Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/platne/serwer171077/public_html/autoinstalator/simonton.pl/wordpress87794/wp-content/themes/Divi/Divi/includes/builder/functions.php on line 5841
Odpowiedź na krytykę terapii simontonowskiej autorstwa dr Tomasza Witkowskiego | Fundacja SIZ - Simontonowski Instytut Zdrowia

Agnieszka Hottowy (terapeutka Programu Simontona, trenerka RTZ)

Chciałabym odnieść się do wypowiedzi dr Tomasza Witkowskiego dotyczących metody Carla Simontona, stosowanej w pracy z osobami chorymi onkologicznie (wywiad w nr 33 „NIE”, przedrukowany w nr 33 Angory). Jako terapeutka tej metody z przykrością stwierdzam, że wiele pojawiających się w wywiadzie stwierdzeń nie odpowiada faktom i może wprowadzić pacjentów oraz ich rodziny w błąd.

I tak na przykład dr Witkowski krytykuje „samozwańczych uzdrowicieli” takich jak Carl Simonton, zalecając korzystanie z medycyny konwencjonalnej. Dodaje również:  „Jeśli chcemy skorzystać z psychoterapii, to najlepiej wybrać sprawdzone metody terapii poznawczo-behawioralnej.” Tymczasem Carl Simonton nie pretendował nigdy do roli „uzdrowiciela”. Był on lekarzem radiologiem, który zauważył, że chorzy często tracili nadzieję na wyzdrowienie i dlatego odmawiali leczenia. Stworzony przez niego i lekarzy psychiatrów program terapeutyczny od początku pomyślany był jako dodatkowe wsparcie dla pacjentów leczonych konwencjonalnie. Od połowy lat osiemdziesiątych program ten opiera się właśnie na polecanych dr Witkowskiego technikach poznawczo-behawioralnych; szkolą się z nich wszyscy kandydaci na terapeutów (jest to wymagane do certyfikatu). Nieprzypadkowo wymienieni przez dr Witkowskiego terapeuci programu Simontona to jednocześnie certyfikowani psychoterapeuci poznawczo-behawioralni. Zarówno ten pomysł, jak i wiele innych, wprowadzonych po raz pierwszy przez Simontona, to standardy dzisiejszej psychoonkologii.

Dr Witkowski przeciwstawia Program Simontona „prawdziwej” psychoonkologii, w której – cytuję: „Główne formy pomocy to psychoedukacja, wsparcie, przeuczenie postaw, obalenie mitów związanych z chorobą nowotworową oraz wykorzystywanie metod i technik stosowanych w psychoterapii.” Rzeczywiście są to podstawowe działania w psychoonkologii i nimi właśnie zajmują się terapeuci Programu Simontona. (Nie są to jedyne osoby udzielające w Polsce pomocy psychologicznej chorym na nowotwory. Poza systemem szkoleń z Programu Simontona, działa u nas również np. pod patronatem Polskiego Towarzystwa Psychoonkologicznego Krajowa Szkoła Psychoonkologii.)

Nie jest prawdą, że – tu znów cytat – „metoda Simontona kreuje kolejne mity polegające na przekonaniu, że nasza choroba może być wynikiem stresu, a pozytywne myślenie wyruguje z organizmu komórki rakowe.” W Programie Simontona przyjmuje się wieloczynnikową etiologię choroby nowotworowej, zakładając jedynie, że negatywny, przewlekły stres (dystres)  może jako jeden z czynników sprzyjać szybszemu rozwojowi choroby, ponieważ upośledza funkcjonowanie układu immunologicznego; z drugiej strony, redukcja stresu może sprzyjać skuteczniejszemu leczeniu nowotworów złośliwych. W badaniach naukowych potwierdzono bowiem wpływ hormonów nadnerczy wydzielanych w stresie na hamowanie aktywności komórek układu odpornościowego, takich jak makrofagi, limfocyty T oraz tzw. „naturalni zabójcy” (z nag. natural killer – NK), które zwalczają komórki nowotworowe (np. Antoni, 1987). Stwierdzono też, że upośledzenie funkcjonowania układu odpornościowego wiąże się ze zwiększoną zachorowalnością na niektóre rodzaje nowotworów (Greenberg, 1987). M.in. dlatego w Programie Simontona (tak jak w innych programach poznawczo-behawioralnych przeznaczonych dla osób chorych) wykorzystuje się ćwiczenia relaksacyjne, które korzystnie wpływają na układ odpornościowy (Gruber, 1988, 1993).

