezpiecznych zdarzeń, a pomijają bardziej prawdopodobne, korzystne scenariusze. Strach przed lataniem komercyjnymi liniami pasażerskimi jest tu modelowym przykładem, jednak ten mechanizm dotyczy także wielu innych lęków. Dlatego w pracy nad nimi często odwołujemy się do faktów, w tym do danych statystycznych. Niekiedy klienci już je znają (tylko nie borą pod uwagę) i wtedy dobrze sprawdza się dialog sokratejski. W innych przypadkach potrzebna jest edukacja, która może odbywać się na sesji lub między sesjami (źródłem informacji nie musi być terapeuta).
Pracowałam np. kiedyś z klientem, który bał się, że ktoś z jego rodziny może zginąć w wypadku drogowym. Sięgnęliśmy po ogólnie dostępne statystyki; okazało się, że prawdopodobieństwo śmierci z powodu wypadku w Polsce w ciągu najbliższego roku dla przeciętnej osoby wynosi około 1/1000, a można je dodatkowo zmniejszyć, unikając ryzykownych zachowań. Ta analiza pozwoliła klientowi obniżyć poziom niepokoju i zająć się innymi sprawami.
Analizowanie dostępnej wiedzy sprawdza się też bardzo dobrze w przypadku przekonań dotyczących konkretnych, praktycznych decyzji (np. „Warto/ nie warto zgodzić się na tę operację”). Zdarza się, że dosłownie ratuje ono komuś życie (lub zdrowie) albo pozwala zaoszczędzić niepotrzebnego cierpienia. Zwiększa także odporność na takie zjawiska, jak np. oparty na nieracjonalnej nadziei marketing, reklama, pseudonauka, różne formy propagandy i perswazji, „fake news” itd.
W przypadku bólu emocjonalnego (lęku, wstydu, przygnębienia) czy braku motywacji do działania nie zawsze jednak analizowanie faktów wystarcza. Co więcej – nie zawsze jest konieczne.
„Poważny lęk przed lataniem lub jakikolwiek inny wyuczony (oparty na niezdrowych przekonaniach i postawach) problem emocjonalny z pewnością więc nie ustąpi pod wpływem logicznych argumentów, przedstawiających dane o bezpieczeństwie podróżowania komercyjnymi liniami lotniczymi. Niedorzecznością byłoby oczekiwanie, że pod wpływem takiej argumentacji jakakolwiek osoba z fobią natychmiast przestanie się bać. Ostatecznie większość z nas wie, że więcej ludzi umiera w samochodach, niż w katastrofach lotniczych. Jednak fakty nie przemawiają do nas tak silnie, jak nasze ‘osobiste prawdy’ (ang. truthiness) i wypływające z nich uczucia.”
Maxie C. Maultsby i inni, „ABC Twoich Emocji” (2019), s. 125
Jak już wspomniano –dla starszych ewolucyjnie systemów pamięci najbardziej wiarygodne są osobiste doświadczenia (realne lub wyobrażone). Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że rozmawianie o faktach jest skuteczne tylko wtedy, gdy wpływa na te doświadczenia (np. uruchamiając lub pozwalając stworzyć nowe mentalne obrazy). Kluczowe znaczenie może więc mieć sposób rozmawiania o nich.
Poniżej opis badania przeprowadzonego przez Amosa Tversky’ego.
„Uczestnikami badania byli lekarze, którym wręczono statystyki dotyczące skutków dwóch sposobów leczenia raka płuc: chirurgicznego i radioterapii. Połowa uczestników otrzymała statystyki na temat wskaźnika przeżywalności [po operacji], pozostali dostali te same dane, jednak w formie wskaźnika umieralności. Dwa opisy rezultatów krótkoterminowych brzmiały następująco:
[1] W okresie jednego miesiąca przeżywalność wynosi 90%.
[2] W pierwszym miesiącu notuje się umieralność na poziomie 10%.
(…) Leczenie operacyjne cieszyło się o wiele większą popularnością w pierwszej ramie interpretacyjnej (wybierało je 84 procent lekarzy) niż drugiej (gdzie 50 procent lekarzy wolało radioterapię). (…) Gdyby decyzja była osadzona w rzeczywistości, wybór byłby taki sam niezależnie od sformułowania danych. Jednak System 1 [nieświadome myślenie intuicyjne – przyp. A. H.] , jak już wiemy, rzadko pozostaje obojętny na wyrazy nacechowane emocjonalnie: umieralność jest zła, a przeżywalność dobra, wiec przeżywalność na poziomie 90 procent brzmi zachęcająco, a umieralność na poziomie 10 procent budzi lęk. (…)Najwyraźniej wykształcenie medyczne nie zapewnia ochrony przed potęgą narzucanej interpretacji.”
Daniel Kahneman, „Pułapki myślenia”, s. 486-487
Co to dla nas oznacza w praktyce? Nowe, wewnętrzne emocjonalne doświadczenie możemy stworzyć np. modyfikując język (i przekierowując uwagę na bardziej pożądane opcje), a także przy użyciu wyobraźni.
Jedna z naszych kursantek np. samodzielnie „wyleczyła się” z wieloletniego lęku przed lataniem, obserwując przez kilka godzin na dużym lotnisku startujące i lądujące samoloty i wyobrażając sobie pasażerów przeżywających pozytywne emocje (np. podekscytowanie wyjazdem na wakacje lub radość z nadchodzącego powrotu do domu i spotkania z rodziną). Po naliczeniu kilkuset samolotów, które (wbrew jej obawom) bezpiecznie wystartowały i wylądowały stwierdziła, że jej lęk przed lataniem trwale zniknął. Nigdy później nie miała nawrotu, nawet podczas turbulencji. W tym wypadku wszystko wskazuje na skuteczne przeprowadzenie procesu rekonsolidacji pamięci.
Poniżej przykład pracy z kobietą również obawiającą się latania, opartej w całości na technikach wyobrażeniowych.
„Było całkiem oczywiste, że ta kobieta nie postrzega samolotów jako środka lokomocji, który szybko, spokojnie i skuteczne transportuje człowieka z jednego miejsca na drugie. Oczami wyobraźni widziała, jak samoloty rozbijają się podczas startu lub lądowania, jak eksplodują w powietrzu, jak psują im się silniki, odpadają skrzydła, jak stają się płonącymi, śmiertelnymi pułapkami. (…) Gdybyście przed wybraniem się w podróż spojrzeli w kryształową kulę i tam zobaczyli siebie uczestniczących w straszliwym wypadku, czy nie próbowalibyście uniknąć tej sytuacji?(…)
Zaplanowana przeze mnie terapia polegała na zabieraniu tej kobiety w wyobraźni na coraz to przyjemniejsze wycieczki samolotem. Bezpiecznie schowana w wielkim fotelu wyobrażała sobie, że spotyka na pokładzie interesujących ludzi, kosztuje smakowitych posiłków serwowanych w pierwszej klasie, ogląda ciekawe filmy czy zachwyca się wystrojem (…). W miarę jak robiła postępy, zacząłem dodawać trochę turbulencji, ‘dziur powietrznych’ oraz normalnych hałasów samolotowych, powstających na przykład przy wypuszczaniu podwozia.
Mniej-więcej dwa miesiące później, po ośmiu sesjach terapeutycznych połączonych z zadaniami domowymi polegającymi na tworzeniu pozytywnych wyobrażeń, kobieta wybrała się na pierwszą wycieczkę samolotem (…). Dzisiaj, prawie cztery lata po naszym pierwszym spotkaniu, kobieta ta ma za sobą tysiące godzin spędzonych w powietrzu.”
Arnold Lazarus„Wyobraźnia w psychoterapii”, s. 13-15
Ponieważ starsze struktury naszego mózgu reagują na wyobrażenia „bezkrytycznie”, terapeutyczna praca nie musi nawet być oparta na faktach. Poniższy przykład dotyczy pracy z czternastoletnim chłopcem, który bał się psów (źródło j. w., strony 73-74).
„Wypytaliśmy chłopca starannie, co lubi, czego nie lubi, jakie ma pasje i ambicje. Okazało się, że namiętnie pragnie posiadać i prowadzić sportowy samochód marki Alfa Romeo. (…)
[Instrukcja dla chłopca]: ‘Zamknij oczy. Wyobraź sobie, wyraźnie i żywo, że twoje marzenie się spełnia. Alfa Romeo należy do Ciebie. To twój samochód. Stoi na ulicy przed twoim blokiem. Patrzysz na niego. Widzisz jego piękną, lśniąca linię. Postanawiasz pojechać z przyjaciółmi na przejażdżkę. Siadasz za kółkiem, czujesz dreszczyk dumy, że ta wspaniała maszyna należy do ciebie. Zapuszczasz silnik i słuchujesz się w cichy pomruk. Zwalniasz sprzęgło i samochód rusza. (…) Jedziesz teraz pustą, szeroką szosą; samochód sprawuje się świetnie; szybkościomierz pokazuje sto trzydzieści; masz wspaniałe uczucie, że panujesz nad wszystkim; patrzysz na migające drzewa i obok jednego z nich widzisz małego pieska. Jeżeli czujesz lęk, podnieś do góry palec. (…)’ Kontynuowaliśmy ‘podróż’, mijając kolejnego, tym razem większego psa. Następny pies szczekał. Chłopiec ani razu nie zaniepokoił się. Obraz emotywny był zbyt przyjemny.”
Kontynuowanie pracy z wyobraźnią, ze stopniowaniem wyzwań doprowadziło po kilku sesjach do ustąpienia fobii. Widok psa został skojarzony z przyjemnym doświadczeniem, a nie z zagrożeniem. Nowej postawy („spotkanie z psem jest bezpieczne”) nie trzeba było nawet formułować wprost.
Nowe doświadczenia możemy również zaaranżować w realnym świecie, np. poprzez wspominane już eksperymenty behawioralne.
Powróćmy do cytowanych wcześniej przykładów z praktyki RTZ. W wielu z nich – gdyby okazało się to potrzebne – zaplanowanie eksperymentów byłoby stosunkowo proste. Poniżej kilka scenariuszy.
1.
| B: [Współpracownice] czekają, aż zrobię to za nie. To nie w porządku! | Eksperyment: przez jakiś czas wykonuję w pracy tylko swoje obowiązki i obserwuję, co się stanie. |
2.
| B: Muszę sobie teraz zapalić, bo potem nie będzie czasu. Potem będzie mi się bardzo chciało, nie będę mogła skupić się na zajęciach. | Eksperyment: idę na zajęcia bez „porannego papierosa”. Z góry pozwalam sobie w razie potrzeby wyjść. |
3.
| B: Nie potrafię nauczyć się jeździć samochodem bez instruktora.
|
Eksperyment: W trakcie najbliższej jazdy proszę instruktora o ograniczenie pomocy; ewentualnie wybieram się na krótką i prostą samodzielną jazdę (np. do osiedlowego sklepu). Obserwuję, jak sobie radzę i/lub proszę o informację zwrotną. |
4.
| B: Zawsze muszę sobie dać radę sama. Nie mam żadnego wsparcia. Rodzina nie bierze mnie pod uwagę. Nie warto nawet prosić o pomoc, bo i tak jej nie dostanę. | Eksperyment: kilka razy proszę kogoś z rodziny o pomoc w sprawach, w których ewentualna odmowa nie będzie dla mnie bardzo bolesna. |
Ważne jest, żeby eksperyment był dla danej osoby akceptowalny (tzn. akceptowalne muszą być jego najgorsze możliwe konsekwencje). Dlatego zwykle najlepiej sprawdzają się eksperymenty wymyślone przez samych klientów.
