Odporność utracona i odzyskana
Mariusz Wirga
Od tysiącleci uważa się, że stan psychiki ma istotny wpływ na zdrowie. Badania wskazują, że częściej zapadamy na choroby, gdy przeżywamy negatywne emocje. Studenci, denerwujący się przed sesją egzaminacyjną, chorują częściej. Ich układ odpornościowy ma mniejszą wydolność niż u tych studentów, którzy spokojnie podchodzą do egzaminów. Jak podaje Roland Glaser (wówczas z Ohio State University), ilość produkowanych przeciwciał po podaniu szczepionki jest większa u osób mniej zestresowanych. Natomiast zaburzenia lękowe wiążą się ze znacznym obniżeniem funkcji układu odpornościowego.
Choć nie ma dowodów na to, że czynniki psychiczne przyczyniają się do powstawania raka, to jednak pojawiają się co jakiś czas doniesienia o tym, iż mogą mieć one istotny wpływ na zdrowienie.
Psychoneuroimmunologia (termin wprowadzony przez Roberta Adera) to nauka zajmująca się wzajemnym wpływem zjawisk psychicznych, neurologicznych i odpornościowych. Jest wiele rodzajów komórek chroniących nasz organizm. Niektóre mają zdolność pożerania zmienionych komórek (np. nowotworowych), bakterii, wirusów i innych patogenów. Inne wydzielają substancje niszczące patogeny. Jeszcze inne produkują przeciwciała, wiążące się z antygenami (obcymi substancjami, takimi jak białka wirusów czy bakterii).
Choroby mogą być wynikiem zmniejszonej lub nadmiernej aktywności układu immunologicznego. W przypadku zmniejszonej jego aktywności rośnie ryzyko zapadania na choroby zakaźne (zmniejszona obrona przed bakteriami i wirusami) i choroby nowotworowe (brak rozpoznawania patologicznie zmienionych komórek własnych organizmu). W przypadku nadmiernej aktywności układu odpornościowego, jego komórki zwracają się przeciw organizmowi (choroby autoimmunologiczne).
Wiele zjawisk psychoneuroimmunologii znanych było od dziesięcioleci w obszarze badań nad efektem placebo. Dlatego skuteczność każdego leku porównywana jest z substancją wyglądającą jak badany lek, lecz nieaktywną farmakologicznie. Znaczna część chorych reaguje na placebo tak, jak na lek. Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez Henry’ego K. Beechera u 33 proc. pacjentów placebo znosiło ból pooperacyjny równie skutecznie jak morfina. Placebo może jednak wywołać także oczekiwane przez pacjentów objawy uboczne (np. wypadanie włosów) lub prowadzić do uzależnienia. Tak organizm reaguje na podanie obojętnych substancji: soli, cukru lub wody destylowanej.
Być może przyszłością onkologii jest właściwa stymulacja układu odpornościowego. Istnieje ponad sto przykładów warunkowania układu odpornościowego na obojętny bodziec zarówno zmniejszeniem, jak i zwiększeniem odporności. Jednym z najczęściej cytowanych jest doświadczenie Roberta Adera i Nicholasa Cohena z University of Rochester. Grupie świnek morskich ze szczepu z wrodzoną tendencją do zapadania na toczeń (choroba autoimmunologiczna wywołana nadmierną aktywnością układu odpornościowego) podano cyklofosfamid, równocześnie z obojętną farmakologicznie wodą z sacharyną. Cyklofosfamid jest lekiem zmniejszającym aktywność immunologiczną organizmu i dzięki temu osłabiającą objawy choroby. Woda z sacharyną stanowi bodziec obojętny. Po kilkakrotnym podawaniu jednocześnie cyklofosfamidu i wody z sacharyną, sama sacharyna wywoływała taki sam efekt jak cyklofosfamid – zmniejszenie reakcji immunologicznej. Choroba autoimmunologiczna występowała u tych świnek znacznie później niż w grupie kontrolnej, która otrzymała takie same dawki cyklofosfamidu i sacharyny, lecz nie podległa wcześniej warunkowaniu. Przypuszcza się, że to nie sacharyna spowodowała różnicę tylko to, czego nauczył się układ odpornościowy zwierząt. Doświadczenia z warunkowaniem odpowiedzi immunologicznej Dana H. Bovbjerg z University of Pittsburgh przeprowadził również u ludzi.