Treningi te często łączy się z pracą z wyobraźnią, której wpływ na liczne funkcje organizmu (w tym produkcję komórek układu odpornościowego) był badany przy użyciu takich obiektywnych narzędzi, jak np. USG, tomografia komputerowa, scyntygrafia, zdjęcia rtg czy badania morfologii krwi (Achterberg, Dossey i Kolkmeier, 1994). Posługiwanie się wyobraźnią jest prawdopodobnie jednym z mechanizmów znanego powszechnie efektu placebo, który występuje również w leczeniu chorób nowotworowych (Harrington, 2002). Ponadto wykazano, że praca z wyobraźnią prowadzi do złagodzenia skutków ubocznych leczenia nowotworów, w tym nudności i wymiotów u osób poddanych chemioterapii (Burish, Carey, Krozely i Greco, 1987). Często prowadzi również do obniżenia poziomu bólu. Dodajmy – bez jakichkolwiek skutków ubocznych.

Najważniejszą metodą obniżania poziomu stresu u chorych jest zmiana sposobu myślenia i postaw wobec choroby. W tym celu w Programie Simontona wykorzystuje się psychoedukację i techniki terapii poznawczej. Wbrew twierdzeniom dr Witkowskiego, nie promuje się nieopartego na faktach tzw. „pozytywnego myślenia”. Zakłada się, że mogłoby ono prowadzić do rozczarowań czy zaniedbywania leczenia (choć dla niektórych chorych myślenie pozytywne stanowi skuteczny sposób radzenia sobie ze stresem i wówczas terapeuta nie ma prawa go korygować). Proponuje się więc pacjentom naukę myślenia racjonalnego, które ma zastąpić rozpowszechnione lękowe postawy wobec choroby (np. traktowanie jej jako wyroku śmierci). Podstawowym celem jest tu poprawa jakości życia osoby chorej; dodatkowym – zwiększenie jej szansy na wyzdrowienie.

Dr Witkowski twierdzi: „Do tej pory naukowcy nie odnaleźli żadnego związku między pozytywnymi postawami, stanem emocjonalnym a przeżywalnością chorych na raka.” Na poparcie swoich tez przytacza wyniki jednego badania, w którym brali udział pacjenci z nowotworami głowy i szyi. Istnieją jednak np. badania potwierdzające dłuższą przeżywalność kobiet z rakiem piersi, które traktują chorobę jako wyzwanie lub zaprzeczają powadze sytuacji, niż kobiet podchodzących do choroby fatalistycznie (Moorey, Greer, 1989). W innych badaniach stwierdzono większą śmiertelność u tych chorych na nowotwory złośliwe, którzy cierpieli na depresję (Persky, Kempthorne-Rawson i Shekelle, 1987). Wbrew zarzutom dr Witkowskiego o „reklamowe kłamstwo”, dysponujemy też badaniami potwierdzającymi dłuższą (nawet dwukrotnie) przeżywalność chorych uczestniczących w psychoterapii. Wyniki takie uzyskali m. in. Ronald Grossarth-Maticek (i in, 1984), Spiegel (i in., 1989 – co ciekawe, badanie to w założeniu miało wykazać brak wpływu psychoterapii na przeżywalność chorych) oraz Fawzy (i in. 1993). W wymienionych badaniach uczestniczyły osoby chore na raka piersi oraz czerniaka; ostatnie z nich wykazało również wpływ psychoterapii na funkcjonowanie układu odpornościowego oraz obniżenie częstotliwości wznowień choroby. Niedawno (2008) Barbara Anderson z zespołem również opublikowała wyniki badań, które wykazały, że u kobiet chorych na raka piersi psychoterapia zmniejszyła ryzyko nawrotu choroby o 45% – przy czym także te pacjentki, które miały nawrót żyły dłużej, niż pacjentki z grupy kontrolnej.  Z kolei w Niemczech (Kuechler, 2005) przeprowadzono badanie, w którym wzięli udział chorzy z różnymi rodzajami nowotworów (nowotwory złośliwe przełyku, żołądka, wątroby, trzustki i jelita grubego). W latach 1990-1992 wszyscy badani przeszli w szpitalu zabiegi chirurgicznie. Dodatkowo pacjenci z grupy interwencyjnej uczestniczyli w interwencji psychoonkologicznej. Okazało się, że po dziesięciu latach żyło trzykrotnie więcej pacjentów z grupy interwencyjnej, niż  z grupy kontrolnej.