Powróćmy na chwilę do przypadku mężczyzny obawiającego się o losy swojego wnuka. Załóżmy, że 1 Pytanie nie doprowadziłoby do nowego wglądu. Mając przekonanie: „Jeśli się nie zgodzę, córka zrobi z dzieckiem coś nieodpowiedzialnego – bo jest nieodpowiedzialna”, mężczyzna raczej nie zdecyduje się w ramach eksperymentu odmówić i „zobaczyć, co się stanie”. Może zamiast tego mógłby np. zapytać córkę, jaki córka ma „plan awaryjny” – co planuje zrobić, jeśli jej odmówi? Albo mógłby zamienić eksperyment behawioralny na „mentalny” i zadać sobie pytania: „OK, załóżmy, że odmawiam córce. Co się prawdopodobnie stanie? Jakie są realne opcje?” Uważna odpowiedź na te pytania mogłaby doprowadzić do odkrycia nowych, uspokajających obrazów (opartych na wspomnieniach wydarzeń z ostatnich lat), które ostatecznie zostałyby zapisane jako bardziej wiarygodne, niż dawne obrazy „nieodpowiedzialnej” córki.
Niekiedy terapeuta może pomóc klientowi zmodyfikować eksperyment w taki sposób, by jego skutki stały się bardziej „możliwe do przyjęcia”.
W jednej z form zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego ludzie wierzą, że same ich myśli bezpośrednio kreują fizyczną rzeczywistość. Prowadzi to do silnego lęku przed wszelkimi „negatywnymi” myślami; np. obawiają się, że jeśli w ich myślach pojawia się obraz bliskiej osoby ginącej w wypadku, mogą na tę osobę „sprowadzić nieszczęście”. W konsekwencji starają się wciąż kontrolować swoje myśli, co pochłania wiele energii i nasila ilość katastroficznych wizji. David Carbonell w swojej książce „W pułapce niepokoju” zaproponował im następujący eksperyment (s. 95):
„Czy myśli są niebezpieczne? Chcesz przeprowadzić pewien eksperyment? Przeznacz minutę na wyobrażenie sobie, że czytana przez ciebie w tym momencie książka zaczęła się palić w twoich rękach. Postaraj się, by twoje myśli były precyzyjne. Wyobraź sobie płomienie, od których zwijają się kartki, zobrazuj sobie białe stronice zamieniające się w szary popiół, poczuj zapach spalonego papieru, ujrzyj dym unoszący się spiralą ku górze. Jeszcze moment, a o zagrożeniu poinformuje cię pikaniem alarm przeciwpożarowy. Tyle że ty, czytając te słowa, wciąż trzymasz w dłoniach nietkniętą ogniem książkę.”
Wiele osób przeżywających lęk potrzebuje jednak również metody, która pomoże im zaakceptować perspektywę scenariusza niepożądanego (którego nie można wykluczyć). Możemy wówczas skupić się na zmianie spostrzegania jego konsekwencji. Także w tym wypadku wyobraźnia jest bardzo pomocna.
Wróćmy do przykładu postaw odkrytych dzięki technice „strzałki w dół”: „Nie zdam tego egzaminu → okaże się, że jestem do niczego. Rodzina będzie się za mnie wstydzić. Nikt mnie nie będzie kochał. Zostanę sam. Tak jak wtedy, gdy… [wspomnienie odrzucenia] Wniosek: Nie mogę do tego dopuścić! Lepiej nie iść na ten egzamin!”
Już pierwsze przekonanie („Nie zdam tego egzaminu”) nie jest oparte na faktach. Moglibyśmy więc np. zapytać:
– W świetle tego co wiesz, na ile prawdopodobne jest, że go nie zdasz, a na ile to, że go zdasz?
– Co możesz zrobić (i czy możesz), żeby zwiększyć prawdopodobieństwo pożądanego wyniku?
oraz ewentualnie:
– Co dobrego mogłoby ci to przynieść?
W tym wypadku jednak najważniejsze wydaje się obniżenie lęku przed ewentualnym niezdaniem egzaminu (chociaż decyzja w tej sprawie należy do klienta). Poniżej hipotetyczna praca wyobrażeniowa.
T: OK. Wyobraź sobie, że rzeczywiście nie zdałeś tego egzaminu. Właśnie się o tym dowiedziałeś. Co się dzieje?
K: Jest okropnie! Jestem załamany. Czuję się do niczego. Jak ja powiem o tym rodzinie?
T: Tak, czyli pojawiają się te wszystkie przekonania.
K: Tak.
[Kluczowe jest, aby nie pozostać w tym najgorszym momencie, lecz zmienić obraz. Można tu wybrać różne metody; np. skupić się na wspomnieniu dawnego odrzucenia i zastosować wyobrażeniową zmianę skryptów – do której wrócimy niżej – albo użyć „wehikułu czasu”, czyli „wyjścia w przyszłość”].
T: OK. Wyobraź sobie, że minął tydzień. Co się dzieje?
K: Nadal mi trochę wstyd, gdy o tym myślę.
T: Uhm. A poza tym?
K: Robię też dużo innych rzeczy. No i myślę o poprawce.
T: Co się dzieje z twoją rodziną?
K: No, żona nadal ze mną jest. Może trochę rozczarowana.
T: A dzieci?
K (uśmiechając się): Normalnie, ich ten egzamin w ogóle nie obchodzi.
Możemy w ten sposób „przewijać film” aż do momentu, w którym pojawia się poczucie: „żyję dalej, poradziłem sobie”. Stanowi ono silny kontrast w stosunku do początkowych, lękowych oczekiwań. Prawdopodobne jest również pojawienie się nowego wglądu dotyczącego relacji z bliskimi ludźmi (np. „Dzieci kochają mnie po prostu za to, że z nimi jestem – czy to nie jest najważniejsze?”)
Mogłoby się wydawać, że ta metoda nadaje się tylko do pracy ze stosunkowo „lekkimi” tematami, gdy możliwe negatywne konsekwencje zdarzeń nie są zbyt poważne. Tymczasem można ją stosować nawet w przypadku np. lęku przed śmiercią, zarówno własną, jak i bliskich osób. Pomaga wówczas rozwijać postawę „radykalnej akceptacji” – zamiast poszukiwania gwarancji, że niekorzystne wydarzenia nigdy nam się nie przytrafią. (UWAGA: podczas tego rodzaju pracy, jeśli pojawiają się silne emocje należy stosować podobne środki ostrożności, jak w przypadku sięgania do bolesnych wspomnień).
Poniżej dwa przykłady.
Pierwszy dotyczy pracy z klientką, która bała się, że mogłaby zginąć w wypadku samochodowym. Okazało się, że sednem jej obaw był lęk przed własną śmiercią, a dokładniej – przed tym, jak zareagowałyby na nią jej dzieci. Przykład pochodzi z książki Judith Beck (2012, s. 249-250; w wydaniu z 2005 roku są to strony 313 – 314).
„Marie obawia się, że jej dzieci byłyby już zawsze zrozpaczone, gdyby umarła. (…)
T: Kto w pani wyobrażeniu mówi dzieciom o pani śmierci?
P; Mąż.
T: Jak to robi?
P: (łka) Przytula je do siebie. Mówi: ‘był wypadek i mama nie żyje’.
T: Co dzieje się potem?
P: Dzieci na początku w to nie wierzą. Zaczynają płakać i mówią ‘to nieprawda, chcemy do mamusi’.
T: Są zrozpaczone?
P: Tak. Bardzo.
T: (odczekuje chwilę) Czy może pani trochę wybiec myślą w przyszłość? Minęło pół roku. Co się teraz dzieje? Czy widzi pani dzieci?
P: Są w szkole. Mają smutne minki. Są przerażone. Puste w środku.
T: Czy źle się czują?
P: Ciągle bardzo źle.
T: Czy możemy przeskoczyć dwa lata w przód? Ile maja teraz lat?
P: Melissa ma osiem, a Linda sześć.
T: Co robią?
P: Bawią się w ogródku. To nasz dom. Mój mąż chyba by się nie wyprowadził.
T: Co robią?
P: Bawią się z dziećmi sąsiadów. Skaczą na skakance, grają w piłkę…
T: Jak się czują teraz?
P: Dobrze, jeśli nie myślą o mnie.
T: A kiedy myślą?
P: (łzy napływają jej do oczu) Czasami jeszcze płaczą. Nie wiedzą, jak sobie z tym radzić.
T: Są równie zrozpaczone, jak wtedy, gdy się dowiedziały o pani śmierci?
P: Nie. Mniej.
Terapeuta delikatnie prowadzi Marię przez wiele wyobrażeń – pięć, dziesięć i dwadzieścia lat po jej wyimaginowanej śmierci. W trakcie ćwiczenia Marie dostrzega, że rozpacz, jaką na początku czują córeczki, w końcu ustaje i przechodzi w okresy smutku, z którymi potrafią sobie radzić. Wyobrażenie sobie ze szczegółami, że je córki dorastają i zakładają własne rodziny, znacząco obniża lęk Marie przed śmiercią w wypadku samochodowym.”
Przykład drugi:
„Dopełnianie [„wyjście w przyszłość” – przyp. A. H.] zostało zastosowane u pacjenta z natręctwem mycia się, który bał się zarażenia i śmierci w następstwie choroby. Często nawiedzało go natrętne wyobrażenie, że umarł, ale w jakiś sposób pozostawał uwięziony w swoim ciele. (…)
T: Chciałbym, aby zamknął pan oczy i wzbudził w sobie to wyobrażenie. Niech się pan postara, aby było ono możliwie najdokładniejsze. Kiedy będzie pan miał przed oczami jasny obraz, proszę dać mi sygnał, podnosząc palec prawej ręki.
P: (Podnosi palec)
T: OK. Czy może pan opisać, co w tej chwili dzieje się w tym wyobrażeniu.
P: Tak. Jestem martwy i wszędzie widzę ciemność.
T: Gdzie pan jest w tej chwili?
P: Jestem w trumnie, pod ziemią, zostałem pochowany.
T: Rozumiem. Co się dzieje teraz?
P: Nic, Jestem uwięziony.
T: Chciałbym, aby pan rozwinął to wyobrażenie w czasie. Mija kilka dni, tygodni, a wreszcie kilka miesięcy. Co się teraz z panem dzieje?
P: Niewiele się zmieniło, ciągle jestem uwięziony. Zima ustąpiła miejsca latu, ale mnie to nie dotyczy.
T: Co w tym czasie stało się z pana ciałem? Czy jest takie samo?
P: No nie. Przypuszczam, że zaczęło się rozkładać.