Stan układu immunologicznego wpływa na zachowanie. Psychiatrzy wiedzą, że wiele zaburzeń układu odpornościowego najpierw przejawia się objawami psychicznymi. Zmiany w zachowaniu są pierwszym zwiastunem infekcji wirusowej wtedy, gdy nie nastąpiły jeszcze żadne mierzalne zmiany fizjologiczne. Myszy z upośledzoną funkcją immunologiczną gorzej radzą sobie z uczeniem się drogi w labiryncie niż myszy ze zdrowym układem odpornościowym.
Jak wspomniano, cyklofosfamid jest lekiem zmniejszającym aktywność odpornościową. Myszy (i nie tylko one) nie lubią pić cyklofosfamidu, bo powoduje on „rozstrojenie żołądka”. W eksperymencie, którym kierował Lee J. Grota z University of Rochester, myszy z wrodzoną skłonnością do zapadania na toczeń piją roztwór z tym lekiem mimo silnych objawów ubocznych.
Najwyraźniej to stan układu immunologicznego skłania myszy do picia wody z cyklofosfamidem mimo gorzkiego smaku i zaburzeń żołądkowo-jelitowych. Jak zauważył Norbert Müller z Ludwig-Maximilians-Universität w Monachium, substancje wydzielane przez komórki układu odpornościowego (cytokiny) wywołują zmiany w aktywności ruchowej, zaburzenia snu oraz zaburzenia procesów myślenia i pamięci obserwowane u chorych na depresję i schizofrenię. Coraz więcej wiadomo na temat wpływu układu immunologicznego na zachowanie.
Wiele informacji dostarczyły badania laboratoryjnie zmian w poziomie „wskaźników immunologicznych” występujących pod wpływem oddziaływań terapeutycznych. Wskaźnikami immunologicznymi są poziom i produkcja przeciwciał, poziomy różnych grup komórek odpornościowych (limfocyty T, B, Natural Killer Cells), produkcja interleukin i interferonu, odpowiedź na mitogeny i wiele innych. Stres, depresja, lęk oraz zaburzenia snu związane są z obniżeniem czynności układu odpornościowego. Wpływ stresu rejestrowany jest nie tylko na poziomie organizmu i komórki, ale też na poziomie genu – stres upośledza procesy naprawcze DNA. Co więcej, poprzez techniki psychoterapeutyczne, jak: relaksacja, biofeedback i wyobrażenia przypuszczalnie można spowodować zwiększenie aktywności układu odpornościowego mierzonego poprzez wskaźniki immunologiczne.
Pionierskie badania Carla O. Simontona, z którymi zetknąłem się po raz pierwszy w 1982 roku, nadają praktycznego wymiaru tym wynikom – odpowiednia psychoterapia u chorych na nowotwory złośliwe, stanowiąca uzupełnienie konwencjonalnego leczenia onkologicznego, może wpływać nie tylko na jakość ich życia, ale także na jego długość. To, co te wstępne badania Simontona sugerowały, zostało potwierdzone w czterech randomizowanych badaniach klinicznych. W 1989 roku David Spiegel z Stanford University opublikował swoje badania wykazujące, że kobiety z nowotworami złośliwymi gruczołu piersiowego, które uczestniczyły w grupowej psychoterapii w uzupełnieniu konwencjonalnego leczenia onkologicznego żyły dłużej niż te, leczone tylko konwencjonalnie. Podobne wyniki w 1993 roku opublikował Fawzy I. Fawzy i współpracownicy z University of California Los Angeles u pacjentów z czerniakiem złośliwym. Pacjenci uczestniczący w psychoterapii nie tylko dłużej żyli, mieli lepszą jakość życia, było wśród nich trzykrotnie więcej długotrwałych przeżyć, ale też wskaźniki immunologiczne świadczyły o zwiększonej aktywności ich układu odpornościowego. Thomas Küchler z Kilonii w 2007 roku opisał podobne wyniki u chorych na nowotwory złośliwe układu pokarmowego, a w 2008 roku Barbara Andersen z Ohio State University u kobiet z nowotworami złośliwymi piersi. To ostatnie badanie jest o tyle ciekawe, że nie tylko uaktywniona była czynność układu immunologicznego i kobiety, które przeszły psychoterapię dłużej żyły, ale nawet te, u których po latach od psychoterapii nastąpił nawrót, skuteczniej radziły sobie ze związanym z nawrotem stresem oraz dłużej żyły po nawrocie choroby, w porównaniu do kobiet po nawrocie, a leczonych tylko konwencjonalnie. U podłoża tych efektów leżą nie tylko procesy psychoneuroimmunologiczne, ale też epigenetyczne – wpływające na to, jakie geny są aktywowane, a jakie wyłączane.