Stwierdzenie dr Witkowskiego: „Opisywane przez niego [Simontona] przypadki całkowitego wyleczenia są znane tylko jemu samemu” jest co najmniej ryzykowne; odzwierciedla ono popularne mity dotyczące nowotworów jako chorób nieuleczalnych. Niektórzy terapeuci Programu Simontona to właśnie dawni pacjenci, którym udało się wyzdrowieć. Przykładem może być autorka wspomnianego w wywiadzie artykułu zamieszczonego w „Zwierciadle”.

Chciałabym w tym miejscu – choć z pewnym wahaniem – poruszyć jeszcze jedną kwestię. Chodzi mi o fragment: „Nigdzie też nie poznałem odpowiedzi na dość makabryczne, ale narzucające się pytanie jak mierzy się „lepszą jakość umierania”?” Jeśli wydaje się ono „makabryczne”, to głównie dlatego, że w naszym kręgu kulturowym rozmowy o śmierci, umieraniu i żałobie pozostają w sferze tabu. Jednak nie sposób tych zagadnień pominąć, jeśli nie chcemy w psychoonkologii wpaść w pułapkę myślenia pozytywnego. Przełamanie wspomnianego tabu, możliwość przepracowania postaw wobec śmierci oraz podjęcia rozmów na ten temat z bliskimi prowadzi u pacjentów zwykle do obniżenia poziomu lęku czy przygnębienia, związanych z perspektywą umierania. Ta zmiana emocjonalna jest możliwa do zmierzenia, podobnie jak efekty każdej interwencji w terapii poznawczej.

Według dr Witkowskiego metoda Simontona „polega na traktowaniu choroby jako daru, z którego wypływają korzyści. Rolą psychologa jest uświadomienie ich choremu.” Tymczasem prawdą jest jedynie, że w ramach terapii analizuje się z pacjentem pozytywne zmiany, które zaszły w jego życiu, gdy zachorował. Może to być np. zwiększona uwaga i troska otoczenia czy rezygnacja z nielubianych obowiązków bez poczucia winy. Celem tej analizy nie jest jednak „celebrowanie” choroby czy wyrażanie za nią wdzięczności. Chodzi jedynie o odkrycie, że choroba nie musi być jedyną okazją, by zająć się swoimi potrzebami. Analizowanie pozytywnych aspektów problemu jest rutynowym postępowaniem w każdej terapii behawioralnej i poznawczo-behawioralnej. Nie jest to w żadnym wypadku wyjątkowa cecha Programu Simontona.

W wywiadzie znalazł się również zarzut dotyczący niebezpieczeństwa uzależnienia chorych od terapii Simontona. Tymczasem jest to z założenia terapia krótkoterminowa. W Polsce często sprowadza się ona do uczestnictwa w kilkudniowym grupowym warsztacie, w trakcie którego pacjent uczy się technik autoterapii. Techniki te stosuje on później w domu lub szpitalu samodzielnie (bez udziału terapeuty). Zaleca się, by chory uczestniczył w terapii z bliską osobą, ponieważ to ona widziana jest jako główne źródło wsparcia. Ponadto pacjenta zachęca się do budowania szerszej sieci wsparcia wśród rodziny i znajomych; wsparcie to jest bowiem widziane jako ważny element zdrowego stylu życia. Przy czym – znowu wbrew sugestiom zawartym w wywiadzie – cała praca nad zmianą stylu życia odbywa się zgodnie z zasadami terapii behawioralnej, tak, by nie wywierać na pacjenta presji i chronić go przed szkodliwym poczuciem winy.

Co ciekawe, swoją krytykę metody Simontona dr Witkowski podsumowuje słowami, z którymi zgodziłaby się większość terapeutów tej metody: „Czas, który pozostał choremu, to najcenniejsza rzecz, którą ma. Zamiast poświęcać go na testowanie metod, które uroiły się w głowach samozwańczych uzdrowicieli, powinien po prostu żyć, spędzić go z rodziną, przyjaciółmi, którzy udzielą mu większego wsparcia, niż niejeden płatny psycholog zauroczony fałszywymi tezami.” Problem w tym, że bliscy pacjenta również bywają przerażeni chorobą; nierzadko kryzys dotyka całą rodzinę. Odpowiednio wczesna interwencja psychoonkologiczna może w większości wypadków złagodzić skutki tego kryzysu. Tymczasem sugerowane w wywiadzie „omijanie psychologów szerokim łukiem” może stanąć na przeszkodzie skorzystaniu z tej szansy.