T: OK. Pozostańmy przy tym obrazie. Niech minie jeszcze kilka miesięcy, tak aby pańskie ciało jeszcze bardziej się rozłożyło. Co teraz się z panem dzieje?
P: Już jestem wolny. Nie jestem uwięziony w swoim ciele, ponieważ ono już nie istnieje.
T: Pozostańmy przy tym obrazie uwolnienia się od ciała. Jak się pan teraz z tym czuje?
P: Czuję się lepiej. Teraz jest dobrze. Nie będę uwięziony na zawsze.”
Adrian Wells, „Terapia poznawcza zaburzeń lękowych” , s. 90-91
Powyższe przykłady dotyczą konstruowania nowych doświadczeń. Nie zawsze jest to konieczne – często wystarczy uaktywnić istniejącą już wiedzę i wspomnienia doświadczeń niezgodnych z niezdrowym przekonaniem. W ich odnajdywaniu pomocne są różne warianty „pytań o wyjątki”, np.:
– Czy kiedykolwiek w podobnej sytuacji zdarzyło ci się zareagować inaczej? Jak to zrobiłaś/ zrobiłeś?
– Czy kiedykolwiek zdarza ci się myśleć o tym inaczej?
Maultsby proponował: „Znajdź sferę życia, w której pacjent dobrze sobie radzi. Następnie podkreśl, że aby osiągnąć sukces terapeutyczny, musi zastosować wypróbowane w tej dziedzinie umiejętności do rozwiązywania problemów, na które aktualnie reaguje bólem emocjonalnym.”. Poniżej przykład.
„Profesor Nelson specjalizował się w ekonomii. W wieku trzydziestu trzech lat był już autorytetem w swojej dziedzinie. Miał wiele publikacji, był popularnym wykładowcą i dobrym administratorem swojego wydziału akademickiego. Ponadto był wręcz rozchwytywany jako doradca biznesowy. Wśród klientów cieszył się zasłużoną opinią osoby sensownej, myślącej realistycznie i znanej ze szczególnych umiejętności rozwiązywania problemów źle funkcjonujących przedsiębiorstw. (…)
Aktualny epizod cierpienia emocjonalnego profesora Nelsona zaczął się kilka dni przed naszym pierwszym spotkaniem. Zauważył on wówczas czapę śniegu na dachu swojego domu. Natychmiast zaczął się denerwować potencjalną koniecznością drogiej naprawy dachu, której koszty mogłyby nie zostać pokryte przez ubezpieczenie; stale narastający lęk szybko zaczął negatywnie wpływać na jego pracę i ograniczył sen do ,około dwóch godzin na dobę’. (…)
Pacjent: Tak naprawdę wpadam w panikę, bo czuję, że – mój Boże – już teraz nie starcza nam na życie, więc jak moglibyśmy zapłacić za naprawę nieobjętą ubezpieczeniem?(…) Najgorszą dla mnie chwilą w miesiącu jest ta, kiedy muszę usiąść i spróbować opłacić rachunki, równoważąc wydatki z książeczki czekowej. (…)
Ja: (…) Jest pan doradcą biznesowym. Proszę mi powiedzieć, czy napisałby pan w raporcie o stanie przedsiębiorstwa: ‘brak aktywów’ tylko dlatego, że przedsiębiorstwo nie ma tylu aktywów, ile miało w poprzednim roku, albo że dyrektorowi przedsiębiorstwa nie podoba się rozważenie możliwości wydania
na bieżące zobowiązania części rezerw gotówkowych?
Pacjent: Nie, nie zrobiłbym tego.
Ja: Dlaczego by pan tego nie zrobił?
Pacjent: Nie odzwierciedlałoby to faktów, a więc nie mógłbym tego zrobić.
Ja: Bardzo dobrze. Przedstawię panu ważne odkrycie. Nie pomoże pan sobie emocjonalnie, dopóki nie będzie pan gotów być tak samo logicznym w odniesieniu do swoich osobistych spraw, jak pan jest w odniesieniu do rocznego sprawozdania finansowego jednego z pańskich klientów.” (s. 192-193)
Poniższy przykład pochodzi z kolei z praktyki Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach (TSR).
„Insoo została niedawno poproszona o konsultację w sprawie 15-latki, którą będziemy nazywali Beth Visser. (…) Powiedziano jej, że zarówno służby społeczne, jak i rodzice Beth, ‘mają jej dość’. (…) Państwo Visser (…) zażądali umieszczenia Beth poza domem. (…)
Beth: (…) Wiem, jak być w dobrych stosunkach z mamą Peggy. Wykonuję swoje obowiązki, jak u nich jestem. Mama Peggy powiedziała, że mogę zostać, jak długo będzie trzeba.
Insoo: No, proszę – wiesz mnóstwo rzeczy. (…) Powiedz mi więc, jak to możliwe, że mama Peggy pozwoli ci mieszkać ze swoją rodziną? Nie każdy chciałby w domu kolejną 15-latkę. [obie się śmieją]
Beth: Jest bardzo miła. Bardzo ją lubię. Zwykle jej pomagam przy zmywaniu, nakrywam do stołu itd. (…)
Insoo: Naprawdę? Nie mogę w to uwierzyć. Mówi się, że nastolatki są bałaganiarzami i tak dalej.
Beth: [śmiejąc się] No jasne, że jestem! Ale kiedy mieszkam u koleżanki, to wiem, jak się zachować.
Insoo: Od kogo się tego nauczyłaś, Beth?
Beth: Od mamy i babci.”
Peter De Jong, Insoo Kim Berg, „Rozmowy o rozwiązaniach”, s. 84-90
Czasami wyjątki można odnaleźć dopiero w doświadczeniach (wspomnieniach) z odległej przeszłości. Poniżej fragmenty długiej rozmowy terapeuty z osobą uzależnioną od kokainy (wytłuściłam kluczowe przekonanie).
„P: Od trzech tygodni nie biorę i… muszę być szczery tutaj… naprawdę tęsknię do brania.
T: Za czym Pan tęskni?
P: Tęsknię za tym wszystkim: za przyjaciółmi, za imprezami, za całym tym zgiełkiem. (…) Nie ma nic równie przyjemnego jak siedzieć z grupą przyjaciół i być na haju. (…) Nic, co kiedykolwiek robiłem!
T: Bill, co innego mógłby Pan robić z przyjaciółmi, aby sprawić sobie przyjemność? (…)
P: Cóż, z tymi znajomymi to nie wiem, ale z poprzednimi mógłbym zagrać w baseball, w tenisa lub pograć w jakiś inny sport.
T: Co jeszcze?
P: Myślę, że jest mnóstwo rzeczy… ale żadna nie wydaje się tak podniecająca, jak branie kokainy.
T: Spróbujmy pomyśleć o paru innych rzeczach. Co było dla Pana najbardziej podniecające, zanim zaczął Pan brać?
P: No cóż, lubiłem przygody. Kiedy byłem znacznie młodszy, lubiłem piesze wycieczki i wspinaczki górskie, ale już nie jestem w formie. (…)
T: Co Pan czuł w przeszłości, kiedy uprawiał Pan turystykę czy wspinaczkę?
P: Czułem się wspaniale… Chciało się żyć!
T: Jak to się ma do uczucia haju po kokainie?
P: (przerwa) … Myślę, że w pewien sposób było to lepsze.
T: Co Pan ma na myśli?
P: To, że na uczucie wynikające z tamtych działań w pełni sobie zasłużyłem. Nie było wtedy pójścia na skróty. To było wspaniałe uczucie.”
Aaron Beck i inni, „Terapia poznawcza uzależnień”, s. 187-189
W poszukiwaniu pomocnych informacji zapisanych w różnych systemach pamięci (a także tworzeniu nowych doświadczeń) po raz kolejny dobrze sprawdza się też praca z trybami (subosobowościami). W ramach niej możemy wyróżnić trzy podstawowe techniki. W dużym stopniu są one kontynuacją technik omawianych w punkcie a („Optymalny poziom pobudzenia”).
1. „Co powiedziałabyś/ powiedziałbyś w takiej sytuacji komuś, komu dobrze życzysz? (Np. przyjacielowi, swojemu dziecku).
Najlepiej wyobrazić sobie całą scenę, wybierając konkretną osobę: „Wyobraź sobie, że twój przyjaciel/ twoje dziecko przychodzi do ciebie z takim problemem. Co byś zrobił/ co byś mu doradził?”.
Uwaga: w tym momencie abstrahujemy od tego, czy rzeczywiście dawanie rad w przyjaźni jest najlepszą formą wsparcia. Chodzi raczej o to, że trafne rozwiązania przychodzą nam do głowy tym łatwiej, im mamy większy dystans do problemu (pod warunkiem, że dystansowi towarzyszy zaangażowanie i chęć pomocy).
„Kwitnie liczba badań związanych z tak zwaną construal level theory (…) które dowodzą, że nadanie różnego rodzaju dystansu zdarzeniom pomaga umysłowi w rozwiązaniu problemu. (…) [Przykładową, podsuniętą badanym] zagadkę łatwiej jest rozwiązać, jeśli bohater nie jest opisany w pierwszej osobie liczby pojedynczej, a w trzeciej (statystycznie jest to proporcja rozwiązań: 48 do 66%), jeśli dopiszemy, że rzecz dzieje się w dalekim kraju, na przykład w Australii. I jeszcze łatwiej, jeśli podamy, że wszystko działo się dawno temu.” (Miłosz Brzeziński, „Głaskologia”, s. 173).
Inne warianty tej techniki to doradzanie lub udzielanie wsparcia w wyobraźni „sobie widzianemu z zewnątrz” lub „części siebie”. Poniżej przykład z praktyki RTZ.
| B: Może to ja coś źle robię. Może go prowokuję? (dlatego są między nami konflikty) | ZB: Nic złego nie zrobiłaś. Masz prawo być szczęśliwa! |
Warto zwrócić uwagę, że komunikat uzyskany dzięki tej technice zwykle pojawia się w drugiej osobie. Tymczasem przekonania zapisujemy raczej w osobie pierwszej („Nie zrobiłam nic złego. Mam prawo być szczęśliwa”) lub trzeciej („ona nie zrobiła nic złego”). Dopiero wtedy możemy je sprawdzić przy pomocy Pierwszego Pytania Zdrowego Myślenia. Niekoniecznie jednak taka zmiana zapisu będzie korzystna z terapeutycznego punktu widzenia.
Sprawa jest o tyle skomplikowana, że „wyjściowo” różne systemy pamięci tej samej osoby – wypowiadające się z lewej i prawej strony – mają różne przekonania, ukształtowane w różnych kontekstach. System pamięci uaktywniony z prawej strony wierzy w to, co mówi, bo od dawna myśli o ludziach w taki sposób (chociaż życzliwość dla siebie może być dla niego czymś nowym); dla systemu z lewej strony taki komunikat jest natomiast nowy i zaskakujący (dotąd zapewne odbierał on komunikaty obwiniające). Jak już wspomniano –
na ogół nowe doświadczenie musi być kilkakrotnie powtórzone, by doszło do zmiany przekonania (rekonsolidacji). Początkowa reakcja może wyglądać mniej-więcej tak: „O, ktoś mi mówi, że mam prawo być szczęśliwa i nie robię nic złego. To ciekawe! Dotąd zawsze słyszałam coś innego. To dziwne. A gdybym w to uwierzyła?…” Kontynuowanie wyobrażonego dialogu często jest wówczas bardziej owocne, niż pospieszne formułowanie nowego przekonania.