Oczywiście, nie wystarczy pójść do psychoterapeuty, aby poprawić wynik leczenia onkologicznego. Taka interpretacja mogłaby być szczególnie szkodliwa dla tych, którzy sami są dotknięci chorobą nowotworową lub ich bliskich. W psychoterapii osób z chorobą nowotworową istnieje jeszcze wiele wątpliwości odnośnie tego, co działa i u kogo oraz jak najlepiej takie interwencje przeprowadzać. Niektórych powyższych badań (m.in. uzyskanych przez Spiegela) nie udało się zreplikować – nie uzyskano podobnych wyników. Ale również w badaniach, w których nie stwierdzono dłuższego przeżycia pacjentów po zastosowaniu psychoterapii wraz z leczeniem medycznym, obserwowano znacznie poprawioną jakość życia. A lepsza jakość życia wiąże się z konkretnymi efektami m.in. zmniejszeniem cierpienia i bólu, poprawy funkcjonowania fizycznego i społecznego oraz radości z życia. Dla chorych i ich bliskich, te kwestie nie są abstrakcyjne. Odpowiednie interwencje psychoonkologiczne, nawet gdy nie zadziałają na poprawę długości przeżycia, to przynajmniej poprawiają jego jakość. Dlatego takie interwencje skupiają się przede wszystkim na poprawie jakości życia danego dnia, a zwiększona długość przeżycia, jeżeli w ogóle będzie osiągnięta, może być niejako produktem ubocznym radości z obecnego życia, niż celem samym w sobie. Kształtowana jest zatem postawa „nieprzywiązywania się do wyniku”. Zbytnie zaabsorbowanie wynikiem, zamartwianie się, czy powracające przekonanie „muszę wyzdrowieć”, rujnują poczucie jakości życia i odwracają uwagę od radości odczuwanej w danej chwili. Istotne jest zatem skupienie się nie na przeżyciu, ale na życiu i radosnym go przeżywaniu.
Jakie drogi kryją się za wzajemnym oddziaływaniem naszej psychiki i układu odpornościowego? Dotychczas odkryto trzy takie drogi: układ hormonalny, autonomiczny układ nerwowy oraz wydzielane przez mózg substancje, które – dla uproszczenia – będziemy tu nazywali neuropeptydami. Natomiast układ odpornościowy wpływa na mózg i nasze zachowanie głównie poprzez wydzielanie cytokin. Te oddziaływania są wzajemnie powiązane. Trudno jest stwierdzić, co jest przyczyną, a co skutkiem.
Każdy słyszał określenie „hormony stresu”. Nie przypadkiem jednym z pierwszych, którzy udokumentowali wpływ hormonów na odporność był Hans Selye – twórca pojęcia stresu. Wykazał on, że u szczurów w stanie stresu powiększała się kora nadnerczy, wydzielająca m.in. kortyzol (jeden z hormonów stresu), natomiast grasica (miejsce dojrzewania komórek odpornościowych) tych zwierząt ulegała zanikowi. Ten, stresem wywołany, zanik grasicy nie występował u zwierząt, u których usunięto nadnercza albo przysadkę (gruczoł u podstawy mózgu, pobudzający m.in. korę nadnerczy do wydzielania kortyzolu). Obecnie hormony kortyzolopodobne powszechnie stosuje się w wielu chorobach autoimmunologicznych i zapalnych (by zmniejszyć nadmierną aktywność układu odpornościowego). Podanie tego hormonu nie jest pozbawione działań ubocznych, które mogą być trwałe. Na przykład u noworodków z niewydolnością oddechową podaje się w pierwszej dobie życia kortyzon. Po pięciu latach okazało się, że dzieci te dużo częściej chorowały i miały obniżony poziom pewnych komórek układu odpornościowego (limfocytów T) niż grupa kontrolna, która otrzymała tylko placebo. Lek ten jednak ratuje życie.
Przysadka odpowiada za równowagę hormonalną całego organizmu, wpływając na pracę większości narządów układu hormonalnego (tarczycę, korę nadnerczy, gonady) i regulując takie funkcje, jak: przemiana materii, wzrost i pamięć. Dowiedziono, że przysadka bezpośrednio i pośrednio wpływa na produkcję, dojrzewanie i funkcjonowanie komórek układu odpornościowego. Funkcja przysadki jest z kolei kierowana przez układ limbiczno-podwzgórzowy. Jest to część mózgowia odpowiedzialna między innymi za emocje i pamięć. Układ limbiczny jest powiązany z podwzgórzem. Podwzgórze zaś zawiaduje – obok przysadki – autonomicznym układem nerwowym oraz zawiera ośrodki regulujące m.in. ciśnienie krwi, temperaturę ciała, odczucie głodu i pragnienia.
Kierowany przez podwzgórze autonomiczny układ nerwowy reguluje funkcjonowanie wielu narządów i procesów naszego organizmu, które nie podlegają naszej woli, jak: częstotliwość pracy serca, kurczenie i rozszerzanie naczyń krwionośnych, praca gruczołów przewodu pokarmowego, funkcje narządów płciowych. Działanie dwu części autonomicznego układu nerwowego (współczulnego i przywspółczulnego) powoduje między innymi czerwienienie się lub zblednięcie, przyspieszenie lub zwolnienie pracy serca, wzrost ciśnienia krwi lub zapaść pod wpływem różnych emocji. Zakończenia nerwowe autonomicznego układu nerwowego znajdują się w szpiku (gdzie komórki odpornościowe są produkowane), w grasicy (gdzie niektóre komórki odornościowe dojrzewają) oraz w węzłach chłonnych, śledzionie i innych obszarach tkanki limfatycznej (gdzie komórki odpornościowe działają). Ponadto takie zakończenia nerwowe znaleziono w bezpośrednim kontakcie z większością klas komórek odpornościowych.
Mózg to nie tylko skomplikowana sieć połączeń nerwowych, ale również gruczoł wydzielający wiele aktywnych fizjologicznie substancji (wykryto ich blisko sto, a liczba ta stale wzrasta). Neuropeptydy są krótkimi łańcuchami aminokwasów i stanowią część z wydzielanych przez mózg substancji. Teoretycznie należałoby je zaliczyć do układu hormonalnego, ponieważ, tak jak hormony, działają na komórki położone daleko od miejsca, gdzie są wydzielane. Jednymi z pierwszych odkrytych neuropeptydów były wydzielane przez mózg endorfiny. Endorfiny, podobnie jak morfina, blokują ból. Negatywne emocje mogą zmniejszać wydzielanie endorfin, a pozytywne – zwiększać. To wyjaśnia, dlaczego skoncentrowani na grze sportowcy nie zauważają nawet poważnych kontuzji. Natomiast w smutku po przegranym meczu drobne urazy odczuwane są dotkliwie. Stan błogości, który możemy odczuć pod wpływem relaksu lub medytacji, związany jest ze zwiększoną produkcją endorfin. Oznacza to, że sami możemy sobie zaaplikować dawkę endorfin.