Terapeutyczny efekt takich komunikatów możemy wzmocnić poprzez wprowadzenie dodatkowych technik wyobrażeniowych. W różnych nurtach stosuje się je pod różnymi nazwami. Wspominaliśmy już o „wyobrażeniowej zmianie skryptów”; jej celem nie jest jedynie odkrywanie, lecz również modyfikowanie znaczących wspomnień.
„Pamięć jest plastyczna, co oznacza, że może się zmieniać. Stosunkowo łatwo można zmienić emocjonalne znaczenie wspomnienia. (…) Mówi się, że pamięć zdarzenia z przeszłości jest właściwie pamięcią ostatniego wspomnienia tego zdarzenia, a nie samego zdarzenia. Co jest pocieszające, jeśli chodzi o wspomnienia sytuacji traumatycznych lub bolesnych.”
Bruce Stevens, Eckhard Roediger, „Emocjonalne pułapki w związkach”, s. 231
Jak piszą Arnoud Arntz i Gitta Jacob: „W trakcie wyobrażeniowej zmiany skryptów zagrażające wspomnienia zostają przepracowane i odmienione, a negatywne emocje – zastąpione pozytywnymi, takimi jak poczucie bezpieczeństwa, przyjemność i radość. (…) Wyobrażeniowa zmiana skryptów nadaje się wyjątkowo dobrze do pracy nad lękiem oraz poczuciem zagrożenia, wstrętu, wstydu i winy. Emocje te można (i należy) w znacznym stopniu zredukować za pomocą tej techniki. Jeśli chodzi o smutek, doświadczenie kliniczne wskazuje, że czasem ważniejsze może być jego potwierdzenie i zaakceptowanie, a następnie towarzyszenie pacjentowi w przeżywaniu żałoby.” (z książki: „Terapia Schematów w praktyce. Praca z trybami schematów”).
Podstawowa metoda polega na „wkroczeniu do wyobrażenia/ wspomnienia” i wsparciu osoby doświadczającej emocjonalnego bólu. Klient jako dorosły może np. obronić wyobrażone dziecko przed agresją innych, pocieszyć, zrobić razem coś przyjemnego, czego w przeszłości brakowało itd.
Powróćmy do przedstawionego wcześniej przykładu pracy ze schematem Izolacji Społecznej.
„Wspomnienia izolacji społecznej są bolesne. Chcemy, abyś utulił to wykluczone dziecko. Wyobraź sobie siebie jako dorosłego pocieszającego to dziecko, jakim byłeś. (…) Nie zostawiaj wewnętrznego dziecka w tym bezdusznym miejscu. Zanim opuścisz obraz, pojaw się w nim jako dorosły i wesprzyj [je].”
Jeffrey Young, Janet Klosko, „Program zmiany sposobu życia”, s. 146
Rozbudowaną instrukcję do samodzielnego przeprowadzenia wyobrażeniowej zmiany skryptów (w autoterapii) można znaleźć np. w książce „Emocjonalne pułapki w związkach” (Bruce Stevens, Eckhard Roediger) na stronach 226-232.
Poniżej fragment podobnej pracy z systemem pamięci ukształtowanym w dzieciństwie, pochodzący z terapii ACT (Jenna LeJeune, 2016, polecam cały tekst ze strony uczesiecat.pl).
„Klientka: W trakcie takich nocy jak ta, odczuwam niesamowitą samotność i pustkę, jak gdybym wypełzała z własnej skóry. Nie jestem w stanie tego znieść. Jedyny sposób, który pozwala mi przestać się tak czuć, to cięcie się.
(…)
Terapeuta: (…) Od jak dawna ten schemat zachowania się utrzymuje?(…)
Klientka: No więc, zaczęłam ciąć się około 5 lat temu.
Terapeuta: Czy wtedy pojawiły się uczucia samotności i pustki? Czy może pamiętasz czasy, gdy czułaś się samotna i pusta już przed tym?
(…)
Klientka: O nie, czuję się tak, od kiedy byłam małym dzieckiem. Robiłam wtedy inne rzeczy, takie jak objadanie się. Gdy byłam naprawdę młoda, pamiętam jak zwijałam się w kłębek pod kołdrą na moim łóżku i udawałam, że jestem w wyimaginowanym świecie. Zatracałam się wtedy w tamtym świecie.
Terapeuta: Ile miałaś wtedy lat, gdy leżałaś pod kołdrą, próbując uciec do innego świata?
(…)
Klientka: Nie wiem. Może 6 czy 7.
[W modelu RTZ materiał pojawiający się do tego momentu należałby do lewej strony RSA, tekst poniżej dotyczy już pracy nad prawą stroną – przyp. A. H.]
Terapeuta: Wow, więc cierpisz z tego powodu przez tak długi czas? Zastanawiam się czy byłabyś gotowa wykonać krótkie ćwiczenie ze mną, żeby, być może, z innej perspektywy przyjrzeć się temu, co się tobie dzieje?
Klientka: Pewnie.
(…)
Terapeuta: Zatem teraz poproszę cię, abyś wyobraziła sobie, że stoisz przed swoim domem z dzieciństwa, ale jesteś w swoim obecnym wieku. Masz na sobie to ubranie, co teraz i jesteś taka, jak w tej chwili. Zaczynasz wchodzić do swojego domu i kierujesz się do sypialni z lat dziecięcych. Otwierasz drzwi i widzisz tę małą, 6-letnią dziewczynkę, która wygląda dokładnie tak, jak ty. Widzisz, że jest przestraszona i przytłoczona. Wygląda jak gdyby płakała. Zobacz, co czujesz, mogąc popatrzeć na tę małą dziewczynkę, tego małego przedszkolaka. Jakie uczucia pojawiają się, gdy na nią patrzysz?
Klientka: Smutno mi z jej powodu. Chcę ją przytulić.
Terapeuta: Ok. Idź i zrób to. Zobacz, jak to jest podejść do tej małej, przygnębionej dziewczynki, która jest taka samotna i przytulić ją.
Klientka: Czuję się z tym dobrze.
Terapeuta: Tak, czujesz się z tym dobrze. Ok. Przytulasz teraz tę małą dziewczynkę i wyobraź sobie, że jakimś sposobem wnika ona w twoją klatkę piersiową. Ponownie staje się częścią ciebie. Bo jest częścią ciebie. Trzymasz ją w swoim sercu. (…)”.
Warto zwrócić uwagę na zakończenie ćwiczenia. W różnych podejściach wygląda ono różnie jeśli chodzi o szczegóły, istotne jest jednak to, że po nawiązaniu komunikacji z daną subosobowością, pozostajemy nadal w kontakcie z nią, „zapraszając” do wspólnej teraźniejszości.
„Praca nad wewnętrznym przywiązaniem koncentruje się na byciu ‘tu’, a nie ‘tam’ – zupełnie odwrotnie niż głosiły wcześniejsze terapie traumy. (…) Jedynie pozostając ‘obecnym’ w relacji z [wyobrażonym] dzieckiem, pacjent może mu zapewnić doświadczenie bezpiecznego przywiązania. Ukojenie bólu czy wywołanie pozytywnych uczuć nie zbuduje odporności ani u małego dziecka, ani u dziecięcej części, jeśli zaraz po nim nastąpi szybkie: ‘OK, zrobione. Teraz muszę się zająć innymi, ważniejszymi sprawami.’”
Janina Fisher, „Terapia osób, które przetrwały traumy złożone”, s. 321
Czasami łatwiej jest zmienić wyobrażony scenariusz z przeszłości, niż pamiętać o odkrytych podczas takiej pracy potrzebach, które trzeba będzie nadal zaspokajać.
Poniżej przykład „naprawczego doświadczenia” zaaranżowanego w teraźniejszości przez klientkę, która miała traumatyczne wspomnienia związane z urodzinami i w tym okresie przeżywała kryzysy samobójcze.
„JA: A może zafunduje pani swoim dziecięcym częściom wyjątkowe urodziny? Od tak dawna czekają na to, by móc uczcić tę okazję ‘po swojemu’. Przede wszystkim powinny dostać jakiś prezent – od pani. Niech się pani wybierze do jakiegoś klepu z zabawkami, wejdzie do środka i pozwoli swobodnie wędrować swoim oczom. Proszę uważnie śledzić, na czym pani wzrok zatrzyma się na dłużej, do których zabawek będzie powracał. (…)
Tydzień później Frances pojawiła się na sesji rozpromieniona i podekscytowana:
– Nigdy nie zgadnie pani, co kupiłam moim częściom. Nie mogę przestać o tym myśleć! To ‘nie ja’, to zdecydowanie dla nich. – Sięgnęła do torebki i z duma wyjęła z niej piękną różową świnkę- maskotkę, podobiznę Olivii z animowanej bajki dla dzieci.
– Może pani w to uwierzyć? Ja? I różowa świnka imieniem Olivia?!! (…) Ale muszę się pani do czegoś przyznać: ja też jestem nią zachwycona. Czyż nie jest piękna? (…)
Frances wykorzystała swoje zdolności do dysocjacji w celu umożliwienia rozemocjonowanym spojrzeniom dziecięcych części odseparowanie się od jej własnego, bardziej krytycznego sposobu patrzenia, dzięki czemu części mogły się swobodnie rozglądać po sklepie z zabawkami i dokonać wyboru, nie ulegając wpływom Frances. (…) Frances była dobrą figurą matki.”
Janina Fisher, „Terapia osób, które przetrwały traumy złożone”, s. 366-367
Oczywiście dla innych trybów czy systemów pamięci „naprawcze doświadczenia” mogą wyglądać zupełnie inaczej.
„Nie należy okazywać czułości ani troskliwości wrogim czy agresywnym częściom – skończyłoby się to porażką empatyczną. (…) Nastolatek potrzebuje innego rodzaju doświadczeń, niż trzyletnie dziecko (…). Dla części walczącej ‘brakującym doświadczeniem’ nie będzie utulenie i uspokojenie, ale poczucie posiadania kontroli nad zagrożeniem oraz uznanie jej siły i dążeń do ustanawiania wyraźnych granic.”
Janina Fisher, „Terapia osób, które przetrwały traumy złożone”, s. 380
Osobom, które nie mają jasności, jak mogłyby rozwijać dobre relacje ze swoimi subosobowościami, Janina Fiszer proponuje np. krąg medytacyjny z udziałem części, technikę dialogu wewnętrznego lub „cztery życzliwe pytania” (2019, patrz aneksy: B, C i F). Poniżej przykład zastosowania „czterech pytań”. Z punktu widzenia modelu RTZ, pierwsze trzy pytania służą odkrywaniu postaw z lewej strony RSA (i przypominają technikę „strzałki w dół”), natomiast pytanie czwarte pomaga stworzyć nowe doświadczenie, które sprzyja kodowaniu nowej postawy z prawej strony.