Zaobserwowano, że jedna z endorfin (beta) wywiera silny wpływ na funkcjonowanie układu odpornościowego. Następnie znaleziono miejsca wiążące (receptory) dla beta-endorfiny na komórkach układu odpornościowego. Wkrótce nastąpiła lawina doniesień o odnalezieniu miejsc wiążących na komórkach odpornościowych dla innych neuropeptydów. Wiadomo już, że wydzielane przez mózg neuropeptydy wpływają (podobnie jak układ hormonalny i autonomiczny układ nerwowy) na produkcję komórek odpornościowych w szpiku, ich dojrzewanie w grasicy i działanie na obwodzie. Wydzielanie większości neuropeptydów kierowane jest przez układ limbiczno-podwzgórzowy, podobnie jak działanie układu hormonalnego i autonomicznego układu nerwowego.
Cytokinami nazywane są hormony wydzielane przez komórki odpornościowe wpływające na mózg, głównie na układ limbiczno-podwzgórzowy. Stężenie cytokin wzrasta wyraźnie podczas stanów zapalnych i infekcji. To one „informują” mózg o stanie układu odpornościowego. Wpływają na regulację snu, temperaturę ciała i apetyt. Wśród substancji wydzielanych przez komórki odpornościowe są też wspomniane endorfiny, poprzez które układ odpornościowy może wpływać na odczuwanie bólu. Nadmierna aktywność pewnych cytokin uważana jest za podstawę choroby autoimmunologicznej jaką jest stwardnienie rozsiane (SM). Zdaniem Sigrid R. Ruuls (wówczas związanej z Vrije Universiteit w Amsterdamie), odkrycie to może mieć wpływ na rozwój skutecznych sposobów leczenia tej choroby.
Coraz więcej jest dowodów, że zakończenia nerwów czuciowych mogą znajdować się w węzłach chłonnych, śledzionie, a nawet w szpiku kostnym i grasicy. Może to być jeszcze jedna droga, poprzez którą mózg „dowiaduje się” o stanie komórek odpornościowych na różnych etapach ich rozwoju.
Teraz łatwiej możemy zrozumieć przedstawione wcześniej zjawiska, takie jak efekt placebo, uczenie się przez organizm reakcji odpornościowej, wpływ układu immunologicznego na zachowanie, a także wpływ psychiki na zdrowie.
Jak, podczas swej pracy w National Institute of Health, stwierdziła Candace Pert, każdej emocji towarzyszy wydzielanie odpowiedniego „koktajlu” neuropeptydów, a zmieniony skład chemiczny krwi wiąże się z odpowiednią reakcją organizmu. Najczęściej dzieli się emocje na negatywne (np. strach, złość) i pozytywne (radość, miłość). Podobnie jak Maultsby uważam, że należy wyróżnić jeszcze emocje neutralne (spokój, stan błogości). Oznacza to, że zawsze przeżywamy jakieś emocje. Uświadamiamy sobie głównie skrajne emocje. Zapominamy o neutralnych, które mogą pozytywnie wpływać na organizm (relaks-stan błogości-endorfiny).
Aby wytłumaczyć, jak powstają emocje i w jaki sposób na nas wpływają, posłużę się mini-horrorem. Wyobraź sobie, że nocą jesteś sam w domu. Nagle usłyszałeś hałas w przedpokoju. W pierwszej chwili przerażony myślisz: „włamywacz”. Tyle się słyszy o włamaniach, kradzieżach, pobiciach. Cały w strachu sięgasz po telefon, by wezwać policję. Już masz wybrać numer, gdy przypominasz sobie, że tego samego dnia przypadkiem spotkałeś przyjaciela ze szkolnej ławy – Zdzicha, który przyjechał do twojego miasta w interesach. Zaprosiłeś go do siebie, a ponieważ miałeś być zajęty do późna, wręczyłeś mu zapasowy klucz do twojego mieszkania. Co za ulga! „To tylko Zdzichu” – myślisz w nagłym olśnieniu i twój strach zmienia się natychmiast w intensywną radość ze spotkania z przyjacielem. Hałas pozostał ten sam, lecz zmieniło się jego znaczenie, a wraz z nim uległy zmianie przeżywane emocje. Żadne leki nie potrafiłyby tak szybko zadziałać, by zamienić strach w radość. Taka jest siła naszych przekonań. Oczywiście w sytuacjach terapeutycznych rzadko zdarza się tak nagła przemiana ze skrajnie negatywnych (np. lęk wysokości) na skrajnie pozytywne odczucia. Z reguły stopniowo zmniejsza się intensywność negatywnych doznań. Przy skutecznej terapii osoba z czasem może nabyć pozytywne nastawienie wobec sytuacji, budzącej kiedyś lęk, i cieszyć się uprawianiem np. spadochroniarstwa.