„Annie rozważa, czy przyjąć zaproszenie na przyjęcie urodzinowe dawnej koleżanki, której nie widziała od lat, ale na samą myśl, że miałaby się tam udać, ogarnia ją wstyd. Namawiam Annie, by założyła, że uczucie wstydu należy do jej części i żeby uznała je za komunikat od części, a następnie zachęcam ją, by pod moim kierunkiem spróbowała wykonać następujące kroki:
Proszę zapytać tę zawstydzoną część, dlaczego nie chce, żeby pani poszła na te urodziny: czego się boi?
Annie: Mówi, że boi się, że ludzie ją zobaczą.
- Niech ją pani zapyta, dlaczego boi się, że ludzie ją zobaczą?
[Można by tu zapytać również: „I co się wtedy stanie?” lub zastosować zdanie niedokończone: „I wtedy…” – przyp. A. H.]
Annie: Mówi, że nie spodoba im się to, co zobaczą. Będą zniesmaczeni.
- A dlaczego się boi, że ludziom może się nie spodobać to, co zobaczą?
[uwagi j.w. – przyp. A. H.]
Annie: Mówi: ‘Odrzucą mnie, a wtedy zostanę zupełnie sama.’ [Podstawowy lęk]
- Wreszcie przychodzi czas na czwarte, ostatnie pytanie: – Proszę ją zapytać, czego od pani potrzebuje tu i teraz, aby przestała tak bardzo się bać, że zostanie odrzucona i będzie sama. (…)
Annie usłyszała wewnętrzny głos, który ze smutkiem odrzekł: ‘Potrzebuję tylko, żebyś przestała się za mnie wstydzić.’ Gdy słowa dziewczynki dotarły do Annie, do oczu napłynęły jej łzy:
– Tak bardzo mi przykro z jej powodu! Ma rację: wstydziłam się jej, ale nie chcę jej dalej tego robić.
– Proszę jej to powiedzieć: niech się dowie, jak bardzo pani przykro, że przez te wszystkie lata wstydziła się jej pani. Proszę jej to powiedzieć za pomocą ciała i uczuć, żeby wiedziała, że naprawdę pani tak myśli.
W następnych tygodniach Annie starała się pamiętać o tym, by służyć wsparciem i otuchą swojej 13-letniej części: przepraszała ją za to, że wprawiała ją w jeszcze większe poczucie wstydu i obiecywała, że jej nie zostawi i nie pozwoli, by ktokolwiek ją odrzucił. Ku swojemu zaskoczeniu w dniu przyjęcia urodzinowego Annie czuła się dziwnie spokojna. (…)
– Było bardzo fajnie! Lynn ucieszyła się na mój widok, a ja po raz pierwszy w życiu czułam, że nie muszę się wysilać, aby zrobić na ludziach dobre wrażenie. (…)
JA: A co poczuła 13-letnia dziewczynka, gdy zobaczyła, że potrafi pani być po prostu sobą, kiedy nie stara się pani, żeby wywierać na innych dobre wrażenie? Niech ją pani o to teraz zapyta.
ANNIE: Mówi, że to ją wprawia w poczucie dumy. Jeśli ja mam swoje miejsce pośród ludzi, to ona również je ma.”
Janina Fisher, „Terapia osób, które przetrwały traumy złożone”, s. 345-346 (polecam całość tekstu, bez skrótów)
Spróbujmy wpisać zacytowaną pracę w schemat RSA.
RSA
| A: Lynn zaprasza mnie na urodziny | ZA = A |
| B:
„Część” nastoletnia: Lepiej tam nie iść. Bo… ↓ Jeśli tam pójdę, ludzie mnie zobaczą. I wtedy… ↓ Nie spodoba im się, to co zobaczą. Będą zniesmaczeni. I wtedy… ↓ Odrzucą mnie i zostanę zupełnie sama. [ukryta potrzeba: żeby ktoś dorosły zaakceptował mnie i był przy mnie, zamiast się mnie wstydzić] „Część” dorosła: Ona przynosi mi wstyd! Lepiej by mi był bez niej. |
ZB:
„Część” dorosła: Przykro mi bardzo, że tak długo się ciebie wstydziłam. Nie pozwolę więcej na to, żebyś była sama. Jeśli będziesz się dobrze bawić, możesz zostać na przyjęciu, ale wcale nie musisz. ↓ „Część” nastoletnia: Może jednak też mam swoje miejsce wśród ludzi…? Może w końcu mogę liczyć na moją dorosłą część?
|
| C: wstyd, lęk | ZC: spokój |
| D: rozważam, czy iść | ZD: idę (i dobrze się bawię, co wzmacnia nowe, zdrowe myśli) |
Warto zauważyć, że klientka zdecydowała się na spontaniczny eksperyment behawioralny. Zrobiła to dopiero wtedy, gdy miała przekonanie, że potrafi wesprzeć samą siebie, jeśli sytuacja nie potoczy się po jej myśli.
Po wykonanej pracy ukształtowana w przeszłości subosobowość pozostała obecna w życiu Annie, jednak jej nawykowe cierpienie – już nie. „Uzdrowiona” część – jeśli pozostajemy w kontakcie z nią – staje się źródłem zasobów. Np. odpowiednio wspierane subosobowości dziecięce dają dostęp do trybu nazywanego w Terapii Schematów trybem Szczęśliwego Dziecka.
„Tryb Szczęśliwego Dziecka jest funkcjonalnym trybem dziecięcym, który charakteryzują spontaniczność, przyjemność z zabawy, osadzenie w teraźniejszości, radość, zadowolenie i beztroska. Również w okresie dorosłości jest on źródłem szczęścia, odprężenia i beztroskiej radości życia. Tryb Szczęśliwego Dziecka jest zatem wykształcającym się w procesie prawidłowego rozwoju dziecka (…) źródłem zasobów przez całe dalsze życie.”
Gerard Zarbock i inni, „Terapia Schematów dzieci i młodzieży” , s. 54
„Nasi wygnańcy są jak zakopany skarb, my jednak często – z powodu bólu i ogromu potrzeb, którymi są obciążeni – postrzegamy ich jako toksyczne odpady. Funkcjonujemy w przekonaniu, że jeśli się do nich zbliżymy, zostaniemy skażeni. Wszyscy wokół mówią, żeby ich nie dotykać, przejść nad przeszłością do porządku dziennego i nie oglądać się za siebie. Nie zdajemy sobie sprawy, że to, co rzeczywiście ma toksyczną moc, to dźwigane przez nich obciążające przekonania i emocje, a nie oni sami w sobie.”
Richard Schwartz, „To na siebie od zawsze czekasz”, s. 58
Istnieje wiele innych metod (mniej lub bardziej ustrukturyzowanych), pomagających wydobywać obawy i nadzieje naszych subosobowości, zapewniać im „naprawcze doświadczenia” i ostatecznie sprawiać, że stają się zasobami, a nie „problemami”. Jedną z bardziej „egzotycznych” technik jest opracowane przez Tsultrim Allione „karmienie demonów” – metoda inspirowana buddyjską praktyką XI-wiecznej nauczycielki Maczig Labdron. Odwołują się do niej m. in. twórcy Terapii Skoncentrowanej na Współczuciu (Gilbert i Choden, 2019).
„Nakarm demony zamiast z nimi walczyć – to podejście wobec zagrożeń wydaje się sprzeczne z typową postawą człowieka Zachodu. (…) Podejście Maczig polegające na karmieniu ‘wroga’ stanowi rewolucyjną zmianę paradygmatu od dominacji ku tolerancji i integracji. (…)
Rozmaite odmiany mitu o bohaterze zabijającym smoki są dominującym elementem zachodniej psychiki od czterech i pół tysiąca lat. (…) Skłonność do zabijania demonów bez wchodzenia z nimi w interakcje sprawia, że nie możemy ich poznać i zamienić w swoich sprzymierzeńców. (…) Walczymy także z wewnętrznymi demonami: uzależnieniem, stresem, traumą, złością, niską samooceną (…). Amerykanie wydają rocznie dziesiątki miliardów dolarów na produkty i programy odchudzające, a jednocześnie ‘walka z otyłością’ wciąż kończy się fiaskiem. Osoby ciągle stosujące jakieś diety z reguły przybierają na wadze kilka kilogramów po zakończeniu każdej kuracji, a zaburzenia zdrowia wywoływane przez drakońskie odchudzanie się w tysiącach przypadków kończą się śmiercią. (…)
Podejście, które polega na karmieniu demonów, a nie walce z nimi, pokazuje, jak zwracać uwagę na swoje wewnętrzne demony, a tym samym unikać niebezpiecznego tłumienia tych aspektów nas samych, które budzą nasz lęk. Konfrontacja z demonem i nakarmienie go nie dopuszcza do powstania wściekłego potwora, który sieje zniszczenie w naszej psychice i w świecie zewnętrznym. (…)
Mitologiczny smok często strzeże jakiegoś skarbu. Karmiąc swoje demony i przekształcając je w swoich sprzymierzeńców, odkrywamy skarby, których nie widzieliśmy, będąc skupieni tylko na toczeniu walki.”
Tsultrim Allione „Nakarmić swoje demony”, s. 11, 16, 24-25, 27-28
W zachodniej psychologii często spotykamy się z ostrzeżeniami, by „nie karmić demonów” (np. lęków czy obsesji), czyli nie ulegać im, bo wówczas stają się silniejsze. „Karmienie demonów” nie polega jednak na dawaniu im tego, czego się domagają (np. alkoholu w przypadku „demona uzależnienia”, czy unikania wyzwań w przypadku „demona lęku”), lecz na odkrywaniu i zaspokajaniu rzeczywistych (nieuświadomionych dotąd) potrzeb.
2. Jak sądzisz, co doradziłby/ powiedziałby ci ktoś, komu zależy na tobie i kto ci dobrze życzy? (np. najlepszy przyjaciel, Wewnętrzna Mądrość, Zdrowy Dorosły itd.)?
Czasem lepiej sprawdza się wyobrażenie sobie takiego dialogu, tak jakby odbywał się tu i teraz (tzn. zamiast „Co by powiedział?” – „Co [ten ktoś] do ciebie mówi? Co robi?”).
„W eksperymencie własnym [badania autorki artykułu – przyp. red.] proszono osoby o wyobrażenie sobie trudnej sytuacji i przeprowadzenie wyobrażonego dialogu ze znajomym bądź spisanie listy możliwych rozwiązań problemu. Badani następnie oceniali, na ile dla nich skuteczne było to wsparcie. Okazało się, że przeprowadzony dialog wygrał z listą możliwych rozwiązań.”