Wróćmy do naszej historyjki. Wyobraź sobie, że z radością wybiegasz z pokoju, krzycząc „Zdzichu kochany… „ i w tym momencie otrzymujesz silne uderzenie. Jest przecież możliwe, że w tę samą noc, kiedy miał cię odwiedzić przyjaciel, włamywacz zakradł się do twojego domu. Mózg nie dba o fakty. Natomiast to, co pomyślimy, mózg natychmiast przetwarza w wewnętrzną rzeczywistość i ta rzeczywistość jest podstawą kontroli naszych emocji i działania. Nasze myśli, przekonania i postawy decydują o tym, jakie emocje odczujemy i jak się zachowamy.
Strach jako emocja podstawowa jest dobrze zbadany. Reakcje fizjologiczne pod wpływem strachu (znieruchomienie, zwolnienie pracy serca, a następnie palpitacje, gęsia skórka, zimny pot) są instynktowne i przebiegają podobnie u wszystkich ludzi. Różne drogi nerwowe odpowiedzialne są za poszczególne reakcje, lecz każda z nich ma swój początek w jądrze środkowym ciała migdałowatego. Innymi słowy, jak w każdej reakcji bezwarunkowej, podłożem wszystkiech elementów typowej reakcji strachu są genetycznie zaprogramowane struktury neurologiczne (hardwired). Oznacza to, że aktywacja środkowego jądra ciała migdałowatego prowadzi do przewidywalnej fizjologicznej reakcji strachu.
Skąd jednak jądro środkowe ciała migdałowatego wie, że ma uruchomić reakcję strachu? Należy tu podkreślić rolę kory nowej mózgowej i procesów kojarzeniowych w niej zachodzących. Nasza reakcja na bodziec (w naszej historyjce – hałas) zależy od tego, jakie znaczenie kora przypisze danemu bodźcowi. Jeżeli przypisze mu znaczenie negatywne (włamywacz), wtedy sygnał, poprzez jądro boczne ciała migdałowatego, przekazany zostaje do jądra środkowego ciała migdałowatego i zapoczątkowuje stereotypową reakcję strachu. Jeżeli jednak kora przypisze bodźcowi pozytywne znaczenie (przyjaciel), uruchomione zostają inne drogi nerwowe, lęk znika, a my odczuwamy radość.
Co wynika z tych rozważań? Po pierwsze, nasze reakcje emocjonalne są wbudowane w mózg. W zależności od tego, jakie znaczenie kora nowa nada bodźcowi, inna droga nerwowa poprowadzi do określonej reakcji emocjonalnej i fizjologicznej. Po drugie, uczenie się emocji jest uczeniem się znaczeń bodźców. To nasze myśli, przekonania i postawy decydują o tym, jakie części mózgu są uaktywnione, i jakie w konsekwencji następują reakcje emocjonalne i fizjologiczne.
Jakie to ma znaczenie dla odporności naszego organizmu? Po pierwsze, ciało migdałowate jest częścią układu limbiczno-podwzgórzowego – siedliska naszych emocji i kontroli procesów immunologicznych. Wiele dróg prowadzi od jądra środkowego ciała migdałowatego, poprzez autonomiczny układ nerwowy, hormonalny i neuropeptydy, do układu odpornościowego. Zaburzeniom lękowym mogą więc towarzyszyć zaburzenia układu odpornościowego.