Agata Cieślar, Sieć wsparcia
Poniżej przykład z praktyki RTZ. Po lewej stronie pierwotne przekonanie, po prawej reakcja wyobrażonej postaci („Dziewczyny w Czerwonym”), która już wiele razy wcześniej pełniła rolę doradcy, wsparcia lub modelu nowej reakcji („Ja bym to zrobiła tak”).
| B:
Nie mogę odmówić szefowi (gdy każe mi dłużej pracować). Jak mnie zwolni, to to będzie porażka! Muszę udowodnić, że jestem wartościowa. Chociaż to mnie będzie dużo kosztować, to mnie zabije. |
ZB:
Dzwcz: Czyś ty zwariowała? Po prostu idziesz i mu to mówisz. Nie podoba mu się, to bierzesz swoją torebunię i wychodzisz! |
Terapeuta z pewnością nie zdołałby podsunąć klientce takich myśli. A gdyby nawet – dla wielu osób komunikaty pochodzące z własnego wnętrza (także od wyobrażonych bliskich) bywają bardziej wiarygodne, niż te pochodzące od terapeuty.
Niekoniecznie postać, do której się w tej technice odwołujemy, musi być starsza, w oczywisty sposób mądrzejsza czy bardziej doświadczona. Istotna jest zmiana perspektywy na bardziej pomocną i wspierającą. Np. matkę, która w związku z pewnym wspomnieniem przeżywa silne poczucie winy i myśl: „zawiodłam jako matka” można zapytać, co by na ten temat powiedziało jej dziecko (autentyczny cytat z sesji RTZ: „Powiedziałoby, że jestem najlepszą mamą na świecie!”). I znowu podobny komunikat ze strony terapeuty byłby tu prawdopodobnie mniej wiarygodny (i mniej znaczący).
Możemy również skorzystać ze wsparcia kilku wyobrażonych postaci naraz.
„Zamykasz oczy i w wyobraźni sadzasz przy stole kilka osób, które dobrze znasz, a także szanujesz. Mogą to być znajomi albo autorytety (…) – prosisz ich o podebatowanie nad twoim problemem albo wyobrażasz sobie scenę, w której dołączasz do nich, siadasz na ostatnim wolnym miejscu, opowiadasz o problemie i wychodzisz. Za jakiś czas wracasz tam i pytasz, co ustalili.
Johan Wolfgang Goethe wykorzystując podobna technikę, napisał ‘Cierpienia młodego Wertera’. Dzieło to powstało bowiem w odosobnieniu, gdzie Goethe ustawił w pokoju pięć krzeseł, na których w wyobraźni posadził pięciu przyjaciół i przed dwa miesiące dyskutował z nimi o pomysłach, które planował zawrzeć w historii.”
Miłosz Brzeziński, „Wy wszyscy moi Ja”, s. 170
W Terapii Schematów odpowiednikiem tej techniki jest zwołanie „kolegium trybów” (patrz film). Zakłada się, że potencjalnie wszystkie tryby (subosobowości) mogą wnosić przydatne pomysły.
Techniki nr 1 i 2 można też łączyć. Np. można wspierać siebie „z zewnątrz”, z dodatkowy udziałem wyobrażonych postaci. Postaci te można też wprowadzić do pracy nad wyobrażeniową zmianą skryptów (np. to Wewnętrzna Mądrość może wesprzeć „dziecko z przeszłości” czy zabrać je z miejsca, w którym działa mu się krzywda).
Przeprowadzenie wyobrażonego dialogu bywa przydatne także w przypadku konfliktu z inną osobą oraz złości opartej na takich myślach, jak: „nie powinna tego robić”, „robi to złośliwie, przeciwko mnie, muszę się bronić” itd.
„David Burns proponuje ćwiczenie, które może ci pomóc poradzić sobie z myślami o cudzych powinnościach. Wyobraź sobie, że rozmawiasz z osobą, na która jesteś zły. Zacznij od oskarżeń, że zachowuje się niewłaściwie lub że łamie jakąś podstawową zasadę współżycia między ludźmi. Przedstaw jej, jak to wygląda z punktu widzenia wyznawanej przez ciebie powinności. Postaraj się być tak przekonujący, jak tylko to możliwe. Następnie wyobraź sobie, że jesteś tą drugą osobą, i spróbuj odeprzeć atak. Postaraj się naprawdę wczuć w tę rolę: spójrz na świat jej oczami. Gdy skończysz odpowiadać w jej imieniu, ponów swój atak. Przypomnij sobie swoje początkowo uczucie złości i kontynuuj oskarżenia o jej niewłaściwe zachowanie, sięgając do nowych argumentów. Później znowu wejdź w rolę drugiej strony, wrażając jej stanowisko. Powtórz taką zmianę punktów widzenia co najmniej jeszcze raz. (…) Zwróć uwagę, jak twoje uczucia zaczynają się zmieniać w miarę przyjmowania do wiadomości, że druga osoba może mieć swoje indywidualne spojrzenie na rzeczywistość.”
Matthew McKay i inni, „Kiedy złość rani”, s. 144
Jeśli podczas ćwiczenia pojawia się opór przed uznaniem perspektywy drugiej strony, może to być też cenne źródło informacji o subiektywnym znaczeniu złoszczenia się (pozwalające uzupełnić lewą stronę RSA).
3. Czy znasz kogoś, kto w podobnych sytuacjach radzi sobie dobrze? Jak to robi? Jakie są jego/ jej przekonania?
W tym wypadku wykorzystujemy wiedzę pochodzącą z obserwowania innych (a nie z własnych „wyjątków”). Technika ta jest bliska poprzedniej i może być z nią łączona.
Rozwiązania, które ostatecznie „wyłaniają się z wnętrza systemu” mogą brzmieć zwyczajnie, dla osoby postronnej nawet banalnie. Wywierają jednak bardzo silny wpływ na emocje i zachowania danej osoby. Odtąd to pierwotna postawa budzi zdziwienie i niedowierzanie (a czasem śmiech). Komentarz jednej z naszych kursantek RTZ: „Jak tak teraz na to patrzę, to to jakaś straszna bzdura jest.”
Poniżej przykłady takich „prostych” stwierdzeń z praktyki RTZ, których sformułowanie wymagało przejścia przez etap chaosu.
1.
| B:
Jeżeli ktoś mnie zaprasza, to nie mogę odmówić (powinnam przyjąć zaproszenie). Ludziom się nie odmawia. Człowiek jest ważniejszy, niż inne rzeczy. |
ZB:
Też jestem człowiekiem! (W domyśle: Jestem tak samo ważna, jak inni ludzie. Mogę zadbać też o siebie i to jest zupełnie w porządku!). |
2.
| B: Jak można coś takiego zrobić? I to ktoś taki jak Rafał? (= To jest absolutne nie do zaakceptowania, narusza porządek świata. To się nie powinno stać!) | ZB: Wygląda na to, że Rafał nie jest idealny. (W domyśle: Jak wszyscy. Mogę mu to wybaczyć i zmienić wyobrażenia na jego temat.) |
3.
| B: Jestem beznadziejny.
|
ZB: Po prostu jestem. (W wersji nieocenzurowanej: „i ch…!”. Ten przykład otrzymałam od Macieja Skibińskiego) |
„Wyłanianie się myśli z wnętrza systemu” nie oznacza jednak ich całkowitej niezależności od zewnętrznych inspiracji.
Przyglądając się wymienionym wcześniej technikom poszukiwania pomocnych myśli możemy dostrzec, że tzw. „zasoby klienta” w dużym stopniu powstają dzięki uczeniu się od innych osób. Może on więc dojść do wniosku, że przydatna dla niego będzie nowa informacja czy perspektywa pochodząca od terapeuty czy członka grupy.
W RTZ możemy dzielić się z klientami swoim doświadczeniem i wiedzą („co wiem na ten temat”; „co mi pomogło/ pomogłoby”, „co wiem, że pomaga niektórym innym ludziom”) czy podsuwać im propozycje nowych myśli. Można też zaproponować, by skorzystali np. z pomysłów zamieszczonych w podręczniku „ABC twoich emocji” (2019), szczególnie w rozdziałach: 3 („Licz się ze słowami”), 7 („Nie wierz we wszystko, co ci powiedziano”) i 8 („Autodestrukcyjne przekonania”), a także w innych lekturach i materiałach. Wiele osób jest w stanie bardzo owocnie z takich inspiracji skorzystać. Czasami właśnie po zapoznaniu się z nimi dochodzi do nagłego wglądu i rekonsolidacji. Ważne jest jednak pamiętanie o podstawowych zasadach:
– to klient jest ekspertem we własnej sprawie i ma w niej ostateczne słowo,
– nie pracujemy ciężej (ani szybciej) od niego.
Najbezpieczniejsze wydaje się dzielenie się z klientem informacjami i propozycjami za jego wyraźnym przyzwoleniem (zamiast „zarzucania” nimi). Może on z tych propozycji skorzystać od razu albo dopiero w przyszłości; może je również odrzucić.
W praktyce w RTZ (i nie tylko) często pracuje się w nieco bardziej dyrektywny sposób, po prostu proponując ćwiczenie konkretnego sposobu myślenia i mówienia oraz ignorowanie dysonansu. Np. prosi się klienta, by „tłumaczył” swoje przekonania na zdrową semantykę. Poniżej kilka przykładów tego typu interwencji.
- Z terapii profesora Nelsona:
„Pacjent: Powiem panu inną rzecz, która mnie przeraża.
Ja: Nie, inną rzecz, którą się pan przeraża.
Pacjent: Inną rzecz, która mnie przeraża.
Ja: Nie, inną rzecz, którą się pan przeraża. Proszę powtórzyć za mną: 'Inną rzeczą, którą się przerażam, jest…’ (…) Ja: Myśl: 'Inna rzecz, którą się przerażam’ brzmi trochę dziwnie, prawda? Nie wydaje się tak normalna i naturalna, jak myśl: 'Inna rzecz, która mnie przeraża’.
Pacjent: To prawda. Wydaje się dziwna, prawie nierzeczywista.”
Maxie C. Maultsby, Racjonalna Terapia Zachowania, s. 200-201
2. „Zatem mówisz sobie, że syn jest rozpieszczonym bachorem, który robi ci na złość, chce cię wykończyć i doprowadzić do rozpaczy. Mogę coś zaproponować? Wyobraź sobie, że w sytuacji, gdy on zachowuje się źle, mówisz sobie: ‘Jest nieszczęśliwy i próbuje zwrócić na siebie moją uwagę. Jego zachowanie jest nieprzyjemne, ale to jedyny znany mu sposób, by zadbać o swoje potrzeby.’
– Ale ja tak nie uważam. Moim zdaniem, on próbuje…
– Rozumiem, ale mówimy teraz czysto hipotetycznie. Wyobraź sobie, że tak myślisz. Czy poczułabyś wtedy taką samą złość?
– Nie, Wydaje mi się, że nie. Myślę, że czułabym się inaczej.”
Matthew McKay i inni, „Kiedy złość rani”, s. 139-140
3. „Kiedy jako konsultant uczestniczyłem w rozmowach w kuratorium, pewna nauczycielka powiedziała:
– Nie cierpię stawiać stopni. Moim zdaniem, żaden z nich pożytek, tylko się uczniowie niepotrzebnie denerwują. Ale muszę stawiać stopnie, bo tego ode mnie wymaga kuratorium.
Tuż przedtem nauczyliśmy się, jak wprowadzać w klasie język wzmacniający poczucie odpowiedzialności za własne czyny. Zaproponowałem, żeby nauczycielka przeredagowała zdanie (…), zaczynając je tym razem od słów: ‘Wolę stawiać stopnie, bo chcę…’ Kobieta bez wahania powiedziała:
– Wolę stawiać stopnie, bo chcę utrzymać się na posadzie – czym prędzej jednak dodała: – Ale nie podoba mi się to sformułowanie. Kiedy wypowiadam te słowa, czuje się strasznie odpowiedzialna za to, co robię.
– Właśnie dlatego proszę, żeby pani tak to formułowała – odparłem.”
Marshall Rosenberg, „Porozumienie bez przemocy”
Przy takim podejściu również istnieje szansa na rekonsolidację. Niezgodność dotychczasowych postaw i nowych zachowań (w tym nowych wypowiedzi) wywołuje dysonans, który może prowadzić do zmiany postaw.
„Badania wykazały, że w niektórych przypadkach, kiedy zachowanie człowieka jest sprzeczne z jego postawami, to postawy te zmieniają się tak, aby pasowały do zachowania. Na przykład jeżeli zmusza się osobę (gdy tego wymaga eksperyment), aby wygłosiła mowę popierającą poglądy lub stanowisko przeciwne do jej własnych, w postawach mówcy dokonują się zmiany w kierunku tych, które zostały ujawnione w przemówieniu.”
Hock, „40 prac badawczych, które zmieniły oblicze psychologii”, s. 225
Jeśli jednak nowa myśl pochodzi z zewnątrz, szansa na kontrastowanie i rekonsolidację jest większa, gdy jesteśmy uważni na myśli „sprzeciwiające się” zmianie (i w razie potrzeby dopisujemy je po lewej stronie RSA). Podejście takie zmniejsza również ryzyko wprowadzenia zmiany niekorzystnej dla danej osoby (chociaż zdrowej dla wielu innych ludzi) czy po prostu natychmiastowego odrzucenia nowej propozycji.
Często najbardziej pomocne jest rozważanie: „Jak by to było, gdybym myślał/ myślała w ten nowy sposób?” i porównywanie efektów ze skutkami dotychczasowych postaw (kwestia ta była już sygnalizowana w punkcie c – „Sprawdzanie przekonań”).
e. Sprawdzenie efektu pracy
Po zapisaniu prawej strony RSA, warto sprawdzić efekt przy pomocy ćwiczenia wyobrażeniowego. Prosimy klienta, by wyobraził sobie siebie w sytuacji A, myślącego zgodnie z rubryką ZB (na sesji możemy te myśli głośno przeczytać, w autoterapii czytamy je sami). Pytamy:
– Jak się z tymi myślami czuje? (Jeśli pojawiają się wątpliwości, warto je zapisać z lewej strony)
– Czy te myśli prowadzą do nowych, oczekiwanych emocji ZC?
– Czy motywują go do działań zapisanych w ZD?
– Czy jest zadowolony z efektu? Czy chce coś jeszcze zmienić (usunąć, dopisać) po prawej stronie?
Ćwiczenie to przypomina RWE, tyle, że ma inny cel. Zdarza się, że w jego wyniku klienci dopisują jeszcze jakieś zdanie z prawej strony (lub wykreślają inne, ich zdaniem niepotrzebne). Czasami też pojawia się nieuświadomione wcześniej przekonanie do zapisania po lewej stronie RSA.
Ćwiczenie
Jeżeli w trakcie pracy nad RSA nie doszło do rekonsolidacji, w RTZ kolejnym krokiem jest konsekwentne ćwiczenie myśli i zachowań zapisanych po prawej stronie. Typowe dla RTZ techniki ćwiczenia to:
– Racjonalna Wyobraźnia Emocjonalna (RWE),
– czytanie RSA w chwilach nawrotów,
– ćwiczenie „fizyczne”, tzn. reagowanie w nowy sposób w realnych sytuacjach A.
Ćwiczenia RWE nie tylko utrwalają nowe myśli przez ich powtarzanie; dzięki nim przeżywamy w wyobraźni nowe doświadczenia, które mogą kontrastować z naszymi oczekiwaniami (a właśnie to „zakłócenie oczekiwań” jest najważniejszym warunkiem rekonsolidacji).
Jak już wspomniano – RWE ze względu na swój „doświadczeniowy” charakter może pomóc również w wydobywaniu nieświadomych postaw przeszkadzających w zmianie (jest odpowiednikiem techniki „pozbawienia objawu”). Można też dzięki niemu odkryć, że zmian wymaga jeszcze prawa strona RSA.
Momenty nawrotów sprzyjają doświadczeniom kontrastowania (i rekonsolidacji), ponieważ niezdrowe postawy są wówczas aktywne. Warto wówczas przeczytać obydwie strony RSA (w razie potrzeby uzupełniając je). Jeśli przed ponowną konsolidacją niezdrowych postaw wybierzemy prawą stronę i przećwiczymy ją, może dojść do pełnej rekonsolidacji.
Ćwiczenie fizyczne spełnia podobne funkcje, jak RWE (przy czym jego efekt jest zwykle nieco silniejszy). Warto więc wykorzystywać również jego potencjał „diagnostyczny”, pozostając uważnym na pojawiające się myśli i w razie potrzeby uzupełniając lewą stronę RSA.
UWAGA: Samo ćwiczenie fizyczne nowych zachowań także może doprowadzić do rekonsolidacji postaw, które wywoływały dotąd niezdrowe emocje. W Terapii Dialektyczno-Behawioralnej stosuje się niekiedy technikę nazywaną „działaniem przeciwnym do emocji” (patrz np. McKay i inni, 2015). Poniżej jej przykładowe zastosowania (opracowanie moje m. in. na podstawie artykułów ze strony www.emocje.pro oraz literatury z zakresu Terapii Schematów Jeffreya Younga).
|
niezdrowe emocje (tzn. niezdrowe w danym kontekście, motywujące do niezdrowych zachowań) |
działania przeciwstawne do emocji
|
| lęk, obrzydzenie | – stopniowe zbliżanie się do bodźców lub podejmowanie działań, których się boimy lub brzydzimy
– można połączyć z relaksacją i/ lub zmianą postawy ciała i ekspresji na typową dla emocji neutralnych lub pozytywnych – w przypadku silnego lęku i reakcji „zamrożenia” pierwszym krokiem może być poruszanie się (niekoniecznie od razu w kierunku bodźca) |
| antypatia, pogarda, niechęć wobec kogoś | – zbliżanie się do danej osoby i wchodzenie w kontakt
– zmiana ekspresji i postawy ciała na otwartą i przyjazną – pozytywne działania na rzecz tej osoby (np. zaoferowanie pomocy) |
| pogarda, niechęć wobec siebie, „poczucie niższości” | – dbanie o własne potrzeby
– wybieranie wspierających relacji – przeciwstawianie się naruszaniu własnych praw przez inne osoby lub rezygnowanie z relacji, w których to się dzieje |
| wstyd, poczucie winy | – wielokrotne podejmowanie zachowań, które wzbudzają wstyd lub poczucie winy
– ujawnianie tych zachowań w akceptującym je środowisku – rezygnacja z tłumaczenia się i przepraszania w przypadku krytyki (spokojnie przyjęcie krytyki bez komentarza) |
| przygnębienie, nastrój depresyjny | – podejmowanie aktywności (szczególnie przyjemnych, dających poczucie sprawstwa, zgodnych z własnymi wartościami)
– wchodzenie w kontakty społeczne – zadbanie o kondycję fizyczną (np. wartościowe odżywianie, ruch) |
| miłość, zakochanie | – unikanie kontaktu (w tym np. usuwanie z grona znajomych)
– unikanie rozmów na temat danej osoby – rezygnacja z takich gestów jak np. wysyłanie życzeń itd. – w przypadku spotkania i przebywania razem zachowanie dystansu, niepodejmowanie kontaktu fizycznego czy wzrokowego, zmiana ekspresji i postawy ciała na taką, która narzuca dystans |
Technika ta ma jednak swoje ograniczenia. Skupiając się tylko na zmianie zachowania na zdrowe, pozostawiamy przypadkowi to, które postawy się uaktywniają i w jakim kierunku następują zmiany. Efekty bywają więc różne. Jak pisze Michał Jasiński (z dyskusji na FB): „Na pewno wszyscy znamy kogoś, kto bardzo się czegoś boi (np. wystąpień publicznych), ale mimo to robi to z powodzeniem wielokrotnie, choć… za każdym razem bardzo się boi, stresuje itd. Taka sytuacja (…) pokazuje, że do rekonsolidacji pamięci nie doszło.” Również Rafael Santandreu zauważył: „Wiele osób ma bogate doświadczenie w konfrontowaniu się z uczuciem wstydu, a nie udało im się go przezwyciężyć. Na przykład aktorzy teatralni. Wielu z nich opowiada, że codziennie przed występem mimo wielu lat pracy scenicznej czują tremę.”
Poniżej inne, typowe przykłady.
„Są dzieci, które (…) zmuszają się do pływania lub nurkowania, ale są zbyt zestresowane, żeby mogło im to sprawić przyjemność. (…) Przechodzą przez to, ale nie dowiadują się, że czynność jest bezpieczna – albo że może dawać przyjemność. Dlatego następnym razem boją się tak samo albo jeszcze bardziej i nie są w stanie czerpać przyjemności z pływania. (…)
Ezra, jeden z moich dorosłych klientów, bał się latania, ale musiał regularnie podróżować samolotem. Przed każdym lotem rozpraszał uwagę, głośno słuchając muzyki w słuchawkach aż do momentu, kiedy nie mógł już dłużej odwlekać wejścia na pokład. Wtedy spieszył do swojego siedzenia i kurczowo chwytał się poręczy fotela (…). Tak często wstrzymywał oddech podczas lotu, że kręciło mu się w głowie. Każde bezpieczne lądowanie było jak szczęśliwy traf, a nie świadectwo ogólnego bezpieczeństwa przy podróży samolotem.”
Lawrence Cohen, „Nie strach się bać”
A więc zamiast odkrycia „Tak naprawdę ta sytuacja jest bezpieczna”, mogą powstać np. postawy typu: „To jest straszne, ale muszę to robić, bo konsekwencje niezrobienia będą jeszcze gorsze”, „Muszę być człowiekiem odważnym, to wstyd się wycofywać”, albo nawet: „tylko dzięki lękowi się mobilizuję i robię to dobrze”, „przeżyłam to tylko dzięki nieustannej czujności”. Podobnie w przypadku innych emocji – zmieniając działanie, możemy zmodyfikować postawy je wywołujące, ale możemy też wytworzyć dodatkowe postawy, umożliwiające działanie niezgodne z tymi emocjami.
Oczywiście, dla wielu osób sama zmiana zachowania jest cennym efektem pracy. Jeśli jednak dodatkowo zmienimy postawy leżące u podstaw naszych uczuć, możemy osiągnąć efekt, o którym powiedział jeden z klientów terapii koherencji po przepracowaniu fobii społecznej: „Czuję się naprawę dobrze. Coś się zmieniło, co mi na to pozwala. Nie zmuszam się do niczego i nie jestem odważny. Nie pokonuję strachu, po prostu – mniej się boję.” (Ecker i inni, s. 117).