Czasem nadmiernie negatywnie reagujemy na różne, obojętne dla organizmu sytuacje, takie jak deszczowa pogoda, kolejka w sklepie, korek uliczny. Gdy wielu fizjologicznie obojętnym i często występującym bodźcom przypiszemy negatywne znaczenie, będziemy trwać w stanie ustawicznego napięcia emocjonalnego. Ponieważ ciało migdałowate wydaje się być tą strukturą mózgu, która przetwarza procesy myślowe na procesy emocjonalne i fizjologiczne (z odpornościowym włącznie), taki stan napięcia może mieć istotne znaczenie dla zdrowia. To, co myślimy na co dzień, może mieć znaczenie nie tylko dla komfortu psychicznego, ale też zdrowia somatycznego.
W początkach mojej pracy z chorymi na raka zauważyłem, że znacznej części z nich nie pomagało „pozytywne myślenie i wizualizacja” (jak wtedy rozumiałem metodę Simontona). W 1990 roku spotkałem się z Simontonem osobiście. Wyjaśnił mi zasady Racjonalnej Terapii Zachowania (RTZ): terapii poznawczo-behawioralnej, opracowanej przez znanego psychiatrę amerykańskiego Maxie C. Maultsby’ego, Dr. Simonton nie uczył swoich pacjentów pozytywnego myślenia, tylko zdrowego myślenia.
Na czym polega zdrowe myślenie? Jest oparte na faktach. Chroni nasze życie i zdrowie. Pomaga osiągać bliższe i dalsze cele. Pomaga radzić sobie z niepożądanymi konfliktami. Pozwala czuć się, tak jak chcemy się czuć.
Zdrowe myślenie spełnia co najmniej trzy z tych pięciu zasad. To, co jest zdrowe dla jednej osoby, nie musi być zdrowe dla innej. Pacjent sam decyduje, co jest dla niego „zdrowiej” myśleć w danej sytuacji. Ponadto to, co jest dla nas zdrowe teraz, nie musi być zdrowe w innym czasie. Przykładem negatywnego myślenia jest przekonanie: „Nie mogę wyzdrowieć”. „Na pewno wyzdrowieję” – jest przykładem pozytywnego myślenia. Natomiast: „Mogę wyzdrowieć, niezależnie od tego, jak bardzo jestem chory” – jest wyrazem zdrowego myślenia i rodzi nadzieję. Nadzieja, w terapii Simontonowskiej jest definiowana jako przekonanie, że pożądane rzeczy są osiągalne, niezależnie od znikomości prawdopodobieństwa ich osiągnięcia. Ta definicja nadziei łączy się z brakiem przywiązania do wyniku – rozumiemy, że nie możemy go przewidzieć. Otwieramy się na możliwość pomyślnego wyniku nawet, jeżeli jest to mało prawdopodobne – taką postawę można przejawiać nawet przy pewnej dozie zdrowego sceptycyzmu. Natomiast wiele osób prezentujących przeciwne do niej podejście – a zatem: „lepiej nie mieć nadziei, niż ryzykować, że się rozczaruję” – może ignorować ważne informacje lub istotne fakty, będące źródłem nadziei. Fałszywa beznadzieja to przekonanie, że pożądane rzeczy nie mogą być osiągnięte nawet w sprzyjających okolicznościach. Ludzie, którzy podzielają taką postawę, często błędnie nazywają samych siebie „realistami”, gdy tymczasem odrzucają część rzeczywistości.
Początkowo nie chciałem wierzyć, że tak proste zasady mogą być komukolwiek pomocne. Gdy się jednak nad tym zastanowimy, to stwierdzimy, że ilekroć udało się nam osiągnąć jakiś, zależny od naszego wysiłku, sukces, nasze myślenie spełniało co najmniej trzy z tych pięciu zasad – bo są to też zasady sukcesu. A pokonanie poważnej choroby jest przecież ogromnym sukcesem!
Pacjenci chorzy na raka oraz ich rodziny, stosując zasady Simontona i Maultsby’ego, udowadniają, że niezależnie od ich stanu i sytuacji życiowej zmiana myśli i przekonań na zdrowsze sprawiała, że poprawie ulegał nie tylko ich nastrój, ale i jakość życia. Odczuwali większą radość i sens życia, mieli poczucie głębokiego spełnienia.