LITERATURA
Allione , T. (2019). Nakarmić swoje demony. Warszawa, Wydawnictwo Yemaya
Arntz, A., Jacob, G. (2014). Terapia Schematów w praktyce. Praca z trybami schematów. Sopot, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
Babula, M. (2014). Jak się zatrzymać w Tu i Teraz, czyli gdzie się podziewa twój spokój i szczęście? www.bezego.com
Bąbel, P. (2006). „Psychologiczne mechanizmy działania placebo: warunkowanie klasyczne a oczekiwania.” Studia Psychologiczne, 44, 5-15
Bąbel, P. (2011). „Terapia behawioralna zaburzeń rozwoju z perspektywy analizy zachowania.” PSYCHOLOGIA ROZWOJOWA, 2011 tom 16, nr 3, 27–38
Beck, A., Wright, F., Newman, C., Liese, B. (2007). Terapia poznawcza uzależnień. Kraków, Wydawnictwo UJ
Beck, J. (2012). Terapia poznawczo-behawioralna. Podstawy i zagadnienia szczegółowe. Kraków, Wydawnictwo UJ
Bernardyn, A. (2015). Cała prawda o nawykach. https://krainanawykow.pl/cala-prawda-o-nawykach/
Berne, E. (1998). Dzień dobry… i co dalej? Poznań, Dom Wydawniczy REBIS
Briers, S. (2011) Pokonaj depresję, stres i lęk czyli terapia poznawczo-behawioralna w praktyce. Warszawa, Wydawnictwo Samo Sedno
Brzeziński, M. (2013). Głaskologia. Jak pozytywnie wpływać na innych i zwiększać przy tym swoją satysfakcję. Warszawa, Instytut Kreowania Skuteczności
Brzeziński, M. (2016 ). Wy wszyscy moi Ja, czyli nowe podejście do produktywności, wprowadzania zmian w życiu i budowania własnej efektywności. Warszawa, Instytut Kreowania Skuteczności
Carbonell, D. (2017). W pułapce niepokoju. Jak przechytrzyć własny mózg i przestać się zamartwiać. Kraków, Wydawnictwo UJ
Cieślar, A. (2016). „Sieć wsparcia”. Newsweek Psychologia Extra 2/16
Cohen, L. (2015). Nie strach się bać. Jak rodzicielstwo przez zabawę radzi sobie z lękami dzieciństwa. Warszawa, Wydawnictwo Mamania
DeCasper, A. J., Carstens, A. A. (1981). “Contingencies of Stimulation. Effects on learning and emotion in neonates.” Infant Behavior and Development, 4, 19-35
DeJong, P., Berg, I. K. (2007). Rozmowy o rozwiązaniach. Kraków, Księgarnia Akademicka.
Dębiec, J. (2006). „Rola neuroprzekaźnictwa noradrenergicznego w modulacji procesów rekonsolidacji pamięci. Nowe możliwości farmakoterapii zespołu stresu pourazowego.” FARMAKOTERAPIA W PSYCHIATRII I NEUROLOGII, 2006, 3–4, 133–140
Duhigg, Ch. (2014 ). Siła nawyku. Warszawa, Dom Wydawniczy PWN
Ecker, B. i inni (2012). Odblokowanie mózgu emocjonalnego. Warszawa, Wydawnictwo Zielone Drzewo, Instytut Psychologii Zdrowia PTP
Epstein, M. (2014). Trauma codzienności. Kielce, Wydawnictwo Charaktery.
Fisher, J. (2019). Terapia osób, które przetrwały traumy złożone. Jak przezwyciężać mechanizmy wewnętrznej alienacji. Kraków, Wydawnictwo UJ
Ferrari, M. C. O., Chivers, D. P. (2008). „Cultural learning of predator recognition in mixed-species assemblages of frogs: The effect of tutor-to-observer-ratio”. Animal Behaviour, 75, 1921-1925
Gilbert, P., Choden (2019). Uważne współczucie. Sopot, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
Haley, J. (2018). Niezwykła terapia. Techniki terapeutyczne Miltona H. Ericksona. Sopot, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
Harris, R. (2019). Praca ze wspomnieniami w ACT. Tłum. B. Kleszcz, http://uczesieact.pl/
Harris, R. (2018). Zrozumieć ACT. Terapia akceptacji i zaangażowania w praktyce. Sopot, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
Hayes, S., Strosahl, K., Wilson, K. (2013). Terapia Akceptacji i Zaangażowania. Proces i praktyka uważnej zmiany. Kraków, Wydawnictwo UJ
Hock, R. (2003). 40 prac badawczych, które zmieniły oblicze psychologii. Gdańsk, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
Hohol, M. (2015). Nostalgiczny mózg: święta według psychologii. Tygodnik Powszechny, 51-52
Hollander, J. (2016). Jak popieprzyć by polepszyć. Coaching Prowokatywny 3 – w działaniu. Wrocław, Wydawnictwo Metamorfoza.
Kahneman, D. (2012). Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym. Poznań, wydawnictwo Media Rodzina
Jacob, G., Van Genderen, H., Seebauer, L. (2019). Emocjonalne pułapki przeszłości. Jak przełamać negatywne wzorce zachowań? Sopot, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
Jasiński, M. (2014). „Terapia koherencji jako synteza wniosków z konstruktywistycznej praktyki klinicznej i odkryć neuronauki.” Psychoterapia, 4 (171)
Kolk van der, B. (2018). Strach ucieleśniony. Mózg, umysł i ciało w terapii traumy. Warszawa, Wydawnictwo Czarna Owca
Król, A. (2018). Krótka koncepcja siły woli. www.blog.krolartur.com
Lazarus, A. (2011). Wyobraźnia w psychoterapii. Sopot, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
LeJeune, J. (2016 ). Teraz i wtedy: Używanie ram czasowych przy elastycznej, współczującej zmianie perspektywy. www.actwithcompassion.com (polska wersja – tłum. Paweł Dyberny, uczesieact.pl)
Liotti, G., Farina, B. (2016). Traumatyczny rozwój. Etiologia, klinika i terapia wymiaru dysocjacyjnego. Bledzew, Fundacja Przyjaciele Martynki
Lloyd, B. (2017). „Powrót z wygnania”. W: D. Sieff, Jak uporać się z naszą traumą. Rozmowy ze światowej sławy specjalistami. Kielce, Wydawnictwo Charaktery.
Maultsby, M. (2013). Racjonalna Terapia Zachowania. Podręcznik terapii poznawczo-behawioralnej. Żnin, Wydawnictwo Dominika Księskiego Wulkan
Maultsby, M., Wirga, M., DeBernardi, M. (2019). ABC twoich emocji. Żnin, Wydawnictwo Dominika Księskiego Wulkan
McKay, M., Rogers, P., McKay, J. (2014). Kiedy złość rani. Jak uciszyć wewnętrzne burze? Podkowa Leśna, Wydawnictwo MiND.
McKay, M., Wood, J., Brantley, J. (2015). Terapia Dialektyczno-Behawioralna (DBT). Praktyczne ćwiczenia rozwijające uważność, efektywność interpersonalną, regulacje emocji i odporność na stres. Kraków, Wydawnictwo UJ
Mielko, E. (2017). Jak w ciągu chwili przejść od ostrej krytyki do wyrozumiałości? http://www.wonderandponder.pl
Morgan, A. (2011). Terapia narracyjna. Wprowadzenie. Warszawa, Wydawnictwo Paradygmat.
Nelson, E. E., Pranksepp, J. (1998). “Brain Substrates of Infant-Mother Attachment: Contributions of Opioids, Oxytocin, and Norepinephrine”. Neuroscience & Biobehavioral Reviews, nr 3 (1998), 437-452
Neff, K. (2018). Jak być dobrym dla siebie. Życie bez presji otoczenia, przygnębienia i poczucia winy. Białystok, Studio Astropsychologii
Pattakos, A. (2012). Więźniowie własnych myśli. Warszawa, Wydawnictwo Czarna Owca
Pedreira, M. E., Perez-Cuesta, L. M., Maldonado, H. (2004). Mismatch between what is expected and what actually occurs triggers memory reconsolidation or extinction. Learning & Memory, 11, 579-585.
Rockliff, H., Gilbert, P., McEwan, K., Lightman, S. Glover, D. (2008). “A pilot exploration of heart rate variability and salivary cortisol responses to compassion-focused imagery.” Clinical Neuropsychiatry, 5, 132-139
Rosenberg, M. (2014). Porozumienie bez przemocy. O języku serca. Warszawa, Wydawnictwo Czarna Owca
Santandreu, R. (2015). Twój umysł na detoksie. Warszawa, MUZA SA
Sapolsky, R. (2012) Dlaczego zebry nie mają wrzodów? Warszawa, Wydawnictwo Naukowe PWN
Shanker, S. (2016). Self-Reg. Jak pomóc dziecku (i sobie) nie dać się stresowi i żyć pełnią możliwości. Warszawa, Wydawnictwo Mamania
Shapiro, F. (2017). Zostawić przeszłość w przeszłości. Warszawa, Polskie Towarzystwo Terapii EMDR
Shwartz, R. (2018). System Wewnętrznej Rodziny. Warszawa, Poznań, NVC Zone
Schwartz, R. (2019). To na siebie od zawsze czekasz. Magiczna kuchnia relacji i miłości pełnej odwagi. Poznań, DU (Dialogue Unlimited)
Skinner, B. F. (1948). „Superstition in the pigeon”. Journal of Experimental Psychology, 38, 168-172
Spiegel, L. (2019). Wszystkie części mile widziane. System Wewnętrznej Rodziny (IFS) w praktyce z dziećmi i dorosłymi. Poznań, DU (Dialogue Unlimited)
Stevens, B, Roediger, E. (2019). Emocjonalne pułapki w związkach. Jak przełamać negatywne wzorce zachowań? Sopot, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
Steward, I., Joines, V. (2016). Analiza Transakcyjna dzisiaj. Poznań, Dom Wydawniczy REBIS.
Wahl, J. (2019). O współczuciu. Powrót do wrażliwości i siły. Kielce, Wydawnictwo Charaktery
Walker MP, Brakenfield T, Hobson JA i Stickgold R. Dissociable stages of human memory consolidation and reconsolidation. Nature 2003, 425, 616-620
Weiser Cornell, A. (2015). Focusing. Mądrość ciała. Podkowa Leśna, Wydawnictwo MiND
Wells, A. (2010). Terapia poznawcza zaburzeń lękowych. Praktyczny przewodnik po teorii. Kraków, Wydawnictwo UJ
Wirga, M., DeBernardi, M. (2005) Od chaosu do samoorganizacji. Materiały szkoleniowe. Jurata, październik
Woodman, M. (2019). Świadoma kobiecość. Czeladź, Instytut Studiów Kulturowych RAVEN
Young, J., Klosko, J. (2012). Program zmiany sposobu życia. Warszawa, Wydawnictwo Zielone Drzewo, Instytut Psychologii Zdrowia PTP
Zimbardo, Gerrig, (2015) Psychologia i życie. Warszawa, Wydawnictwo Naukowe PWN